środa, 28 czerwca 2017

#186 Gosia w podróży: Szczebrzeszyn, Zamość, Krasnobród, Lublin, Nałęczów, Kazimierz Dolny.

Hej! Dzisiaj pora na relację z mojego pierwszego wakacyjnego wyjazdu, o którym pisałam kilka wpisów temu. Gdzie byłam, co robiłam,z kim się spotkałam? Zapraszam do czytania!

DZIEŃ 1 - sobota

Wyjechałam z domu około 4:45. Po długiej podróży około godziny 11:00 byłam już w pierwszym punkcie wycieczki- w Szczebrzeszynie. Chyba każdy zna łamańca językowego brzmiącego "W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie"- okazuje się, że nie jest to do końca prawda, bo brzmią aż dwa chrząszcze :P Miałam okazję zobaczyć pomniki właśnie tych owadów.




Przeszłam się po miasteczku, obejrzałam Synagogę żydowską i pojechałam dalej. Szczebrzeszyn nie zachwycił mnie szczególnie mocno, bardzo ciche i spokojnie miejsce, bardzo mało w nim życia. 




Kolejnym punktem był Zamość. Tutaj śmiało mogę powiedzieć, że dodaję to miasto na listę ulubionych miast w Polsce. Rynek, uliczki, te wszystkie kolorowe kamieniczki- coś pięknego!













Będąc w Zamościu miałam też okazję pojeść trochę dobrych rzeczy. W "Bistro Zamościanka" (polecam!) zamówiłam pierogi z bobem, były przepyszne! Mają tam ogromny wybór dań. Jeżeli ktoś z Was nie je mięsa, to zamawiając pierogi należy powiedzieć, że prosi się bez okrasy oraz gotowane, zamiast smażonych. Ale nie ma z tym żadnego problemu :)


Oprócz pierogów jadłam lody o smaku karmelu z solą w uroczym, różowym wafelku  (który smakował malinowo :D)...


...oraz w bardzo przyjaznej kawiarni "Kawa na ławę" piłam kawę americano i jadłam marchewkową babeczkę bez glutenu i bez laktozy :)


Z Zamościa pojechałam do Krasnobrodu, gdzie miałam nocleg. Nie zwiedzałam ani nie oglądałam tam niczego, nawet w sumie nic takiego nie było. Rodzice jedynie przeszli się nad zalew, gdzie podobno jest bardzo ładnie, ale ja zostałam w pokoju, bo byłam bardzo zmęczona i zasnęłam. Tak to jest jak się nie śpi całą noc, a potem jedzie się w podróż... :P

ale chociaż widok z okna był ładny :)


DZIEŃ 2 - niedziela

Po śniadaniu wyjechałam prosto do Lublina. Spotkałam się tam z Zuzią (http://let-it-sweet.blogspot.com/), a później dołączyła do nas Madzia <3 Najpierw poszłyśmy na lody tajskie. Zawsze chciałam ich spróbować, a nigdy nie miałam okazji. Wzięłam smak masła orzechowego i oreo i to był strzał w dziesiątkę, coś przepysznego!




Pochodziłyśmy po Starym Mieście, rozmawiałyśmy, byłyśmy na nowo otwartym Placu Litewskim. Potem dołączyła do nas Madzia i na obiad udałyśmy się do nowo otwartej naleśnikarni Allo Allo. Zamówiłam naleśnika ze szpinakiem, mozzarellą, suszonymi pomidorami i sosem pomidorowym, był przepyszny!

palec Zuzi się nawet załapał :D




Kolejnym punktem było Centrum Spotkania Kultur Lublin. Wjechałyśmy windą na samą górą i podziwiałyśmy piękny widok na całe miasto.



Kolejnym, i niestety ostatnim, punktem był Zielony Talerzyk, gdzie poszłyśmy na deser. Zamówiłam zielony koktajl (banan, jabłko, pietruszka, szpinak, mięta) oraz raw ciasto marchewkowe z orzechami i morelą. Polecam obydwie rzeczy, bardzo smaczne :)





Kolejnym punktem w niedzielę był Nałęczów. Poszłam do Parku Zdrojowego, muzeum Bolesława Prusa, miałam też iść do pijalni wód leczniczych, ale jednak zdecydowaliśmy się już wracać. Miałam też okazję po raz pierwszy być w pijalni czekolady Wedel. Zamówiłam mleczną czekoladę, była bardzo słodka, ale naprawdę pyszna <3






to tylko ja i Bolesław Prus, przewijaj dalej :P





Kolejnym miejscem był Kazimierz Dolny. Niestety wybraliśmy dosyć felerne miejsce, bo oddalone od centrum o ok 2km, co więcej droga była wąska i kręta, miała pełno dziur i uskoków. Z tego powodu nie udało nam się pójść do miasta wieczorem. Ale pokój był bardzo ładny, okolica zielona, spokojna, więc nie było źle. 


DZIEŃ 3 - poniedziałek

Rano przywitał nas jeden z domowników- piękny, biały kot. Wszedł sobie oknem do naszego pokoju i rozłożył się na łóżku xD Z tego co się dowiedzieliśmy, to właścicielka ma aż pięć kotów, bo kilkukrotnie ludzie po prostu je wyrzucali gdzieś w okolicy, a ona je przygarniała. 




Najpierw cała grupa (o tym jeszcze nie wspomniałam, ale byliśmy tam w siódemkę- ja z rodzicami, ich znajomi i dwójka ich dzieci) usiadła w kawiarni. Ja wtedy poszłam poszukać piekarni Sarzyńskich, którą mi wielokrotnie polecano. Na pierwszy ogień kupiłam jagodziankę (polecaną przez Olę healthy-cottage.blogspot.com) oraz kawę latte z syropem pistacjowym. I stwierdzam, że miałam jedno z najpyszniejszych śniadań :)



Naładowani kaloriami ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Pogłaskaliśmy pieska, weszliśmy do dwóch kościołów (a właściwie wszyscy oprócz mnie, bo byłam ubrana w sukienkę na ramiączkach, a były konkretne wytyczne co do stroju), jedliśmy tradycyjne koguty. Kazimierz Dolny to dosyć małe miasto, przeszłam je naokoło kilka razy i w pewnym momencie nie wiedziałam już gdzie iść, bo poznałam każdy zakamarek. Ale jest bardzo ładne i zdecydowanie warte odwiedzenia. Na koniec ponownie zawitałam do pijalni czekolady Wedel i tym razem zamówiłam białą czekoladę na wynos. Dawno nie miałam w ustach czegoś tak słodkiego, ale dla takiego słodyczoholika jak ja to był strzał w dziesiątkę :D












Złożyłam też drugą wizytę w piekarni Sarzyńskich i kupiłam kulebiaka (również polecanego przez Olę), babeczkę z jabłkami oraz babeczkę orkiszową. Wszystko było świeżutkie i przepyszne, nic dziwnego, że to miejsce ma miano najlepszej piekarni w Kazimierzu Dolnym. Jeżeli kiedykolwiek tam będziecie, to koniecznie zajrzyjcie!





Wyjechałam z Kazimierza Dolnego i kolejnym punktem był dom. Wyjazd zdecydowanie zaliczam do udanych! Teraz czeka mnie kilka ciekawych wydarzeń, a w połowie lipca jadę już na ten oficjalny, duży wyjazd wakacyjny. Ale o tym wspomnę trochę później :)

Na sam koniec pokażę Wam kilka produktów, które kupiłam i które na pewno pokażą się za jakiś czas na blogu przy recenzji :)



Byliście kiedyś w którymś z tych miast, o których pisałam? Jak wrażenia? :)

11 komentarzy:

  1. Moje okolice :) Uwielbiam Zamość za rynek i architekturę. W Krasnobrodzie faktycznie jest ładnie (kilka lat temu zrobili tam generalny "remont" zalewu) i spędzałam tam większość weekendów, jak byłam mała :)
    W Zielonym Talerzyku nie byłam, ale cały czas planuję tam wpaść :D No i szkoda, że na lody do Bosko nie poszłyście - uwielbiam je!
    Nałęczów i Kazimierz to moje ulubione miejsca na Lubelszczyźnie (w Nałęczowie byłam półtorej tygodnia temu, a w Kazimierzu - w ten weekend) - bardzo się cieszę, że piekarnia Sarzyńskich Cię nie zawiodła :D A jeśli chodzi o miejsca w Kazimierzu - jakbyście poszli uliczką obok kościoła farnego (tego, którego widać z rynku) w górę, to po prawej jest odbicie na górę trzech krzyży (gdzie wchodzi się w max. 5 minut), a dalej ta uliczka prowadzi do Zamku i Baszty - są odnowione i można je zwiedzać :) A oprócz tego warto jest zainwestować troszkę $$ i przejechać się melexem - przejeżdża się obok starych spichlerzy (które są na początku Kazimierza od strony Nałęczowa), a także stary cmentarz żydowski i wąwóz :)

    Bardzo się cieszę, że miałaś udaną wycieczkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłyśmy w Bosko w tamtym roku jak Gosia przyjechała :D
      Oluś,chcesz ze mną pójść do Zielonego talerzyka?Ja zawsze chętna! :D

      Usuń
    2. Oj ja też, to dopiero mój pierwszy raz w Zamościu, ale zdążyłam się zakochać :) Szkoda, że jednak nie zobaczyłam tego zalewu, ale zmęczenie wygrało. Zielony Talerzyk polecam, mają tam przeróżne rzeczy, czy to na obiad, śniadanie, deser, każdy znajdzie coś dla siebie :) A w Bosko tak jak Zuza napisała byłyśmy w poprzednie wakacje :) Myśleliśmy o przejażdżce melexem, ale ci znajomi już kiedyś nim jechali i nie chcieli drugi raz, a sami nie chcieliśmy. Ale może kolejnym razem :)

      Usuń
  2. Zamość :) Byłaś blisko mojego miasta :) Zamosć rzeczywiście jest piękny - moja mama kocha to miasto. Kiedy była młoda to uczęszczała do jednej z tamtejszych szkół muzycznych ale niestety musiała się przeprowadzić. Teraz co jakiś czas robię sobie z mamą wycieczki do Zamościa :) W czerwcu zorganizowali taką akcję, że w każdy czwartek do muzeum wejdziesz za darmo :)
    Następnym razem kiedy będziesz w Zamościu koniecznie zajdź do parku - jest tam pięknie i przyjemnie jest tam posiedzieć ;) W murach otaczających miasto (tylko nie pamiętam dokładnie w którym miejscu) również jest taka mini wystawa. Warto też zajść do Katedry - na prawdę jest przepiękna a w środku klimatyczna. W ogóle cały Zamość jest piękny :)
    Co do jedzenia to by z mamą zawsze jemy w barze Asia na ulicy Stanisława Staszica (jest to jedna z uliczek). Najlepiej przyjść gdzieś po 13 bo wtedy dostawiają świeże sałatki (na talerzyku jest 5 rodzai). Zawsze jest tam sporo ludzi - wszystko jest świeże, smaczne, takie domowe i tanie. Jedzenie jak domowe - jakby robiła mama lub babcia. Z mamą polecamy :) Niestety pierogów z bobem nie mają dlatego następnym razem na bistro Zamościanka zwrócimy z mamą uwagę :)
    A gdzie widziałaś tego pana na krześle co wisi w powietrzu? :D Z chęcią z mamą byśmy go zobaczyły :)

    Bardzo cieszę się, że wycieczka byłą udana ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, Zamość jest piękny! :) O to nawet nie wiedziałam, chociaż i tak byłam tam w sobotę, więc bym się niestety nie załapała. Jak będę jeszcze kiedyś w Zamościu to na pewno zajrzę w te miejsca i do tego baru :) A wiszący pan, jeśli się nie mylę, był na/przy Rynku Wodnym :)

      Usuń
    2. Mama jest w tym mieście zakochana i ja również bardzo je polubiłam :)Bar jak najbardziej polecam - on w środku troszkę przypomina bar mleczny. Klient sam wybiera sobie talerzyk z surówką, może wziąć kompot a potem wybiera jedzenie i panie nakładają (część jest za ladą a część na spisie na ścianie). Przyjemna atmosfera :)
      Tam w Zamościu na Rynku Solnym na ul. Solnej 3 jest jeszcze księgarnia TAK CZYTAM, gdzie można tanio kupić nowe książki :) Z pewnością warto też zobaczyć podziemia - my z mamą planujemy :)
      Rynek Wodny... zapamiętam. Dziękuję:)

      Usuń
  3. Hahahha,w każdym miejscu byłam :D I bardzo sie ciesze ze ty również pojechałaś,zaliczyłaś te podróż do udanych :D I jestem ci brdzo wdzięczna ze mogłyśmy sie spotkać i tak fajnie spędzić czas :D
    Naprawdę niesamowite wspomnienia ;)
    O ,widzisz,Ola to ma nos a do pysznych rzeczy-a Sarzysnki to świetna piekarnia,otworzyli tez sie w Lublinie koło mojej babci :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem bardzo wdzięczna i bardzo dziękuję za przyjemnie spędzony czas i zabranie mnie w tyle miłych miejsc w Lublinie! :D Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy :)
      Ooo ale Ci zazdroszczę tej piekarni!

      Usuń
  4. Ale Wam zazdrościmy tego wspólnego spotkania :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej ale Ci zazdroszczę, chetnie tez bym sie wybrała :O

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/06/white-outfit.html

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz = ogromny uśmiech na mojej twarzy :)