środa, 26 kwietnia 2017

#159 Gosia w podróży: Krynica-Zdrój.

W końcu dodaję post będący relacją z mojego wielkanocnego wyjazdu, cały czas nie mogłam go dokończyć ze względu na brak czasu. W końcu się udało, więc zapraszam do czytania! :)

Razem z rodzicami pojechaliśmy na pięć dni w góry, do Krynicy-Zdrój.

DZIEŃ 1 - piątek

Z domu wyjechaliśmy ok. 9 rano, a do Krynicy dojechaliśmy ok. 16. Zameldowaliśmy się w hotelu, rozpakowaliśmy się i poszliśmy na pierwszy spacer po mieście.

Zdecydowanie polecam ten hotel! <3

Piękny widok z tarasu :)







DZIEŃ 2 - sobota

Na początek dnia poszliśmy do pobliskiego Kościoła żeby poświęcić koszyczek. Potem byliśmy w jednej z Pijalni wód mineralnych. Nie wiem czy wiecie, ale Krynica ma status uzdrowiska i jest znana właśnie z tych leczniczych wód. Mają one bardzo dużo minerałów, nie są filtrowane jak te w sklepach, każda jest na jakieś poszczególne problemy zdrowotne. Jako ciekawostkę powiem, że aby woda była dobra, powinna mieć min. 1000 jednostek minerałów w sobie, a w sklepie największa ilość jaką spotkałam to ok. 700. Ta z Krynicy ma ich ponad 2000. Niestety te wody mają jeden minus- smak. Moja miała posmak magnezu, mojej mamy żelaza, a mojego taty zgniłych jaj (ja naprawdę go podziwiam, że ją wypił xD)
Po południu mieliśmy zorganizowane spotkanie z przewodnikiem, który oprowadził nas po mieście i nam o nim poopowiadał.





To są właśnie te lecznicze wody. Najbliżej moja Kryniczanka, po lewej Słotwinka mamy, a po prawej Zuber taty.



Zdjęcie ze słupem? Czemu nie :P



DZIEŃ 3 - niedziela

 Wielkanoc! Zaczęliśmy uroczystym śniadaniem w hotelu (o jedzeniu napiszę pod koniec). Następie udaliśmy się do kolejki, którą wjechaliśmy na Górę Parkową. Ma ona wysokość 742 m, więc nie jest to bardzo wysoka góra, ale mimo tego widoki były prześliczne. Zeszliśmy na piechotę i potem mogliśmy iść tylko do hotelu, bo ze względu na Święta wszystko było pozamykane.









DZIEŃ 4 - poniedziałek

W Lany Poniedziałek zorganizowaliśmy sobie samochodową wycieczkę po pobliskich miejscowościach. Pierwszym przystankiem był Powroźnik, gdzie weszliśmy do siedemnastowiecznej cerkwi, a miły pan w środku trochę nam o niej opowiedział. Następnie Muszyna, Łomnica-Zdrój, Piwniczna-Zdrój, Rytro, Stary Sącz i Nowy Sącz. W Starym Sączu zrobiliśmy sobie postój, pospacerowaliśmy trochę ulicami, rodzice zatrzymali się w kawiarni na kawę. Ale niestety też ze względu na Święta większość miejsc była pozamykana.



DZIEŃ 5 - wtorek

To już ostatni dzień, trzeba było odjeżdżać. Po ostatnim śniadaniu i ostatnim krótkim spacerku po Krynicy wyjechaliśmy ok 11. Po drodze zastała nas okropna pogoda- mgła, śnieg, deszcz, śliska droga. Dodatkowo jadąc autostradą co chwilę natrafialiśmy na korki- pod Krakowem staliśmy dwie godziny, jak nie więcej, podobnie pod Częstochową. W końcu wymęczeni dojechaliśmy ok. 20 do domu.




Jeśli chodzi o jedzenie, to miałam zapewnione śniadania oraz obiadokolacje. Był szwedzki stół, gdzie było naprawdę mnóstwo rzeczy! Dużo warzyw, owoce, ciasta, pieczywo, nabiał, mięso, naleśniki, gofry, smarowidła do kanapek... aż nie wiadomo było na co się zdecydować. Poniżej wstawię kilka moich posiłków.

Obiadokolacja: Świeży i kiszony ogórek, sałata, marchewka, marynowane pieczarki, patisony, marchewka z groszkiem, kukurydza :D

Obiadokolacja: Ogórek kiszony, sałata, ziemniaki, patisony, soczewica z pieczarkami <3

Wielkanocne śniadanie: tradycyjnie warzywka, kawałek babki i gofr z dżemem truskawkowym <3

Śniadanie: warzywa, kawałek ciasta i dwa gofry z dżemem truskawkowym i kremem czekoladowo-śmietankowym <3

niedziela, 23 kwietnia 2017

#158 Recenzja: Eurohansa, baton z kulek zbożowych kakaowych z bananem na mlecznej czekoladzie.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju batoniki zrobione ze "zbitków". Najlepiej żeby były chrupiące, twarde, sklejone czymś słodkim. Zapewne dlatego zdecydowałam się kupno dzisiejszego gościa. Zachęcił mnie napis "kulki zbożowe", oczywiście banany oraz przeuroczy wygląd. Opakowanie jest pełne życia, radości i energii, z kochanym ludzikiem trzymającym banana. No jak oprzeć się czemuś takiemu?


W środku zastałam różnokolorowy ulepek. Był tam kulki czekoladowe, płatki owsiane, jakieś inne chrupacze i coś sklejającego wszystkie składniki. Czyli zapowiada się dobrze, tak jak lubię. Zapach był słodki i bananowy, jednak ta nuta bananowa była jak w napojach o tym smaku. Oprócz tego wyczułam coś wiśniowo-alkoholowego oraz suszonego. A więc całą feria zapachów. Czy tak samo będzie ze smakiem? 


Bardzo przypadła mi do gustu konsystencja. Wszystkie składniki są ze sobą mocno sklejone i podczas gryzienia nie rozpadają się od razu na mniejsze części, nie miękną, tylko wciąż stanowią całość. Chrupki delikatnie się wychylają i przyjemnie chrupią między zębami. Jeśli chodzi o smak, to najpierw wyczułam delikatnego banana, a właściwe to jego sztuczny posmak. Cały czas majaczy słodkość, a w pewnych momentach bardzo leciutka gorzkość. Najbardziej spodobało mi się to, że batonik jest całą swoją okazałością wręcz nasiąknięty czymś lepkim, klejącym się, nadającym wilgotności. Zdecydowanie wyszło to na plus.


Miałam pewne oczekiwania co do tego batonika, a on je spełnił. Był smaczny, dawał wiele odczuć; producenci się spisali. Mogłabym w sumie zmienić odrobinę smak banana. Zdaję sobie sprawę, że do takiego produktu nie władują prawdziwych bananów, ale nawet ten sztuczny aromat mógłby być trochę wyraźniejszy. I jeszcze jakby było więcej kakao/czekolady, to też byłoby super. Ale mimo to batonik mi smakował i z pewnością kiedyś do niego wrócę.

Ocena: 4+/6

Gdzie kupić: Netto.

piątek, 21 kwietnia 2017

#157 Recenzja: Nestle, Princessa white raspberry.

Jak Wam minęły Święta? Udało się bez bólu wrócić do szarej rzeczywistości? :P Ja spędziłam je bardzo ciekawie, ale post o tym pojawi się za dwa dni, w niedzielę, tak więc wyczekujcie :)

Jestem trochę uprzedzona do nowych smaków Princessy po spróbowaniu wariantu dark cherry. Ale w końcu między ciemną a białą czekoladą jest przepaść, więc powinnam spodziewać się zupełnie czegoś innego. Jak więc wypadnie white raspberry?

Na opakowaniu widzimy podział na dwie części- po lewej jest typowy dla Princessy błękitny kolor oraz logo, a po prawej białe tło z kawałkiem batonika, malinami i białą czekoladą. Wszystkie poszczególne części do siebie pasują, całość wygląda bardzo ładnie i zachęcająco.


Wafelek w środku wygląda... specyficznie. Jest lekki, szczupły i podłużny. Na wierzchu widocznych jest wiele wzniesień, jakiś wysepek, pryszczy. Na to wszystko wylana jest cienka warstwa białej czekolady. Oprócz tego po bokach prześwitują jakieś ciemne tereny. Zapach jest bardziej zachęcający od wyglądu- słodziutki, malinowy. Niestety maliny mają sztuczny, typowy dla słodyczy aromat. Co nie zmienia faktu, że jest bardzo przyjemny.


Po przekrojeniu batonika widzimy wiele warstw. Idąc od dołu- biała czekolada, wafelek, różowy krem, wafelek, różowy krem, wafelek, brązowy krem, biała czekolada. Spodziewam się więc ferii przeróżnych smaków i aromatów.
Po pierwszych gryzach stwierdzam, że w całości zdecydowanie dominują kwaskowe, liofilizowane maliny. Biała czekolada niestety nie jest wyczuwalna praktycznie wcale. Podobnie z warstwą brązową, która miała nam dawać smak kakaa. Frajdy dostarczają nam pryszcze chrupki, które cały czas przyjemnie nam chrupią przy jedzeniu. Oczywiście jest też obecny we wszystkich Princessach wafelek. Wszystkie składniki po połączeniu dały jeden, wyrazisty, bardzo smaczny batonik.


Może dosłownie nie czuć wszystkich składników, ale myślę, że każdy jakiś tam swój udział miał. Całość jest naprawdę przepyszna! Maliny, słodycz, chrupki, wafelek. Daje to naprawdę porządnego kopa kubkom smakowym, które wręcz szaleją z radości. Dodatkowo Princessa white raspberry nie zasładza (chociaż ja mam wysoką odporność na cukier). Zdecydowanie polecam i na pewno kupię ten produkt jeszcze nie raz.

Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Carrefour.

środa, 19 kwietnia 2017

#156 Recenzja: Reber Spezialitalen, mleczna czekolada z nadzieniem morelowym i jogurtowym.

Była ostatnio chorwacka czekolada, to teraz pora na niemiecką! I to nie byle jaką- kupiłam ją w czasie zwiedzania jednego z zamków i wnioskuję, że jest to produkt regionalny, wysokiej jakości. Już na samym początku miałam problem z nazwą, bo niemieckiego nie uczyłam się nigdy (oprócz roku z podstawówce w ramach koła dodatkowego, ale praktycznie nic nie pamiętam). a tłumacz mówił głupoty (owocowe nadzienie morela na zjeździe z wyjątkiem drobnego jogurt-truflowym, a po osobnym wpisaniu słówek- owocowe nadzienie morelowe na cienkim górskim jogurcie) Tak więc sama zmodyfikowałam nazwę i myślę, że jest w porządku.

Opakowanie jest prześliczne i wyróżniające się. Widzimy przepiękny, górski widok, biało-pomarańczowy kocyk, pół moreli, kostkę czekolady i słoik jogurtu. Prawdziwie niemiecko i bawarsko. Taki sam motyw znalazłam w jogurcie Almighurt

Po otworzeniu zastałam kolejną warstwę opakowania- złotą, śliską, błyszczącą. Na niej znajduje się logo firmy. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię takie dodatkowe pakowania.


W środku, tak jak i na zewnątrz, jest pięknie. Pięć rzędów, po trzy kostki w każdym. Ale nie byle jakie kostki- każda dopięta na ostatni guzik, idealnie zaprojektowana, z wzorkiem (właściwie to jest nazwa i logo firmy, więc nie sądzę, że można nazwać to wzorkiem) ale ćśś. Klasa sama w sobie.


Zapach produktu jest delikatny i subtelny, prawdziwie czekoladowy. Przez moment w tle zamajaczyła mi nutka alkoholowa. Konsystencja jest krucha i cienka, łatwo ją zmiażdżyć. Niestety nie rozpuszcza się bagienkowo. W smaku jest zdecydowanie mleczna, ale ta mleczność jest inna niż w naszych polskich czekoladach. Jest słodka, ale mniej słodka, bardziej delikatna i łagodna. Smaczna i ciekawa. Natomiast zawiodłam się nadzieniem, które zachowuje się prawie tak, jakby go nie było. Nie czuć ani grama moreli czy jogurtu, jedynie można wyczuć coś kremowo-żelowego. I to tyle.


Całość jest mało wyrazista, nie ma intensywnego i konkretnego smaku. Warstwa czekolady jest smaczna i praktycznie czuć tylko ją, natomiast nadzienie psuje cały efekt. Z tego powodu nie kupiłabym tej czekolady ponownie, chociaż cieszę się, że miałam okazję jej spróbować. Niemcy, według mnie spece czekoladowi, czasami jednak potrafią zrobić coś nie do końca udanego.

Ocena: 3/6

Gdzie kupić: Niemcy.

niedziela, 16 kwietnia 2017

#155 Recenzja: Kraš, mleczna i gorzka czekolada z całymi ciasteczkami.

 Kiedy ten post się pojawi, ja już będę w górach, prawdopodobnie będę przygotowywać się do wielkanocnego śniadania. Na razie nie powiem nic na temat tego jak tutaj jest, pojawi się o tym osobny wpis. Natomiast ja chciałabym życzyć Wam spokojnych, szczęśliwych świąt, spędzonych w gronie bliskich, smacznego jajka, mokrego dyngusa i wszystkiego co najlepsze!

Połowa kwietnia, a ja jeszcze mam kilka sztuk słodyczy kupionych w czasie ostatnich wakacji.. Dlatego muszę się zebrać w sobie i zrecenzować je, zanim zastaną mnie wakacje 2017. W dzisiejszej recenzji przyjrzymy się rzeczy prosto z Chorwacji. Z tego co udało mi się wynaleźć w internecie, ta firma jest w 100% chorwacka, a ich produkty możemy znaleźć tylko i wyłącznie w tym kraju (coś jak nasz Wedel).

Opakowanie zdecydowanie przykuło moją uwagę. Jest złote, błyszczące i mocno rzucające się w oczy. Nie przepadam za pstrokatym wyglądem, jednak tutaj wszelkie normy przyzwoitości zostały zachowane. Dodatkowo widzimy kilka ciasteczek oraz dwie kostki czekolady.


 W środku zastałam brązową, dosyć tłustawą czekoladę, podzieloną na sześć rzędów, po dwie kostki w każdym. Każda kostka ma ciekawy, nieregularny kształt oraz napisy. Zapach jest typowy jak dla mlecznych czekolad, z nutką deserowości i plastelinowości (tworzę nowe słowa :P)


Pod powłoką czekolady znalazłam kakaowy krem, delikatnie gorzkawy, jednak mimo wszystko słodki, oraz typowy maślany i kruchy herbatnik. Całość nie zasładza, więc dla osób nie lubiących palenia gardła z powodu cukru ta czekolada powinna być dobra. Bardzo lubię połączenia kremowo-herbatnikowe, więc jak najbardziej produkt mi smakował. Tak naprawdę nie wyróżniał się jednak niczym szczególnym, nie miał żadnych cech charakterystycznych. Nie kupiłabym go ponownie ze względu na to, że nieczęsto mam okazję być w Chorwacji (xD), więc jeśli jeszcze tam kiedyś będę, to będę wolała kupić  inny produkt, którego nie miałam okazji próbować. Ale jeśli chcielibyście spróbować dzisiejszego gościa, to polecam.


Ocena: 4+/6

Gdzie kupić: chorwacki Kaufland.

piątek, 14 kwietnia 2017

#154 Moje śniadania - część 2.

Niedawno pojawiła się druga część moich obiadów, to teraz czas na drugą część ze śniadaniami! Powiem szczerze, że na początku myślałam, że to właśnie ich będę miała najwięcej i nie będę się wyrabiała z dodawaniem ich zdjęć; bo w końcu to mój ulubiony posiłek. Ale jest na odwrót i to obiadów mam mnóstwo. Pewnie dlatego, że na obiad codziennie mam zazwyczaj coś innego, a śniadania jednak jem podobne :)

1. Cynamonowa owsianka z waniliowym deserkiem alpro, czekoladą z masłem orzechowym, ciasteczkami oreo i masłem orzechowym.


2. Szklaneczka dobroci- jogurt sojowy wymieszany z dżemem, banany, orzechy brazylijskie i masło orzechowe.


3. Potrójnie kokosowa owsianka (bo z mlekiem kokosowym, wiórkami kokosowymi i deserkiem kokosowym od Alpro) z nerkowcami i masłem orzechowym. 


4. Naleśniko-placek z masłem orzechowym, dżemem truskawkowym i bananem.


5. Owsianka bananowo-cynamonowa z bananem, orzechami włoskimi i cynamonem. 

  
6. Smoothie z banana i gruszki + sezam i pestki dyni na wierzch.


 7. Pączki z Dunkin Donuts.
Czasami można pozwolić sobie na coś mniej zdrowego, a zwłaszcza jak jest się w centrum Warszawy :P Pokazywałam je już w relacji z wyjazdu, ale był takie piękne i takie dobre, że zasługują na kolejne pięć minut sławy :D


8. Wafle gryczane z bananowym deserkiem od Gerbera. masłem orzechowym, bananem i syropem z agawy.
Czyli inaczej szybkie śniadanie jak ktoś albo się śpieszy, albo jest wyjątkowo leniwy :D


9. Bułka kukurydziana z masłem orzechowym, bananem i syropem z agawy + kawa.
Bułka kukurydziana to moje nowe, cudowne odkrycie <3


10. Błonnik z bananem, rodzynkami, masłem orzechowym, syropem z agawy i jogurtem sojowym naturalnym wymieszanym z dżemem truskawkowym.
Może nie wygląda nie wiadomo jak pięknie, ale jest przepyszne i ostatnio cały czas jem taką mieszankę na śniadanie :D