niedziela, 29 stycznia 2017

#123 Ulubieńcy stycznia.

Rozpoczynam nową serię na blogu! Zmotywowała mnie do tego Zuzia :D (http://let-it-sweet.blogspot.com/) W swoim życiu miałam już kilka blogów i na każdym z nich dodawałam ulubieńców miesiąca. Według mnie to naprawdę fajna sprawa, można wielu rzeczy się dowiedzieć, poznać, może zainteresować się i samemu kupić/poczytać/posłuchać itd. Nie przedłużając, zapraszam do czytania!

MUZYKA

♥ Tabu - Jak dobrze cię widzieć
Ten zespół poznałam dopiero podczas mojego wyjazdu do Warszawy (KLIK), bo występowali na finale WOŚPU. Śpiewali między innymi ten utwór, jakoś szczególnie mi się spodobał i śpiewałam go potem z Mają, z którą tam byłam.



♥ Ed Sheeran - Castle on the hill
Co tu dużo mówić.. Ed jest dla mnie mistrzem. Musiałam czekać aż rok na jego nową muzykę, ale jak widać było warto. Kocham tekst, muzykę, teledysk, jego głos...



♥ Ed Sheeran - Shape of you
Kolejny nowy kawałek od Eda <3



♥ Simon and Garfunkel - The sound of silence
Ten utwór znałam od dawna, ale ostatnio zaczęłam słuchać go nałogowo. Piękny tekst, piękna muzyka, piękny wokal... Po prostu cudo.



KSIĄŻKI

♥ "Cudownie ocalona" Bahia Bakari

"Niesamowita opowieść o dziewczynce, która jako jedyna przeżyła katastrofę samolotu. Airbus 310 z ponad 150 pasażerami na pokładzie roztrzaskał się na Oceanie Indyjskim w pobliżu Komorów 30 czerwca 2009 roku. Bahia miała wtedy trzynaście lat i właśnie straciła matkę, która leciała razem z nią na wakacje. Dziewczynka nie umiała pływać i nie zdążyła założyć kamizelki ratunkowej. Uchwyciła się kawałka wraku samolotu i dryfowała po wzburzonym morzu ponad dziewięć godzin. Została uratowana..."

Krótka książka, ale naprawdę cudowna. Oparta na faktach, a nawet napisana właśnie przez tę dziewczynkę, która przeżyła katastrofę samolotu. Poruszająca i wzruszająca. Dodatkowo utwierdziłam się w przekonaniu, że raczej nie wejdę nigdy na pokład samolotu...



"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

"Rachel każdego ranka dojeżdża do pracy tym samym pociągiem. Wie, że pociąg zawsze zatrzymuje się przed tym samym semaforem, dokładnie naprzeciwko szeregu domów.
Zaczyna się jej nawet wydawać, że zna ludzi, którzy mieszkają w jednym z nich. Uważa, że prowadzą doskonałe życie. Gdyby tylko mogła być tak szczęśliwa jak oni.
I nagle widzi coś wstrząsającego. Widzi tylko przez chwilę, bo pociąg rusza, ale to wystarcza.
Wszystko się zmienia. Rachel ma teraz okazję stać się częścią życia ludzi, których widywała jedynie z daleka. Teraz się przekonają, że jest kimś więcej niż tylko dziewczyną z pociągu."

Bardzo wciągająca książka, nie mogłam się od niej oderwać- cały czas chciałam wiedzieć co będzie dalej. Przeplatają się motywy nieszczęśliwej miłości, alkoholizmu, chorób psychicznych, zabójstwa. Do samego końca nie miałam pojęcia jak to się skończy, a to co się okazało było dla mnie zaskoczeniem. Zdecydowanie warta polecenia.

zdjęcie wzięte z Google Grafiki


KOSMETYKI


Od lewej:
♥ Płyn do kąpieli o zapachu śliwki i wanilii.
Dostałam go w prezencie na Święta. Po pierwszym powąchaniu czuję... wymiociny. Nie wiem czy może źle rozpoznaję, ale naprawdę produkt tak pachnie. Ale po użyciu ciało pachnie pięknie- słodziutko, delikatnie, świątecznie. Polecam!
Gdzie kupić: AVON.

♥ Zimowe mydło w piance w świątecznych zapachach- piernik, imbir, cynamon.
Również dostałam je jako prezent na Święta i od jakiegoś czasu używam kilka razy, każdego dnia. Pachnie po prostu cudownie! 
Gdzie kupić: widziałam je w Tesco.

♥ Mgiełka do ciała o zapachu żurawiny i cynamonu.
Prze-prze-przepiękny zapach!
Gdzie kupić: AVON.

♥ Płyn do kąpieli o zapachu jagód w czekoladzie.
Kolejny prezent na Święta. Ale ten zapach... ja nie mam słów. Czekolada, owoce, jakby ciasteczka, cukier, słodycz... NIEBO! Nawet teraz pisząc tę recenzję mam obok siebie ten płyn (bo robiłam zdjęcie) i po prostu co chwilę wącham. Chyba nigdy w życiu nie miałam tak pięknie pachnącego płynu do kąpieli.
Gdzie kupić: AVON.

♥ Pomadka Eveline Aqua platinum.
Dwa razy kupowałam tę pomadkę i dwa razy gdzieś ją zgubiłam... Do trzech razy sztuka, na razie jest :P Bardzo podoba mi się jej odcień (480), który według mnie pasuje do mnie. Długo się trzyma, a dodatkowo pachnie arbuzem!
Gdzie kupić: Rossmann.

♥ Balsam do ust o zapachu jagód.
Będę szczera, kupiłam go tylko ze względu na opakowanie XD Ale jak oprzeć się takiemu kotkowi? (były jeszcze pingwinki do wyboru). Ale mimo tego produkt się sprawdził- pachnie pięknie, długo się trzyma, nawilża spierzchnięte usta i nadaje delikatnego błysku.
Gdzie kupić: Biedronka.


JEDZENIE

Jak na jedzeniową blogerkę przystało, ta kategoria musi tutaj się znaleźć :P

♥ Ciasteczka a la pieguski- wegańskie, bez cukru. Recenzja pojawi się za jakiś czas, ale już możecie domyślać się oceny :)


♥ Veggie Delite z Subwaya- czyli wegetariańska kanapka, z wszystkim dodatkami oprócz ostrych papryczek, z oregano i keczupem. Mistrzostwo! Jadłam ją w Warszawie dwa razy.



♥ Dunkin' Donuts- byłam tam w Warszawie na śniadaniu, przedtem raz byłam w Łodzi, ale zdecydowanie polecam! Może chemia, tłuszcz, cukier, ale przecież raz na jakiś czas nie zaszkodzi :) Mają naprawdę śliczne pączki, udekorowane na przeróżne sposoby, do tego są bardzo smaczne.

zdjęcie wzięte z Google Grafiki


♥ Creamy Caramel Latte ze Starbucksa- to zdecydowanie moja ulubiona kawa z tej kawiarni! Jest tak idealnie kremowa, idealnie karmelowa, idealnie słodka... że naprawdę rozpływałam się pijąc ją. Zamówiłam ją dwa razy będąc w Warszawie (z tymi pączkami stanowiła duet idealny) i zapewne gdybym jeszcze raz tam poszła, to zamówiłabym to samo :P


♥ Manekin- byłam tylko raz w restauracji podobnej do tej, Pozytyvce w Łodzi, gdzie bardzo mi się podobało. Po cichu chciałam odwiedzić też Manekina i będąc w Warszawie mi się udało! Przepyszne, dopięte na ostatni guzik naleśniki, można się najeść. Smak jest w stanie wynagrodzić nawet ten czas, który trzeba poświęcić na czekanie w kolejce do wejścia.
Smaki tego miesiąca to masło orzechowe + banan + sos karmelowy oraz szpinak, suszone pomidory, mozarella + sos pomidorowy <3

zdjęcie wzięte z Google Grafiki

♥ Tofex z Krowarzywa- drugi raz byłam w tej wegańskiej restauracji i moja miłość się pogłębiła <3


♥ Domowe frytki- przez długi czas miałam potworną ochotę na frytki, więc je zrobiłam, nawet kilka razy. Wyszły naprawdę przepyszne <3









piątek, 27 stycznia 2017

#122 Recenzja: Magnetic, czekolada mleczna z nadzieniami o smaku karmelowym i bananowym.

Do firmy Magnetic mam mieszane uczucia, nie mam zdania na jej temat. Trafiałam na przepyszne produkty, jak czekolada z masłem orzechowym, ale również na całkowite przeciwieństwa, jak czekolada z wiórkami kokosowymi. Dlatego nie nastawiam się w żadną stronę dzisiejszego gościa. Za to jestem bardzo ciekawa połączenia karmelu z bananem. Bo o ile karmel występuje w wielu słodyczach i smakuje dobrze, tak banan już niekoniecznie, zazwyczaj jest to po prostu sztuczny aromat. Ale przekonajmy się.

Podoba mi się realistyczność na tym opakowaniu. Banany oraz czekolada wyglądają dokładnie tak jak w rzeczywistości. Mam nadzieję, że to oznacza prawdziwy smak banana, a nie aromat. 
Całość jest w kolorze świecącego złota, który mieni się w zależności od kąta w jakim na niego patrzymy. Prezentuje się ładnie, jednak przy robieniu zdjęć jest to dosyć problematyczne, bo jak widzicie u mnie, na górze jest jasno, na dole już ciemniej. 


Czekolada wygląda bardzo ładnie. Jest podzielona na pięć rządków, po trzy kostki w każdym. Na każdej kostce widzimy ciekawe szlaczki. Nie wiem co mogą przedstawiać, zapewne nic konkretnego, ale prezentują się dobrze. Pachnie mało konkretnie, coś jak połączenie mlecznej i deserowej czekolady, z aromatem piernika. Skąd tutaj piernik...?


Całość smakuje jak słodka, mleczna czekolada... i to w zasadzie tyle. Czasami dojdzie do naszych kubków smakowych aromat sztucznego banana, za to karmelu nie czuć wcale. Czekolada rozpuszcza się kremowo, pozostawiając małe kawałki cukru po sobie. Nadzienie w środku jest zbite, ale nie ma konkretnego smaku.


Czekolada nie jest zła, no ale nie jest taka jaką obiecywali nam producenci, czyli bananowo-karmelowa. Szkoda, bo mogłoby to być naprawdę ciekawe, smaczne i udane połączenie.

Ocena: 3/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Biedronka.

środa, 25 stycznia 2017

#121 Recenzja: G. Cova, Essefrolla Classica.

Dawno nie było recenzji produktu zza granicy, kupionego jeszcze w czasie wakacji, więc najwyższa pora :)

Opakowanie wpadło mi w oko i to właśnie ono zadecydowało o kupnie tego produktu. Jest dystyngowane, z klasą, jakby z lepszej półki. Dodatkowo uwielbiam zwykłe ciasteczka maślane, więc po zobaczeniu zawijasa z masła spodziewałam się czegoś bardzo dobrego. Czy tak było?


W środku znajdujemy białą tackę (od razu przypomniały mi się mini ciasta od 7Days, kupowane w podstawówce, one też były na takiej tacce :D) a na niej beżowe, bardzo kruche ciasteczko, wywinięte w drobny zygzak, podzielony na trzy linie. Przygotowana na oszałamiający, maślany zapach wącham i... jestem zaskoczona. Nie czuję nic takiego, za to do mojego nosa doszedł lekki, delikatny aromat cytryny. To dziwne, bo nie ma o tym owocu kompletnie żadnej wzmianki.


W smaku ciastko jest nijakie, praktycznie wcale nie słodkie. W tle majaczy gdzieś łagodny aromat cytryny, ale również jest dosyć słaby. Całość niedopracowana, nieciekawa. W konsystencji jest bardzo kruchutkie, już w dłoniach rozwala się na małe kawałeczki. Jest o wiele delikatniejsze od tych dostępnych  
u nas.


Zawiodłam się, niestety. Nie wiem czy to możliwe żeby mój egzemplarz był felerny, albo włożony do złego opakowania. Podejrzewam, że jednak nie. Nikt nie lubi bezpłciowych słodyczy, więc nie polecam.

Ocena: 2/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: włoski Carrefour.

niedziela, 22 stycznia 2017

#120 Recenzja: Sante, Smart Teens chrupiące ciasteczka.

Wczoraj omawiałam podróbę Cini Minis, a dzisiaj czas na podróbę Cookie Crisp. W dzieciństwie je też bardzo lubiłam i zawsze oglądając reklamy było mi szkoda tego wilczka. Mogli mu dać zdobyć płatki chociaż raz :c

Opakowanie przedstawia chłopca, który zapewne tak zachwycił się płatkami, że aż nie posiada się ze szczęścia. Generalnie to nie lubię jak na opakowaniach przedstawiani są normalni, nie animowani ludzie. 
Oprócz tego widzimy dużo zachęcających napisów- "100% składników pochodzenia naturalnego", "Pełne ziarno", "Naturalne źródło witamin i minerałów". Na większości płatków śniadaniowych widzimy takie rzeczy, jednak tutaj jestem w stanie się z tym zgodzić. Skład jest bardzo dobry, nie mam nic do zarzucenia.


W środku zastajemy mnóstwo jasno brązowych, płaskich kuleczek z kawałkami czekolady. Zapach jest słodki, delikatnie kakaowo-czekoladowy.


Kuleczki są bardzo chrupiące. W smaku delikatnie kakaowe, z nutą maślaności, słodkie, ale o wiele mniej niż oryginał. Myślę, że tutaj jest większa różnica między nimi a Cookie Crisp niż między Cini Minis a Cynamonkami. Nie jest ona też aż tak duża, żeby mówić o dwóch różnych produktach. Są do siebie zbliżone, podobne. Po prostu.


Płatki są smaczne, również idealne dla kogoś na diecie, kto nie je tradycyjnych. Fajnie, że producenci odtwarzają oryginalne, niezbyt zdrowe rzeczy, w zdrowszych wersjach. Oczywiście pamiętajmy, że z umiarem nic nam nie zaszkodzi :)

Ocena: 5+/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: sklepy sieci Społem.
Skład: mąka pełnoziarnista (44%) [pszenna, ryżowa], mąka kukurydziana, cukier trzcinowy, miód piekarniczy (4%), inulina, czekolada w proszku (3%) [cukier trzcinowy, kakao], kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, olej słonecznikowy, melasa z cukru trzcinowego, sól morska, naturalne aromaty, ekstrakt z aceroli.

piątek, 20 stycznia 2017

#119 Recenzja: Crownfield, Cynamonki kwadraciki o smaku cynamonu.

Już od dawna nie jem na śniadanie płatków z mlekiem, teraz zdecydowanie górują owsianki. Ale zawsze moimi ulubionymi płatkami był cini minis ♥ Dlatego kiedy dowiedziałam się, że do sprzedaży trafiły podróbki, dodatkowo z lepszym składem, po prostu musiałam spróbować. Czy okazały się lepsze od oryginału?

Opakowanie jest przeurocze! Widzimy na nim kochaną, uśmiechniętą ośmiornicę trzymającą w mackach płatki. Od razu również jesteśmy uspokajani przez producenta, że pomimo tego obrazka, nie ma tu nic zwierzęcego, co możemy wywnioskować po napisie "odpowiedni dla wegetarian".  W sumie to nie wiem co w takich płatkach może być niewegetariańskiego, lepiej byłoby zamieścić "odpowiedni dla wegan". Szata graficzna jest przeznaczona bardziej dla dzieci (oczywiście dla mnie, co z tego, że w tym roku 18-stka).


W środku znajdujemy beżowe, małe, lekkie kwadraciki. Od początku rzucają nam się w oczy różnice między Cini minis a Cynamonkami. Na oryginale są wzorki, a tutaj ich nie ma. Oprócz tego cechą charakterystyczną Cini Minis jest to, że płatki są oblepione cukrem, cynamonem (?) czymś sypkim, a tutaj nie. Zapach jest słodki, cynamonowy, delikatny, podobny do oryginału, jednak mniej intensywny ze względu na mniejszą ilość cukru.


W smaku Cynamonki są naprawdę podobne do Cini Minis. Tak samo mączne, tak samo cynamonowe, jedynie mniej słodkie, ale skład zobowiązuje. W konsystencji są bardziej twarde i nie ma tego wszędobylskiego cukru, o którym już wspomniałam przy omawianiu wyglądu.


Podsumowując, produkt jest bardzo udany. Jak widać nie bez powodu chodzą pogłoski, że Lidl tworzy bardzo dobre podróbki, czasem nawet lepsze od oryginałów. Jeżeli ktoś lubi Cini Minis, a nie może ich jeść ze względu na chociażby dietę, to Cynamonki będą świetnym zastępstwem.

Ocena: 6/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Lidl.
Skład: 77 % mąka (65% mąka pszenna pełnoziarnista, mąka ryżowa), cukier, otręby pszenne, sól, cynamon 0,35%, naturalny aromat.

środa, 18 stycznia 2017

#118 Gosia w podróży: Warszawa.

Od poniedziałku oficjalnie mam ferie zimowe. Tak szczerze, to według mnie najlepiej jest mieć je w drugim terminie- nie tak na samym początku, ani też nie na samym końcu. Ale nie narzekam i mam w planach wykorzystać te dwa tygodnie jak najlepiej :) Sam początek był świetny, a mianowicie przez trzy dni byłam w stolicy z koleżanką. Zdecydowanie udany wyjazd- odpoczęłam (no prawie...), odżyłam, oderwałam się od swojego miasta. Postaram się opowiedzieć Wam co w ciągu tych trzech dni robiłam.

DZIEŃ 1:

Kiedy pociągiem dojechałyśmy już do Warszawy, zostawiłyśmy bagaże w szafce przy dworcu, to skoczyłyśmy obowiązkowo na kawę. Przy okazji gorąco polecam Wam nową kremową, karmelową lattę w Starbucksie- jest taka delikatna, kremowa, przepyszna! <3


Poszłyśmy do Złotych Tarasów, zjadłyśmy coś, pochodziłyśmy po galerii. Potem pocykałyśmy zdjęcia przed Pałacem Kultury, zabrałyśmy rzeczy z szafki i poszłyśmy do naszego apartamentu. Był naprawdę świetny, dosłownie w centrum, miałyśmy cudowny widok z okna.



gdyby nie te dźwigi, to byłoby idealnie :(


Kiedy już się ogrzałyśmy w naszym pokoju, rozpakowałyśmy, porobiłyśmy zdjęcia, to trzeba było iść na obiad- padło na Manekina. Nigdy nie byłam w tej naleśnikarni, a zawsze chciałam. Trzeba było sporo czekać w kolejce zanim się wejdzie, potem zanim dostanie się jedzenie. Mimo tego naprawdę warto, bo ich naleśniki są przepyszne.
Zamówiłam naleśnika z masłem orzechowym, bananem i sosem (karmelowym)- mówię Wam, raj na ziemi! Za to Maja zamówiła pancakes z gorącymi malinami, sosem śmietankowym i sosem czekoladowym- podobno smakują tak dobrze jak wyglądają :D


W pierwszym dniu byłyśmy też na Starym Mieście. Dosyć krótko, bo był już wieczór i zrobiło się strasznie zimno. Mogłyśmy zobaczyć nawet urywek protestów pod Belwederem dotyczących reform w edukacji :P




Cały wieczór podziwiałyśmy też jak pięknie oświetlony jest Pałac Kultury <3




DZIEŃ 2:

Drugi dzień zaczęłyśmy od wypasionego śniadania, jedzonego na ławce w centrum. Zamówiłyśmy pączki w Dunkin Donuts i kawę w Starbucksie. Było idealnie! Ludzi się patrzyli, ale w końcu nikt nas tam nie zna, a nawet jeden chłopak nam smacznego życzył :P
 



po lewej z białą czekoladą i ciasteczkami oreo, po prawej z karmelem i czekoladą




Tego dnia miał się odbyć 25 finał WOŚPU, więc już rano poszłyśmy w to miejsce zobaczyć co i jak (przy okazji scena była bardzo dobrze widoczna z okna naszego mieszkania).




kupiłyśmy sobie świetne koszulki <3

Przyszedł czas na obiad- ponownie zawitałyśmy w Manekinie. Znów czekałyśmy w kolejce, ale wznów było warto. Nie wiem czemu kelner wziął nas za osoby nie z Polski, przez cały czas mówił do nas po angielsku. Więc do końca udawałyśmy, że faktycznie nie jesteśmy z Polski i mówiłyśmy po angielsku XD
Zamówiłam naleśnika ze szpinakiem, mozarellą i suszonymi pomidorami + sos pomidorowy do tego (nieeeeebo), a Maja naleśnika z hummusem, marynowaną marchewką i papryką.


 Wieczorem poszłyśmy na finał WOŚPU. Udało nam się trafić praktycznie pod samą scenę. Byłyśmy tam łącznie ok 4 godziny, ale powiem szczerze, że nie mam pojęcia kiedy to minęło. Oglądanie czegoś takiego na żywo to świetne przeżycie, towarzyszą temu całkowicie inne emocje niż przed telewizorem. Pobujałam się, pośpiewałam, było cudownie. Widziałyśmy na żywo Urszulę, Acid Drinkers, Hunter, Tabu, Happysad i Enej. Potem na scenę wyszedł Owsiak i ekipa Play śpiewająca "Stary Człowiek i Może". Zostałyśmy na światełku dla nieba, niestety scena nam przysłoniła widok i widziałyśmy tylko niewielki kawałek. 



taki piękny napis na budynku <3


DZIEŃ 3:

Niestety trzeba było pożegnać się z naszym mieszkaniem, z pięknym widokiem z okna. Ale jeszcze nie z Warszawą! Znów zostawiłyśmy bagaże w szafce i poszłyśmy do Złotych Tarasów. Zajrzałyśmy do Hard Rock Coffee. Zdecydowanie polecam wszystkim tę kawiarnię- idealna muzyka, idealny klimat, pyszna kawa.



Kolejnym punktem dnia był Łazienki. Jeszcze nigdy w życiu tam nie byłam, ale było po prostu prześlicznie! Jeszcze w dodatku wszędzie było pełno śniegu, co dodatkowo dodawało uroku i super atmosfery.





Zmarznięte i głodne prosto z Łazienek zawędrowałyśmy do Krowarzywa na obiad. Byłam tam dopiero drugi raz w życiu, ale wciąż jestem zakochana w ich wege burgerach. Zamówiłam tofexa, był przepyszny.


Na sam koniec znów przyszłyśmy do Złotych Tarasów, na kawę. Wybrałyśmy Green Coffee Nero, gdzie siedziałyśmy ze dwie godziny, czekając na pociąg. Byłyśmy tak padnięte, że w sumie nawet nie chciałyśmy nigdzie już chodzić.
Zamówiłam miodową lattę, a potem muffinkę z karmelem i orzeszkami. Tym słodkim akcentem pożegnałam Warszawę i wróciłam pociągiem do domu. Zdecydowanie było warto pojechać i mam nadzieję, że na finale za rok też będę miała okazję być.