niedziela, 30 lipca 2017

#200 Recenzja: Whoopy Whey, proteinowe lody o smaku masła orzechowego.

Dzisiaj już dwusetny wpis! Jeju, jak to szybko zleciało. Jeszcze nigdy na żadnym blogu nie doszłam do takiej liczby. Ale jestem pewna, że na tym nie poprzestanę i pojawi się dwa razy tyle, a nawet więcej, postów :) Z tej okazji zrecenzuję dzisiaj coś wyjątkowego, natomiast coś większego chciałabym zrobić z okazji okrągłej liczby recenzji. Na razie to jednak tylko myśli, zobaczymy co będzie.

O tych lodach dowiedziałam się jakiś czas temu dzięki Majewskiemu i Deynn, którzy pokazywali je na swoich snapchatach. Od razu wiedziałam, że muszę gdzieś je dorwać, niestety nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Aż tu całkiem niedawno, podczas buszowania po sklepie w jednej z łódzkich galerii, natknęłam się na nie i oczywiście musiałam kupić. Nie miałam problemu z wyborem smaku, bo jak tylko dojrzałam masło orzechowe, to wiedziałam, że będzie moje :D

Opakowanie jest przeurocze. Malutkie, kolorowe, pełne energii i życia. Widzimy logo firmy, informację o tym, że w środku znajdziemy lody proteinowe o smaku masła orzechowego oraz kawałek owych lodów i owego masła orzechowego. Jest też napis, pod którym podpisuję się obiema rękami, nogami i całym ciałem- "Peanut butter love" <3


W środku zastałam całkowicie białego loda, bardzo mocno zamrożonego. Musiałam odczekać chwilę z degustacją, bo nie dało rady włożyć w niego łyżeczki. Na pierwszy rzut oka wygląda na sorbet, ale wiem, że na szczęście jest to zwykły lód. Wwąchiwałam się i wwąchiwałam (dobrze, że to było tuż po otwarciu galerii i było mało osób, bo pewnie przyciągałabym tym uwagę), ale nic nie wyczułam, ten produkt nie ma żadnego zapachu. Dopiero kiedy już wbiłam się w środek i trochę pojadłam, to wyraźnie było czuć maślany aromat masła orzechowego. (wcale potem nie chodziłam z pustym kubeczkiem i nie wąchałam co chwilę..)


Pierwsza łyżeczka... O MAMO! JAKIE TO JEST PYSZNE! Poczułam prawdziwe masło orzechowe, coś niesamowitego! To zdecydowanie miłość od pierwszej łyżeczki, już wtedy wiedziałam, że to są moje ulubione lody, najlepsze jakie do tej pory jadłam. Lody są delikatnie słone, jak to na masełko przystało, w pewnym stopniu lekko maślane, posiadają mleczny aromat. Są słodkie, ale w niewielkim stopniu. Jednak nie są też z tego powodu mdłe (a ja mam wysoki poziom cukru, więc wszelkie mało słodkie słodycze nie są dla mnie). Wszystkie te pierwiastki łączą się ze sobą tworząc coś naprawdę przepysznego. Pod koniec zauważyłam, że lody zostawiły mi na wargach smak, który utrzymywał się jakiś czas. W konsystencji są mocno zbite, ale bardzo kremowe.


Jestem w tych lodach po prostu zakochana <3 Jeżdżąc do Łodzi zawsze wyciągałam rodziców do Sukcesji na kawę do Starbucksa, ale teraz chyba mi się odmieni i będę ich wyciągać do Portu na lody xD

Ocena: 10/6 <3

Gdzie kupić: Piotr i Paweł.

piątek, 28 lipca 2017

#199 Recenzja: Apposta Mediterraneo, komosa ryżowa, quinoa, czerwony ryż, cukinia.

Ostatnio w sklepach pojawiło się mnóstwo gotowych, bezmięsnych sałatek na bazie makaronu, kaszy, ryżu itd. Wiele razy zdarzało mi się jeść takie na obiad, kiedy nie miałam czasu czy ochoty przygotowywać sobie czegoś ciepłego. Nigdy jednak nie recenzowałam żadnej, więc kiedyś musi być ten pierwszy raz. Dzisiaj przyjrzymy się sałatce z komosą ryżową, czerwonym ryżem oraz cukinią. Tej akurat nigdy nie próbowałam, jest to dla mnie kompletna nowość, chociaż w sklepach też pojawiła się stosunkowo niedawno.

Opakowanie praktycznie całe jest przezroczyste, jedynie w jednym miejscu znajduje się naklejka z informacjami o produkcie. Dzięki temu możemy szybko zerknąć na to co czeka nas w środku i zadecydować czy mamy na to ochotę czy nie. Od razu widoczna jest też łyżeczka, więc jeśli jesteśmy w danym momencie bardzo głodni, a nie mamy przy sobie żadnych sztućców, to jest to produkt dla nas.


Sałatka pachnie... dziwnie. Nie jestem do końca w stanie zidentyfikować czym pachnie, ale myślę, że mogłabym tutaj użyć słowa ocet. Nie jest to niestety zachęcająca woń. Ale staram się nie zrażać i przechodzę do konsumpcji. Niestety po wzięciu pierwszego kęsa do ust jest dokładnie tak samo. Ocet, ocet, ocet. Czuję też coś gorzkiego, a zaraz coś kwaskowego. Myślę, że źródłem tego ostatniego mogą być oliwki. Konsystencja nie ratuje sytuacji, a wręcz ją pogarsza. Wyczuwam malutkie kuleczki (zapewne komosę ryżową), które są dosyć twardawe, jakby były ugotowane al dente. Ser feta jest twardy, bez smaku, nieprzyjemny w jedzeniu. Wszystkie składniki latają oddzielnie w ustach, brakuje czegoś co mogłoby je połączyć. Chociaż w tej sałatce brakuje mnóstwa rzeczy. Większa ilość warzyw, może jakiś sos albo hummus mogłyby uratować sytuację. A tak to mamy do czynienia z czymś kompletnie bez smaku, bez charakteru. Nie zjadłam nawet połowy i na pewno nie kupię ponownie.



Ocena: 1/6

Gdzie kupić: Lidl.

środa, 26 lipca 2017

#198 Moje obiady - część 4.

Pora na czwartą część moich obiadów, zapraszam do czytania! :)

1. Fasolka po bretońsku polana keczupem, w bułce wieloziarnistej.



2. Domowy wegański hamburger z wędzonym tofu, kiszonym i świeżym ogórkiem, pomidorem i keczupem.



3. Talerz dobroci.
Jak widzicie u mnie zdjęcie obiadu pełnego różnych rzeczy, to możecie być pewni, że to obiad u babci :P 
Tutaj miałam banana, marynowane pieczarki, ziemniaki, fasolkę z bułką tartą, pikle i rzodkiewka.



4. Wegańskie samosy nadziewane pieczarkami, keczup i ogórki kiszone.



5. Wegańskie kotleciki z kaszy gryczanej, brokułów i marchewki z sosem pomidorowym + rzodkiewka i marchewka.



6. Kotleciki z tofu + rzodkiewka, małe marcheweczki, pomidor, ziemniaki i groszek.
Obiad u babci <3





7. Naleśnik ze szpinakiem i ricottą zapiekany w piekarniku z sosem pomidorowym i serem.



8. Kasza jaglana z grilowaną cukinią i jarmużem.



9.Wegańskie kotleciki z ciecierzycy i cebuli.



10. Roladki z bakłażana z kaszą kuskus, fetą, kaparami, cebulą i pistacjami z ziemniakami pieczonymi i rukolą.
Taki obiad zamówiłam w "Zielonej", jednej z moich ulubionych wege restauracji <3 Jeśli kiedykolwiek będziecie w Manufakturze w Łodzi, to koniecznie do niej zajrzyjcie :)


niedziela, 23 lipca 2017

#197 Recenzja: Provita, deser ryżowy z krobem.

Pora na kolejną zdobycz od Urbanvegan, trzeci już roślinny jogurt od firmy Provita w moim życiu. Dzisiaj przyjrzę się deserowi ryżowemu z karobem. Nie mam pojęcia jak smakuje karob, chyba nigdy nie jadłam nic z jego udziałem. Ale spodziewam się czegoś czekoladowego, kakaowego, w końcu zastępuje on kakao.

Opakowanie jest białe, z zielonymi i bordowymi napisami oraz kawałkami (korzeniami?) karobu. Wszystko jest po czesku, a więc mamy dodatkowe przyjemne uczucie jedzenia czegoś zagranicznego. A przynajmniej ja zawsze tak mam.


W środku zastałam mocno brązową, budyniowo-galaretkową masę. Pachniała mało intensywnie, trochę słodko, z nutą czegoś kwaśnego. Dziwny zapach, mało zachęcający. Ale wciąż pamiętałam jak smaczne były dwa poprzednie warianty, które jadłam (KLIK), więc niezrażona przeszłam do degustacji.


Produkt po wzięciu do ust rozpuszcza się bardzo szybko, chociaż nawet przed zjedzeniem ma konsystencję trochę jak taka rozpuszczona galaretka. Momentami jest nawet wodnisty, co mi nieszczególnie się podoba. W smaku jest kwaskowy, kakaowy, mało słodki i delikatnie proszkowy. Pozostawia po sobie dziwny posmak. Podejrzewam, że niska słodkość i kwaśność jest normalna dla karobu, bo raczej nie chodzi o to, że trafiłam na felerny egzemplarz. Ale mi to zdecydowanie nie odpowiada.


Do trzech razy sztuka, bo w końcu jedząc trzeci raz coś od tej firmy, nie trafiło to w moje gusta. Za mało słodkości, za mało smaku, za dużo kwaśności i mdłości. Nie skuszę się ponownie.

Ocena: 2/6

Gdzie kupić: http://urbanvegan.pl/

piątek, 21 lipca 2017

#196 Recenzja porównawcza: Danone, jogurt kremowy z kawałkami czekolady mlecznej & jogurt kremowy z kawałkami czekolady gorzkiej.

Dzisiaj pora na recenzję porównawczą, której dosyć dawno na blogu nie było. Przyjrzę się edycji limitowanej jogurtu Fantasia z dodatkiem mlecznej i gorzkiej czekolady od Wedel. Jadłam te jogurty bardzo często w dzieciństwie, a wyroby firmy Wedel uwielbiam. Czy połączenie tych dwóch rzeczy będzie strzałem w dziesiątkę, czy może niekoniecznie?

Obydwa opakowania są do siebie bardzo podobne. Widzimy tradycyjnie nazwę firmy, oprócz tego jogurt, dwie kostki czekolady, informację o tym co znajdziemy w środku i napis chwytający za serce każdego jedzeniowego blogera, czyli "edycja limitowana". Prosto, czysto, schludnie, czyli tak jak lubię.



Wersja z mleczną czekoladą

 Jeśli jedliście kiedyś produkty Fantasia, to doskonale wiecie jak wyglądają po zdjęciu wieczka. Mamy dwa pojemniczki, w jednym znajduje się jogurt, a w drugim dodatek do wsypania. Jogurt pachnie kwaśno, w konsystencji jest rzadki, momentami nawet wodnisty. W smaku jest mało słodki, mdły, niezbyt smaczny. Czekolada pachnie słodziutko, mlecznie, trochę plastelinowo. Od zimna jest twarda, jednak po włożeniu do ust szybko się rozpuszcza tworząc bagienko. Jest mleczna, słodka, jednak nie przypisałabym jej do Wedla, a do wszystkich czekoladowych wsadów Fantasi. Po połączeniu obydwu składników jest lepiej, słodkość czekolady niweluje mdłość i kwaśność jogurtu. Niestety, jedząc najpierw czuć owy jogurt, a dopiero potem udziela się czekolada. O wiele lepiej byłoby gdyby tych maluszków było więcej, wtedy całość smakowałaby naprawdę dobrze.


Ocena: 3+/6



Wersja z gorzką czekoladą

Jogurt pachnie i smakuje tutaj dokładnie tak samo jak przy poprzednim wariancie, więc nie będę opisywała go drugi raz. Czekolada pachnie gorzko, tutaj zdecydowanie wyczułam Wedla. Konsystencja również od zimna stała się twarda, ale po włożeniu do ust produkt szybko się rozpuszcza. W smaku na pewno nie jest gorzka, użyłabym raczej określenia deserowa. Tutaj połączenie jej razem z jogurtem nie wypadło jednak dobrze. Mdły i kwaśny jogurt razem z mało słodką czekoladą to nie jest dobry pomysł, a przynajmniej nie dla moich kubków smakowych.


Ocena: 2-/6

 Jak widać po ocenie, wersja z mleczną czekoladą wypadła lepiej. Jednak nie należy ona do jednych z lepszych jogurtów jakie jadłam i raczej nie wrócę do niej ponownie.

Gdzie kupić: Carrefour.

środa, 19 lipca 2017

#195 Przepis: Gryczane wegańskie naleśniki.

W czwartek wieczorem wyjeżdżam w końcu na wakacyjny wyjazd! Gdzie? Do Grecji, na wyspę Korfu. Ale nie tylko, bo po drodze będę też w wielu innych miejscach. Nie zdradzam na razie nic, bo na pewno pojawi się post dotyczący całego wyjazdu. Jeśli chodzi o wpisy, to będą się pojawiały normalnie :)

Dzisiaj przychodzę do Was z przepisem na pyszne, wegańskie, gryczane naleśniki. Robimy je z mamą już od jakiegoś czasu i sprawdzają się naprawdę świetnie. Podam też improwizowany przepis na pyszny sos.



Składniki:

- 250g mąki gryczanej
- 2 szklanki wody gazowanej
- siemię lniane
- 2 łyżki oleju
- 1 płaska łyżeczka soli


1. Wymieszać ze sobą mąkę i sól, następnie dodać siemię, olej, wodę i wszystko wymieszać na jednolitą masę.
2. Smażyć cienkie naleśniki na rozgrzanej patelni.




Nadzienie tak naprawdę zależy tylko i wyłącznie od nas- może być słodkie, słone, pikantne, łagodne.. ja postawiłam na te drugie i z dostępnych produktów wymyśliłam naprawdę smaczny, idealnie komponujący się z naleśnikami sos.


Składniki:

- sos do makaronu z płatkami czosnku Pudliszki
- kukurydza w puszce
- groszek w puszce
- cebula
- pomidorki koktajlowe

1. Cebulę i pomidorki pokroić na małe kawałki.
2. Wymieszać wszystkie składniki.



niedziela, 16 lipca 2017

#194 Recenzja: Wholebake, Flapjack owsiany z orzechami pekan.

Na początku przypominam o jednej rzeczy, a mianowicie o Q&A. Zamierzam zrobić coś takiego na blogu, a do tego potrzebuję Waszych pytanek. Jeśli jakieś macie, to śmiało piszcie w komentarzach (jak ktoś nie ma konta, to można anonimowo). Będzie mi naprawdę bardzo miło, a im więcej pytań, tym lepiej :) Od razu bardzo dziękuję dwóm osobom, które już zadały ich kilka <3

Pamiętacie recenzję Flapjacka z pistacjami? Dzisiaj pora na jego kolegę pochodzącego z drugiego już zamówienia od Urban Vegan, tym razem z orzechami pekan. Kupiłam go ze względu na bardzo przyjemne doznania z tym pierwszym. Czy tutaj będzie podobnie? Czy zdecyduję się na trzeci wariant?

Znów będą zachwycać się opakowaniem, ale jest piękne. Tym razem mamy różowy kolor, ale też widzimy pole na wsi, zboża, krowy, naturę, co może symbolizować naturalność, zdrowotność i regionalność produktu. Napisy po angielsku oraz flaga Wielkiej Brytanii dodają nam dodatkowych emocji, bo czujemy się inaczej z myślą, że to coś zagranicznego, innego. Przynajmniej ja tak mam.


W środku zastałam jasno brązowy prostokąt o nierównych kształtach, z licznymi wgłębieniami, wypustkami, widocznymi brązowym kawałkami orzechów pekan. Baton pachnie identycznie jak popcorn w kinie i ogólnie tak jak kino. Bardzo mocno wyczułam też orzechy pekan, które były jakby w słodkiej, karmelizowanej osłonce. Mnóstwo różnych, pięknych zapachów, aż się chce przejść do degustacji.


Konsystencja jest dokładnie taka sama jak w przypadku pistacji. Baton jest mięciutki, a po ugryzieniu rozpada się na mnóstwo mniejszych kawałków, które po pogryzieniu tworzą papkę z namokniętych płatków owsianych i drobinek cukru. W smaku produkt jest maślany, ciastowy, słodki. Wyczuwalny jest obiecany aromat orzechów pekan, a nawet czasami natrafią się ich niewielkie kawałki. Są same, świeże, bez żadnych dodatków. Całość razem smakuje bardzo ciekawie i bardzo smacznie.


Nie zawiodłam się, ba, jeszcze mocniej zakochałam się we Flapjackach. Tego mogłabym podsumować jako słodkie, smaczne, maślano-orzechowe ciasto. Zdecydowanie chciałabym kiedyś wrócić do tego produktu i spróbować wszystkich pozostałych wariantów.

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: www.urbanvegan.pl

piątek, 14 lipca 2017

#193 Recenzja: Trafo, bio chipsy o smaku soli i octu winnego.

Na początek krótkie ogłoszenie- planuję zrobic Q&A na blogu, więc byłoby mi bardzo miło gdybyście w komentarzach zadali jakieś pytania :)

Dzisiaj pora na kolejny zakup od Urban Vegan- bio chipsy o smaku soli i octu winnego. Powiem bez bicia- od zawsze uwielbiałam chipsy i do teraz tak jest. Takich zwykłych z marketu nie jadłam już od bardzo długiego czasu, ze względu na wzmacniacze, konserwanty i całą chemię jaka w nich siedzi. Na szczęście istnieją zdrowe wersje tej przekąski, którymi czasami się ratuję.

Opakowanie prezentuje się skromnie i schludnie, ale bardzo pozytywnie. Widzimy zielone napisy, ziemniaczka będącego w trakcie obierania, wyglądający jak oliwa z oliwek ocet winny oraz kuleczki soli. Bez zbędnych dodatków, bez żadnego chaosu, czyli tak jak lubię.


W środku zastałam żółte chipsy, które niczym w wyglądzie nie odbiegają od tych zwykłych. Całe były oblepione solą- dla mnie to plus, bo uwielbiam oblizywać palce pokryte przyprawami :P (proszę, powiedzcie, że nie tylko ja tak mam). W zapachu wyczułam typową dla chipsów, ziemniaczaną i pieczoną woń. W konsystencji są cienkie i mocno chrupiące. Po pierwszym gryzie wszystkie włoski kubki smakowe na języku stanęły mi dęba. Zdecydowanie czuć ocet winny, jest naprawdę intensywny. Do tego dochodzi aromat soli. Całość czasem smakuje jakby kwaskowo, słono. Ten mocny aromat niemalże kłuje w język, ale osobiście mi to bardzo odpowiada. Czuć również odrobinę tego typowego, ziemniaczano-pieczonego smaczku. Po zjedzeniu na ustach zostaje nam smak, więc możemy jeszcze trochę się nim nacieszyć, nawet jeśli zjemy już całe opakowanie.


Te chipsy nie zasmakują każdemu, to wiem na pewno. Wielu osobom ten mocny aromat może przeszkadzać, ale jednocześnie wielu osobom może bardzo przypaść do gustu. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy osób. Nie żałuję zakupu i bardzo chętnie bym go ponowiła.

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: Urban Vegan

środa, 12 lipca 2017

#192 Przepis: Wegańskie kakaowo cynamonowo orzechowe ciasto.

Hej hej! Ostatnio znów improwizowałam trochę w kuchni, tym razem chciałam wykombinować coś wegańskiego. Nie wiedziałam co, spontanicznie dorzucałam kolejne składniki, co chwilę zmieniałam koncepcję, ale stwierdzam, że... udało się! Wyszło mi mocno zbite, treściwe, sycące ciasto kakaowo cynamonowo orzechowe. 





Składniki:

- szklanka mąki pszennej
- 4 łyżki gorzkiego kakao
- 2,5 łyżki cukru trzcinowego (jeśli wolicie słodsze, to więcej)
- 350ml mleka migdałowego
- łyżka cynamonu
- łyżeczka proszku do pieczenia
- 4 kopiaste łychy masła orzechowego
- olej rzepakowy do wysmarowania foremki

1. Połączyć ze sobą wszystkie suche składniki i wymieszać.
2. Wlać mleko, wymieszać na jednolitą masę.
3. Dodać masło orzechowe i wymieszać aż masa będzie bardzo gęsta.
4. Wysmarować olejem foremkę i piec przez pół godziny w 200 stopniach.


Ciasto smakuje perfekcyjnie po posmarowaniu go w środku masłem orzechowym, w towarzystwie kawy z mlekiem migdałowym <3




niedziela, 9 lipca 2017

#191 Recenzja: Wholebake, Flapjack owsiany z pistacjami

Dzisiaj wyjeżdżam na trzy dni do Kielc, do babci i dziadka. Zawsze jeżdżę tam na dłużej w czasie wakacji, taka tradycja, którą mam razem z mamą. Jest tam sklep ze zdrową żywnością, bardzo dobrze zaopatrzony. Zawsze kupuję tam różne dobroci i na pewno będzie tak też tym razem, więc możecie spodziewać się za jakiś czas wielu ciekawych, zdrowych produktów :D

Tego batonika widziałam dopiero dwa razy- u koleżanki, która dorwała go w aptece (pozdrawiam Maję, możesz to czytać :P) oraz na stoisku z białkowymi rzeczami dla sportowców. Podobał mi się, ale nie na tyle żeby zwrócić na niego jakąś szczególną uwagę. Dopiero w czasie robienia zakupów spożywczych przez internet je zobaczyłam, poczytałam i zdecydowałam się wrzuć do koszyka. Czy warto?

Opakowanie bardzo mi się podoba. Jest utrzymane z jasnych i delikatnych odcieniach, dominuje zieleń- w końcu pistacjowy smak. Jest obrazek pola na jakiejś wsi, a na nim krów, ptaków, zboża. Dzięki temu ma się wrażenie jakby był to produkt swojski, domowej roboty, dobrej jakości, regionalny. Dodatkowo od razu widać, że nie jest polski- ze względu na angielskie napisy i malutką flagę UK. Dodaje to dodatkowych emocji przy oglądaniu i konsumowaniu, a przynajmniej mnie.


W środku zastałam jasno brązowo-beżową, lekko tłustawą baryłkę. Nie ma równej powierzchni tak jak w przypadku większości batonów- tutaj widzimy liczne wgłębienia, dziurki, niedorównania. Produkt wydziela delikatny, lekko pistacjowy zapach z nutką orzechową w tle. W czasie wąchania do głowy przyszło mi też powiązanie z ciastem.


Flapjack w konsystencji jest mięciutki, a po ugryzieniu rozpada się na coraz mniejsze kawałki. Tworzy wtedy coś na wzór papki składającej się z namokniętych płatków owsianych i drobinek cukru. W smaku jest słodki- nie tak jak typowe słodycze, ale bardziej niż te zdrowsze. Czuć, że jednak trochę tego nienaturalnego cukru tam jest. Obecna jest również pistacja, ale dosyć słabo, taki nieorzechowy aromat. Za to wyczułam pierwiastek maślaności, bardzo podobny do ciasta. I chyba właśnie tak mogłabym podsumować cały produkt- pistacjowe ciasto. Smak jak i konsystencja idealnie się w tą nazwę wpasowują.


Flapjack pistacjowy naprawdę bardzo mi zasmakował. Przypadła mi do gustu jego konsystencja jak i nietuzinkowy smak. Może i wyczuwalny jest ten cukier, pistacji mogłoby być więcej, ale licznymi zaletami się obroni. Chętnie wróciłabym kiedyś do tego produkt i wypróbowała pozostałe warianty.

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: http://urbanvegan.pl/

piątek, 7 lipca 2017

#190 Recenzja: MisterChoc, masło orzechowe kremowe.

Zmiana planów, zostaję jednak przy trzech postach tygodniowo. Jakoś nie pasuje mi to, żeby dwa wpisy pojawiały się dzień po dniu po sobie. Zdecydowanie potrzebowałabym ósmego dnia tygodnia :P Tak więc zostaje środa, piątek i niedziela, tak jak było :)

Ostatnio przyglądałam się maśle orzechowemu z kawałkami orzechów z firmy MisterChoc, a dzisiaj pora na kolegę, tyle że kremowego. Dwa lata temu kiedy po raz pierwszy kupiłam to masło, od razu wzięłam obydwa warianty, bo nie miałam jeszcze żadnego rozeznania co wolę. Cały czas kupuję to z kawałkami orzechów, więc jasno widać, które bardziej mi podpasowało. Ostatnio była promocja na te produkty, więc oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie skorzystała. Niestety tych moich nie było, a zostały dwa ostatnie kremowe. Pomyślałam więc- czemu nie? Może czas odświeżyć kubki smakowe i przypomnieć sobie dlaczego tej wersji nie kupuję? Bo w sumie, to już nie pamiętam co z nią było nie tak. A może nic, a ja po tym zakupie przestawię się na ten wariant?

Opakowanie, tak jak u poprzednika, nie jest złe, ale też nie wyróżnia się niczym szczególnym ani nie przykuwa uwagi. Tutaj jednak są przyjaźniejsze kolory dla mojego oka; zdecydowanie wolę niebieski od czerwonego, szczególnie przy zestawieniu z jasnym brązem.


Masełko pachnie baaaardzo przyjemnie (a może być w ogóle inna opcja?). Orzechowo, fistaszkowo, trochę czymś palonym. Mimo wszystko ten zapach jest delikatniejszy i subtelniejszy niż u poprzednika. Konsystencja też trochę się różni, bo jest rzadsza i bardziej kremowa. Ale z powodu braku kawałków orzechów muliście oblepia całą buzię, co akurat mi bardzo się podoba. W smaku... czuję na pewno orzechy (cóż za zaskoczenie), typowy słony aromat, ale nie ma tutaj palonej orzechowości, która występuje przy wersji crunchy. Mam wrażenie, że tutaj jest jakby mniej tego całego smaku. Być może jest to spowodowane tym, że tutaj mamy 94% orzechów, a przy poprzedniku 96%. Ale z drugiej strony, czy 2% różnicy może aż tyle zmieniać? Podczas jedzenia wyczułam coś jeszcze- maciupeńkie, delikatnie chrupiące kuleczki, tak jakby to były ziarenka soli albo cukru.


Wiem już dlaczego wolę wersję crunchy. Raz- uwielbiam jak coś mi chrupie między zębami. Dwa- ma ciut więcej smaku i orzechowości. Co nie znaczy, że ta wersja jest niesmaczna. Bo jest przepyszna (chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na masło, które mi nie smakowało... Chociaż, jak byłam o wiele młodsza, to zainspirowana amerykańskimi serialami kupiłam pewne masło i... oddałam je cioci. Pewnie było to coś masło podobnego, bo wtedy jeszcze nie miałam żadnej wiedzy na temat odżywiania). Jeżeli kiedyś zabraknie mojego wariantu, to z pewnością nie pogardzę tym. 

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: Lidl.

środa, 5 lipca 2017

#189 Recenzja: MisterChoc, masło orzechowe z kawałkami orzechów.

Mam informację dotyczącą wpisów na blogu- od przyszłego tygodnia będą się pojawiać cztery razy w tygodniu, zamiast trzech; w poniedziałek, środę, piątek i niedzielę. W zeszłe wakacje pamiętam, że dodawałam nawet codziennie i myślę, że teraz każdy ma więcej wolnego czasu :)

Powinnam się wstydzić, bo jak na zawodowego pożeracza masła orzechowego, to na tym blogu jest bardzo mało recenzji tego produktu. A próbowałam już naprawdę przeróżnych wariantów. Dlatego powoli nadrabiam zaległości i dzisiaj przedstawiam Wam delikwenta, którego przejadłam już chyba kilogramami.

Zdecydowanie bardziej podoba mi się amerykańska wersja tego masła. Ta nie jest zła, wszystko ładnie ze sobą współgra, chociaż też niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ale w końcu najważniejsza jest zawartość, a tutaj mówimy o MAŚLE ORZECHOWYM, a więc wszystko inne idzie w niepamięć.


Zapach jest przepiękny! Mocno orzechowy, trochę jakby palony, słodko-słony. Nos szaleje, kubki smakowe się jeżą i ręka sama zaczyna się ruszać aby zacząć degustację. A co ze smakiem? Oj, nie zawiodłam się. Jest przepyszne! Intensywnie orzechowe, trochę podpalone, kremowe, a dzięki cukrze i soli w składzie delikatnie słodko-słone. W konsystencji jest gęste, zbite, cały czas natrafiamy na malutkie, chrupiące kawałki orzeszków.


Śmiało mogę powiedzieć, że jest to jedno z najlepszych maseł orzechowych jakie jadłam. Pojawia się u mnie w domu zdecydowanie najczęściej- ze względu na smak, ale też dlatego, że Lidl jest po drodze jak wracam ze szkoły do domu i najczęściej wchodzę do niego z mamą po zakupy :P 


Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Lidl

niedziela, 2 lipca 2017

#188 Ulubieńcy czerwca.

Koniec czerwca, a więc pora na ulubieńców! 

MUZYKA

♥ Selena Gomez - Bad Liar
Ta piosenka wyszła w maju, ale dopiero w czerwcu pojawił się teledysk. Na samym początku nie podobała mi się w ogóle, ale im częściej słuchałam, tym bardziej wkupiała się w mój gust. A teledysk spodobał mi się od razu!




♥ Ariana Grande & Miley Cyrus - Don't Dream It's Over
Piękna piosenka zaśpiewana przez dwa aniołki podczas charytatywnego koncertu w Manchesterze, na którym zbierano pieniądze dla rodzin ofiar zamachu w tym mieście.




♥ Black Eyed Peas & Ariana Grande - Where Is The Love
Kolejna piosenka z wspomnianego koncertu, tym razem zaśpiewana przez zespół Black Eyed Peas i Arianę. Znałam  ją już wcześniej, ale dopiero teraz jej tekst nabrał zupełnie innego znaczenia.




♥ Zaz - Je veux
Słuchałam jej podczas zajęć z francuskiego i od razu wpadła mi w ucho i teraz cały czas lata mi po głowie.




KSIĄŻKI

♥ "Syn kota Salomona, który naprawia życie ludzi" Sheila Jeffries

"Timba jest synem Salomona, kota, który leczy dusze. Ma zaledwie sześć tygodni, gdy zostaje porzucony w krzakach. Przerażonego, zziębniętego, głodnego kotka znajduje Leroy, mały chłopiec, bardzo samotny i nieszczęśliwy. Timba chce być jego przyjacielem, ale Leroy nie potrafi postępować z małym kociakiem... Potem kot poznaje Angie, młodą nauczycielkę Leroya. Między nimi tworzy się szczególna więź. Czy Timba pomoże Angie przetrwać złe chwile, kiedy do niej przyjdą? Czy odnajdzie swojego brata i razem użyją kocich mocy, by uzdrowić życie ludzi, których kochają?"

Cudowna książka, wzruszająca, bardzo wciągająco napisana.

zdjęcie z Google grafiki



♥ "Jutro 2, w pułapce nocy" John Marsden

"Mam na imię Ellie. Coś wam opowiem.
To były nasze najlepsze wakacje. Ale po powrocie zastaliśmy coś, co na zawsze zmieniło nasze życie. Jeszcze nigdy nie mieliśmy takich kłopotów.
Na początku było nas ośmioro, teraz została szóstka. Nie wiemy, co się dzieje z dwójką naszych najlepszych przyjaciół. Umieramy ze strachu i bardzo za nimi tęsknimy. I dlatego, chociaż to niebezpieczne, a nasz plan nie jest idealny, spróbujemy ich odbić, nawet jeśli nie mamy pojęcia, co przyniesie jutro.
A ja? Chyba się zakochałam. Nie wiem, czy to najlepszy czas na takie rzeczy."

Jest to druga część, o pierwszej wspominałam w jednych z poprzednich ulubieńców. Bardzo wciągająca, wręcz nie mogłam się oderwać i musiałam jak najszybciej sprawdzać co wydarzy się w kolejnym rozdziale. Nie wiedziałam, że jest kilka części, ale zdecydowanie muszę wszystkie przeczytać.

zdjęcie z Google grafiki



♥ "Jutro 3, w objęciach chłodu" John Marsden

"Mam na imię Ellie. Nie jestem już tą samą dziewczyną, która mieszkała z rodzicami w Wirrawee. Nikt z nas nie jest już taki sam. Boimy się, ale jesteśmy silni i nie tak łatwo nas złamać. Nie chcemy być martwymi bohaterami. Wydaje mi się, że w obliczu niebezpieczeństwa będziemy musieli robić rzeczy naprawdę straszne. Ale nie wiem, jak daleko możemy się posunąć, żeby ocalić najbliższych. I czy będę w stanie kochać kogoś, kto nie zawahał się zabić? Choć nadciąga chłód, jutro może być naprawdę gorąco."

...i trzecia część <3




♥ "Kot Bob i ja" James Bowen

"Pewnego chłodnego dnia James Bowen, uliczny muzyk, znalazł bezdomnego rudego kota skulonego na wycieraczce. James był wtedy niemalże na dnie – nie miał pracy i leczył się z uzależnienia od narkotyków. Nic dziwnego, że bał się wziąć odpowiedzialność za inne stworzenie. Zrobił to jednak – i zdobył najwierniejszego przyjaciela, który w zdumiewający sposób odmienił życie swojego pana… a potem poruszył ludzi na całym świecie.
James Bowen jest brytyjskim muzykiem i pisarzem od wielu lat mieszkającym w Londynie. W 2007 roku w tajemniczych okolicznościach znalazł rudego kocura, którego nazwał Bob. Od tamtej pory są nierozłączni…"

Kolejna książka z kotem w roli głównej. Piękna, pełna emocji, zdecydowanie warta polecenia <3




JEDZENIE

♥ Roladki z bakłażana z kaszą kuskus, fetą, kaparami, cebulą i pistacjami z ziemniakami pieczonymi i rukolą. Danie zamówione w restauracji Zielona w Łodzi, jednej z moich ulubionych wege knajpek. To była jedna z najlepszych rzeczy jakie jadłam!




♥ Pierogi z bobem- jedzone w Bistro Zamościanka w Zamościu.




♥ Naleśniki ze szpinakiem, mozzarellą, suszonymi pomidorami i sosem pomidorowym- jedzone w naleśnikarni Allo Allo w Lublinie.





♥ Raw ciasto marchewkowe z orzechami i morelą- zamówione w knajpce Zielony Talerzyk w Lublinie.





♥ Kogut- czyli tradycyjne pieczywo dla Kazimierza Dolnego <3





♥ Jagodzianka + latte z syropem pistacjowym z piekarni Sarzyńskich- zdecydowanie idealne śniadanie, dodatkowo jedzone w centrum Kazimierza Dolnego <3




♥ Kulebiak z piekarni Sarzyńskich- kolejna pyszna rzecz z najbardziej znanej piekarni w Kazimierzu Dolnym. Przepyszny, świeżutki, mięciutki kulebiak <3




♥ Cold brew z karmelem- nowość w Costa Coffee. Początkowo myślałam, że to coś z alkoholem, ale okazało się, że to kawa parzona przez 12h na zimno. Ja wzięłam z dodatkiem karmelu i była przepyszna!

kawa po lewej, a po prawej koktajl, ale nie mój :P



♥ Lody czyli coś, czego nie może w tym miesiącu tutaj zabraknąć, podobnie będzie w kolejnych miesiącach. W końcu robi się coraz cieplej, więc trzeba się chłodzić, a najlepiej robić to właśnie lodami :D Zwłaszcza, że coraz więcej pojawia się lodziarni z lodami naturalnymi, z samymi dobrymi składnikami.

Rafaello & melon ♥



Masło orzechowe ♥



Krówka ♥



Karmel z solą ♥



Masło orzechowe & oreo ♥




♥ Bananowe babeczki- czyli mój własny, improwizowany przepis. Jeśli ktoś chciałby je upiec, to zapraszam po przepis- KLIK.





WYDARZENIA

♥ Wizyta Madzi. Od kilku miesięcy planowałyśmy iść razem na koncert Ariany Grande w Łodzi, niestety ze względu na zamach został on odwołany. Ale Madzia i tak do mnie przyjechała, na trzy dni. Pierwszego dnia byłyśmy w Łodzi, gdzie najpierw poszłyśmy pod Atlas Arenę (tam miał odbyć się koncert) i razem z ponad 300 Arianators zaśpiewałyśmy piosenki Ariany, oddałyśmy hołd wszystkim ofiarom poprzez puszczenie różowych balonów w górę. Potem jeszcze zabrałam ją do Manufaktury. Drugiego dnia pokazałam jej swoje miasto, czyli Bełchatów, oraz okolice. Trzeciego dnia niestety Madzia pojechała już do domu. To były naprawdę cudowne trzy dni <3 Co ciekawe, widziałyśmy się dopiero raz w życiu, a poznałyśmy się przez internet :)

Tutaj jest filmik (nie jest mój) jak śpiewamy i puszczamy balony, coś pięknego <3 Będąc tam miałam ochotę płakać, a oglądając ten filmik autentycznie się popłakałam.





♥ One Love Manchester- kolejne wydarzenie związane z Arianą Grande. Niestety nie było żadnej szansy żebym była na tym koncercie, ale oglądałam calutką transmisję na żywo w internecie. To piękne jak tylu ludzi się zjednoczyło, tylu artystów zaśpiewało razem. Naprawdę przepłakałam większość koncertu. Szkoda tylko, że został zorganizowany ze względu na takie tragiczne okoliczności.




♥ Osiemnastka koleżanki.



♥ Wyjazd do Szczebrzeszyna, Zamościa, Krasnobrodu, Lublina, Nałęczowa i Kazimierza Dolnego - link do relacji (KLIK)