niedziela, 10 grudnia 2017

#257 Recenzja: Pasticceria fraccaro bio, rogalik z kakaowym nadzieniem.

 Dzisiejsza recenzja jest wyjątkowa, bo jest dwusetna! Nie sądziłam, że aż tyle uda mi się ich napisać. Ale to na pewno nie koniec, będzie ich jeszcze więcej :)

Gwiazdę dzisiejszej recenzji kupiłam właściwie przez przypadek. W rękach miałam wegańskiego rogalika z nadzieniem brzoskwiniowym, ale dojrzałam tego z kakaowym, więc zamieniłam, przekonana, że ten też jest wegański. Niestety nie jest, ale to nie szkodzi, wciąż można go spróbować. Po dwóch ostatnich porażkach z greckimi rogalikami trochę się obawiam, ale skoro ten jest bio, dodatkowo pochodzi z Włoch, to może będzie jednak lepiej?

Nie podoba mi się opakowanie. Patrzę na nie, ale właściwie żadne informacje do mnie nie docierają. Za dużo się tutaj dzieje, wszystko jest jakoś dziwnie poukładane, dodatkowo materiał jest denerwujący, bo gniecie się jak kartka i nie da się go naprostować. Ale plusy też są, żeby nie było. Obrazek rogalika i miseczki z kremem kakaowym jest apetyczny i zachęcający. Fajnie też rozumieć wszystkie napisy, bo są bardzo zbliżone do języka hiszpańskiego.


Zaśmiałam się jak wyciągnęłam zawartość. Rogalik wygląda jak larwa, tyle że powiększona. W trzech miejscach widać prześwitujące, brązowe nadzienie. Nie wygląda to dobrze, ale z drugiej strony może być zapowiedzią tego, że producenci nie byli skąpi w kwestii kakaowego kremu. Zapach produktu mnie zaskoczył, bo wyczułam cytrusy, tak jakby gdzieś w środku była ukryta pomarańcza. Nie wiem jakim cudem.


Nadzienia faktycznie jest dosyć sporo, zwłaszcza kiedy patrzymy na rozmiar rogalika. Wielki plus. W konsystencji jest miękki i suchy. W smaku... jakim smaku? Kolejny rogalik, który właściwie go nie posiada. Jedynie wyczułam delikatny, maślany aromat. Nadzienie to mało zbity, trochę wilgotny krem. Nie zdziwię Was, jeśli napiszę, że też nie ma smaku. Jest słodki, ale w życiu nie przypisałabym mu kakaowości. Jedyne co wyczułam, to ponownie nuta cytrusów.


Naprawdę myślałam, że skoro mam do czynienia z rogalikiem bio, to będzie on lepszej jakości niż te zwykłe, że będzie miał w sobie więcej smaku. Niestety powiedzenie "do trzech razy sztuka" się nie sprawdziło, znowu kończę degustację zawiedziona. Lekcja na przyszłość- nie kupować pakowanych rogalików w Grecji xD


Ocena: 2/6

Gdzie kupić: sklepy ze zdrową żywnością w Grecji.

piątek, 8 grudnia 2017

#256 Recenzja: Pilos, serek kwasowo-podpuszczkowy w stylu islandzkim z wsadem borówkowym.

Czas na powrót do białkowych jogurtów Skyr od firmy Pilos! Do tej pory omówiłam dwa, ale oceniłam je bardzo negatywnie. Boję się smaku dwóch kolejnych, bo jest duże prawdopodobieństwo, że wypadną tak samo. Zacznę od borówkowego, bo przeczytałam o nim sporo pozytywnych opinii.


Nie będę rozwodzić się nad wyglądem, bo jest dokładnie taki sam jak u poprzedników, z oczywistą różnicą obecności borówki zamiast innego owocu. Wciąż pozostaję przy tym, że wanilia najlepiej komponuje się ze skałami w tle, bo jednak owoce kojarzą się z latem i wiosną.



W środku zastałam fioletowo-różowy serek z z przebijającymi się kawałkami borówek w środku. Pachnie słabo i mało intensywnie, ale wychwyciłam słodki i jagodowy aromat. 



W konsystencji jest gęsty i zbity, to zdecydowanie zaleta tych produktów. W smaku tradycyjnie kwaskowy, odrobinę mdły, sztucznie słodki od słodzików. Ale wyraźnie wyczułam smak jagodowy/borówkowy, co przy wanilii i truskawce się nie zdarzyło. Na plus zdecydowanie działają też kawałki owoców.


Nie wpiszę delikwenta na listę ulubieńców, jednak mogę powiedzieć, że ten wariant smakowy ratuje honor całej serii. Nie jest wybitny, ma wiele wad, wiele mogłabym w nim zmienić, jednak byłabym w stanie zjeść go ponownie.


Ocena: 3+/6

Gdzie kupić: Lidl.

środa, 6 grudnia 2017

#255 Recenzja: Wedel, karmelowa biała czekolada z karmelizowanym preparowanym ryżem & mleczna czekolada z grejpfrutowymi żelkami, kakaowymi drażami i strzelającymi cukierkami.

Witam wszystkich w środę! Odwiedził Was już Mikołaj? Dostaliście coś ciekawego? :)
 Z okazji dzisiejszego Święta przyjrzę się dwóm świątecznym nowościom, na które ostatnio zdecydowanie jest szał; cały czas widzę zdjęcia na instagramie, recenzje, opinie. Są to dwie małe czekoladki od firmy Wedel.


Opakowania są prześliczne. Pierwsze przedstawia uśmiechniętego renifera, kojarzącą mi się z podstawówką szyszkę oraz dwie kostki czekolady. Na drugim widzimy Mikołaja, szklankę mleka z drażami oraz również dwie kostki czekolady. Obydwa utrzymane są w ciepłym klimacie Świąt. Dużo się na nich dzieje, są pełne życia i energii; nic dodać, nic ująć. A jak ze smakiem?




Karmelowa biała czekolada z karmelowym preparowanym ryżem

W środku znalazłam beżową, małą i uroczą baryłkę, podzieloną na trzy rzędy, po trzy kostki w każdym. Pachnie... masłem. Albo tłustym mlekiem. W każdym razie na pewno czymś, co  ma w sobie dużą zawartość tłuszczu. Już recenzowałam 100g białą karmelową od Wedla (KLIK) i dosłownie byłam zakochana, więc tutaj spodziewam się czegoś podobnego. Maluszek w konsystencji jest twardy, rozpuszcza się bardzo gęsto i bagienkowo. Jest też tłusty, zostawia ślady na palcach. W smaku  czekolada jest przeraźliwie słodka, zdecydowanie bardziej niż większy kolega. Oprócz tego wyraźnie i przyjemnie karmelowa, a w środku znajdują się delikatnie chrupiące kawałki prażonego ryżu. Nie nadają żadnego konkretnego smaku, ale są przyjemne. 
Podsumowując, czekolada jak przepyszna była, tak przepyszna jest. Różni się od pierwowzoru przede wszystkim większą słodyczą i obecnością preparowanego ryżu. Jeżeli macie niską odporność na cukier, to może Was mocno zasłodzić, jednak dla takiego czekoladoholika jakim jestem ja, to jest po prostu strzał w dziesiątkę.

Ocena: 6/6





Mleczna czekolada z grejpfrutowymi żelkami, kakaowymi drażami i strzelającymi cukierkami

W środku znalazłam mały, brązowy kwadrat, z kilkoma kolorowymi kropeczkami, które zapewne zwiastują ukrywające się w środku dodatki. Jest zdecydowanie mniej tłusta, ale tak samo rozpuszcza się gęsto i bagienkowo. Zapach mogłabym podpiąć bardziej pod deserową czekoladę niż mleczną. Jeśli chodzi o smak, to jest mniej słodka niż karmelowy poprzednik, chociaż na słodycz narzekać nie możemy. Typowo mleczna, wyczułam też tę często występującą w słodyczach leciutką słoność (mam nadzieję, że wiecie o co chodzi). Po pierwszym kęsie wyraźnie poczułam cytrusowy aromat, ale wraz z kolejnymi gryzami znikał. Cały czas chrupią mi cukierki. Są one kakaowe, pokryte cienką i chrupiącą otoczką. Zdecydowanie trzeba tutaj wspomnieć o najciekawszej atrakcji, jaką są strzelające cukierki. Dosłownie cały czas je czuć na języku (oraz słychać!).
Podsumowując, czekolada jest bardzo smaczna, ciekawa, dopracowana, wyróżniająca się na tle innych. Zdecydowanie warta polecenia.

Ocena: 5/6





Z oceny możecie zobaczyć, która bardziej mi zasmakowała. Ale biała karmelowa od Wedla to moja miłość, więc spodziewałam się takiej oceny. Jeżeli macie niski poziom zacukrzenia, to zdecydowanie odpowiedniejsza będzie dla Was wersja mleczna. Ale rekomenduję obydwie :)

Gdzie kupić: Biedronka, stoiska Wedel.

niedziela, 3 grudnia 2017

#254 Recenzja: Bon Lait, jogurt owczy o smaku słonego karmelu.

Nigdy nie jadłam jogurtu z dodatkiem mleka innego niż krowie. I pewnie jeszcze długo bym nie spróbowała, gdyby dzisiejszy delikwent nie pojawił się na przecenach z powodu kończącego się terminu ważności. Jednak rzeczą, która zadecydowała o wzięciu go do koszyka zdecydowanie był smak- solony karmel. Uwielbiam wszystko z jego dodatkiem, więc koniecznie musiałam przyjrzeć się temu produktowi bliżej.


Opakowanie jest przeurocze i swoją ciekawą szatą graficzną zdecydowanie przyciągające wzrok (jakim cudem nigdy wcześniej go nie widziałam?). Całe czarne z białymi oraz jasno brązowymi napisami, uśmiechniętą i wesoło hasającą owcą oraz kosteczkami karmelu (który dla mnie bardziej wygląda na krówki). Nie mam się do czego przyczepić, wszystko jak najbardziej na plus.



 W środku zastałam biały twór, który przez obecne malutkie kropeczki od razu nasunął mi na myśl serek grani. Warstwa z karmelem znajduje się na dole, więc całość trzeba wymieszać przed jedzeniem. Produkt pachnie bardzo słabo, czymś jogurtowo-serkowym, typowo nabiałowym, ale właściwie ciężko zidentyfikować coś konkretnego.



W konsystencji jest gęsty i kremowy, tak jak lubię. Natomiast w smaku mało słodki (w składzie nie ma cukru), odrobinę mdły. Udało mi się poczuć coś na wzór karmelu, chociaż.. bardziej opisałabym to jako toffi, ale wyjątkowo dziwne i specyficzne. Obiecanej słoności nie było ani grama niestety.




Niestety, ale się rozczarowałam. Nie dość, że jogurt sam w sobie był dziwny, to jeszcze nie dostałam obiecanego i wyczekiwanego słonego karmelu. Nie jest to produkt dla mnie, na pewno nie wrócę do niego ponownie. O tyle dobrze, że strata była mniejsza, bo był przeceniony.


Ocena: 2-/6

Gdzie kupić: Carrefour.

piątek, 1 grudnia 2017

#253 Ulubieńcy listopada.

Pora na ulubieńców miesiąca, tym razem listopada! 



MUZYKA



♥ Shakira - Chantaje
Nie jest to nowa piosenka Shakiry, ale właściwie odkryłam ją dopiero teraz i słuchałam jej na okrągło.




♥ Shakira - Me Enamore
Ta piosenka jest już nowsza, chociaż nie nowa, bo z maja. Ale też odkryłam ją teraz i się zakochałam, piosenki po hiszpańsku są przepiękne <3




♥ Demi Lovato & Luis Fonsi - Echame La Culpa
Moja Demi tym razem w odsłonie hiszpańskojęzycznej i latynoskiej, kocham <3




♥ Rammstein - Amerika
Coś zupełnie innego od powyższych piosenek. Słuchaliśmy jej na lekcji polskiego i bardzo mi się spodobała. Chociaż znałam ją już wcześniej, to dopiero teraz wiem kto ją wykonuje, bardziej się w nią wsłuchałam. W dodatku naprawdę musi być dobra, skoro akceptuję w niej język niemiecki, którego nie znoszę całym sercem :P





KSIĄŻKI



♥ "Jutro 6, cienie" & "Jutro 7, po drugiej stronie świtu" John Marsden
 Kilka razy już wspominałam w ulubieńcach o tej serii, ale dzisiaj to jest ostatni raz, bo siódma część jest ostatnia. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych serii książek, gorąco polecam!




♥ "Mam talent" Janette Rallison
"Czy Jessica ma rację, zakładając, że nietypowy spektakl szkolnego teatru stanie się przełomem w jej aktorskiej karierze?
Wiele dziewczyn marzy o wyjeździe do Hollywood i wielkiej sławie. Ale ja nie jestem jak inne gwiazdeczki.
Postanowiłam zostać wielką aktorką i dopnę swego, choć zaczynam od drugoplanowej roli w West Side Story i pracuję w nieco odjechanym zespole. Szczerze mówiąc zespół jest totalnie odjechany! Kate, moja najlepsza przyjaciółka zaproponowała na przykład, żebyśmy z musicalu o wojnie gangów usunęli wszelkie wzmianki odnoszące się do przemocy. Jak widać, od początku działaliśmy na wariackich papierach.
Kiedy Jordan Hunter, super przystojny chłopak, a na dodatek syn popularnego aktora, zamieszkał w naszym mieście, uznałam, że wszystko układa się po mojej myśli. To był znak, że wkrótce zostanę odkryta, a mój talent zostanie doceniony. Gdyby przy okazji także Jordan poznał się na mnie, byłoby fantastycznie."

Po opisie można pomyśleć, że jest to jedna z banalnych i nudnych książek dla młodszej młodzieży. Powiem szczerze, że przed przeczytaniem sądziłam podobnie, jednak szybko zmieniłam zdanie. Jest napisana naprawdę ciekawie, poruszane są interesujące tematy i sprawy, zdecydowanie polecam.





JEDZENIE



♥ Babeczki dyniowe- wypieku z półproduktu nie robiłam dobrych parę lat, ale czasami nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że skład wcale nie jest zły. Babeczki wyszły miękkie, pyszne i pełne smaku. Zrobiłam je na 1 listopada na spotkanie z rodziną i każdemu smakowały.





♥ Tofurnik- czyli podobno moja specjalność. To też zrobiłam na 1 listopada i też każdemu smakowało. Jeżeli jesteście ciekawi przepisu, to zapraszam do niezawodnej Jadłonomii- KLIK.




♥ Toffee Nut Latte- czyli świąteczna kawa w Starbucksie, przepyszna, a do tego w prześlicznym kubeczeku!




♥ Domowe drożdżówki- słodkie bułeczki robione własnoręcznie zdecydowanie biją na głowę wszystkie z marketów i z piekarni!




♥ Cynamonowy ślimak- kupiony do kawy w Costa Coffee; mięciutki, świeży, przepyszny!




♥ Falafelki na dyniowym puree i sałatką tabbouleh- obiad zamówiony w restauracji "Zielona" w łódzkiej manufakturze, polecam <3




♥ Belriso o smaku pieczonego jabłka- recenzję możecie znaleźć tutaj <3




♥ Rama z olejem z orzechów włoskich- jeżeli jesteście na grupach wegetariańskich/wegańskich na facebooku, to doskonale wiecie, że te ala masełka/margaryny zawojowały ostatnio roślinną część internetu. Ja spróbowałam na razie wariantu orzechowego i zdecydowanie wpisuję się na listę miłośników. Bardzo mocno polecam, smakuje przepysznie, idealnie sprawdza się przy kanapkach na wytrawnie i na słodko, ale też przy wypiekach- użyłam jej do zrobienia kruszonki do drożdżówek.



♥ Cappucino piernikowe Mokate- kilka smaków było (nie wiem, czy wciąż) do kupienia w Biedronce. Ja zaopatrzyłam się w dwa rodzaje, na razie spróbowałam piernikowego i jest przepyszne!


 ♥ Jogurt kremowy kokosowo-migdałowy Bakoma- recenzja była, a więc nie muszę już go opisywać.



środa, 29 listopada 2017

#252 Recenzja: Bakoma, kremowy jogurt kokosowo-migdałowy.

Tak jak obiecałam, dzisiaj pora na kolegę kawowego jogurtu od Bakomy. Tego smaku też byłam bardzo ciekawa, w końcu czy połączenie kokosa i migdałów może być niedobre?

Opakowanie jest zaprojektowane w dokładnie takim samym stylu jak u bliźniaka, z oczywista różnicą obecności obrazka kokosa i migdałów zamiast ziarenek kawy. Bardzo mi się podoba.






W środku zastałam śnieżnobiałą masę, pachnącą delikatnym marcepanem. Przepiękny, zachęcający, naturalny zapach. Zastanowił mnie tylko brak aromatu kokosa, ale nie zrażałam się i przeszłam do degustacji.



Konsystencja również jest jednolita, gładka i bardzo kremowa- idealna.  Pierwsza łyżeczka.. o mamo, jakie to pyszne! Jogurt jest delikatnie słodki, odrobinę kwaskowy, ale przede wszystkim wyraźnie kokosowy (kokosowość pochodzi z wiórków). Oprócz tego co chwilę natrafiałam na cieniutkie płatki migdałów, które uprzyjemniały proces jedzenia. Produkt pozostawiał po sobie sympatyczny posmak maślano-mleczny.



Jeśli jeszcze nie jedliście tego jogurtu, to koniecznie to nadrabiajcie! Zwłaszcza, jeżeli jesteście miłośnikami kokosa. Zakochałam się w tym subtelnym i delikatnym smaku, na pewno kupię ten produkt jeszcze nie raz.


Ocena: 6/6

Gdzie kupić: sklepy sieci Społem, Tesco.

niedziela, 26 listopada 2017

#251 Recenzja: Bakoma, kremowy jogurt kawowy.

Nie widziałam nigdy wcześniej tego jogurtu. Zainteresował mnie przede wszystkim smakiem, bo uwielbiam wszystko co kawowe. Ostatecznie o zakupie zadecydował prosty skład. Razem z nim do koszyka poleciał jego kolega o innym wariancie smakowym, o którym będziecie mogli poczytać już w środę.

Opakowanie jest proste i poukładane, bardzo ładnie zaprojektowane. Widzimy łyżeczkę z jogurtem, trzy ziarenka kawy, smak, nazwę firmy oraz wielki napis "kremowy". Całość jest bardzo plastyczna i przyjazna dla oka. Oczywiście data ważności... ale okej, nie zaczynam tego znowu, Wy już dobrze wiecie.



W środku zastałam masą w kolorze... brązowo-ekri? Ciężko jakoś tę barwę nazwać. Produkt pachnie przyjemnie, kawowo, a właściwie bardziej jak cappuccino, kawa z dużą ilością mleka. Albo po prostu kawa z dodatkiem jogurtu.



W konsystencji jest gładki, jednolity i bardzo kremowy. A więc producenci nie kłamali na opakowaniu. W smaku odrobinę kwaskowy, mało słodki. Wyczułam aromat kawowy, ale jest on typowy dla wyrobów tego typu, dosyć mało intensywny, bardziej podchodzący pod cappuccino czy kawę z dużą ilością mleka. Nie wiem czy piliście kiedyś pitny jogurt o takim smaku, ale smakuje dokładnie tak samo.



Nie było to żadne nowe doświadczenie, żaden nowy smak. Ale to nie oznacza, że jestem zawiedziona i kończę degustację negatywnie. Jogurt bardzo mi smakował, zdecydowanie mogę wpisać go na listę ulubieńców. Jeżeli lubicie aromat kawy cappuccino w nabiale, to ten produkt jest zdecydowanie dla Was.


Ocena: 5/6

Gdzie kupić: sklepy sieci Społem, Tesco.

piątek, 24 listopada 2017

#250 Recenzja: Balcho, masło orzechowe.

Czego szuka Gosia za granicą oprócz słodyczy? Oczywiście masła orzechowego! Dzisiejszego delikwenta kupiłam w bułgarskim Kauflandzie.

Dlaczego wybrałam akurat to? Bo jako jedyne nie miało zbędnych dodatków, w składzie są jedynie orzechy i sól. Opakowanie prezentuje się przeciętnie, ale nie jest brzydkie. Widzimy kanapkę posmarowaną masełkiem, która swoją drogą wygląda trochę nienaturalnie. Na zdjęciu pokazałam Wam stronę z angielskimi napisami, od drugiej są bułgarskie.



W środku zastałam brązowe, zbite masełko. Pachnie przepięknie, bardzo intensywnie orzechami ziemnymi. Wyczułam też dziwny aromat czegoś palonego. Jak się okazało, produkt nie składa się ze zwykłych orzechów, a z pieczonych, więc już wiem skąd ten zapach. Chyba jeszcze takiego masła nie jadłam.



W konsystencji bardzo gęste i zbite, zaklejające buzię. W smaku mocno słone, nawet są obecne pojedyncze kuleczki soli. Wyraźnie też wyczułam to, że orzechy użyte do produkcji zostały poddane pieczeniu, dają całości specyficzny posmak. Delikwent jest mocno orzechowy, smaczny.



Podsumowując, degustację kończę pozytywnie. Jednak to masło może mieć swoich przeciwników ze względu na dużą słoność. Raczej nie nadaje się z tego powodu do jedzenia łyżeczką prosto z opakowania, ale na tostach czy w owsiance smakuje pysznie.


Ocena: 5-/6

Gdzie kupić: bułgarski Kaufland.

środa, 22 listopada 2017

#249 Recenzja: Zott, Belriso pieczone jabłko.

Wchodząc dzisiaj na bloga na pewno zauważyliście zmiany jakie zaszły w jego wyglądzie. Miałam już dosyć białego i nudnego projektu, więc pokombinowałam i stworzyłam coś takiego. Może nie jest to profesjonalna praca, ale mi się bardzo podoba i to najważniejsze :D A Wy co sądzicie?

Robię przerywnik między recenzjami serków z firmy Pilos, żebyście się nie znudzili. Ale spokojnie, już niedługo do nich wrócę. Tymczasem ponownie przyjrzymy się produktowi z działu nabiału, konkretnie ryżowi na mleku o smaku pieczonego jabłka. Jak tylko zobaczyłam coś takiego w gazetce, to wiedziałam, że muszę spróbować. Czy było warto?


Opakowanie jest żywe, energiczne, pełne kolorów. Widzimy animację przedstawiającą ryż na mleku, sos, rodzynki, jabłka oraz laski cynamonu. Całość utrzymana jest w czerwonych i pomarańczowych barwach. Producentom zależało na podkreśleniu gorąca tego produktu, przez co na górze widzimy płomienie, a odrobinę niżej napis "hot". Czy rzeczywiście jest to aż tak paląca, warta uwagi nowość?



W środku zastałam jednolitą, biało-beżową masę. Obiecany ryż jak i sos znajduje się pod tą pierzynką, jednak przed podgrzewaniem nic nie mieszałam. Produkt pachnie delikatnym, mlecznym i maślanym jabłecznikiem, po prostu przepięknie. W smaku jest słodki, mleczny, subtelny, maślany jak ciasto, jabłkowy, pyszny. Ryż jest twardawy, powiedziałabym, że ugotowany al dente. Znalazłam też pojedyncze sztuki rodzynek, które były wyjątkowo miękkie, ale nie dodawały żadnego aromatu.




Po podgrzaniu produkt zmienił konsystencję; stał się bardziej leisty i wodnisty. Mój język wyczuł malutkie, miękkie kwadraciki jabłkowe. Smak też się zmienił, bo delikwent zdecydowanie stał się słodszy, zniknęła maślaność, jednak wzmocniła się mleczność. Dodatkowo ryż zrobił się bardziej miękki i o wiele przyjemniejszy w jedzeniu.



Dzisiejszego gościa mogłabym podsumować jako taką kaszkę z ryżem i jabłkiem. Wszystkie składniki zostały idealnie wyważone, idealnie się ze sobą mieszały. Nie mam się do czego przyczepić. Degustację kończę zdecydowanie zadowolona, a nawet mogę wpisać ten produkt na listę ulubieńców. Polecam, sama chętnie bym wróciła do tego smaku.


Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Żabka

niedziela, 19 listopada 2017

#248 Recenzja: Pilos, serek kwasowo-podpuszczkowy w stylu islandzkim z wsadem truskawkowym.

W niedzielę wanilia, dzisiaj truskawka. Przede mną jeszcze dwa inne warianty smakowe. Powiem szczerze, że po pierwszym spotkaniu z tym produktem bardzo się boję kolejnych, tego co mi zaoferują. Ale skoro kupiłam, to będę degustować, zawsze trzeba starać się myśleć obiektywnie i mieć nadzieję.

Opakowanie jest dokładnie takie samo jak u poprzednika, z oczywistą różnicą obecności truskawki zamiast wanilii. Mimo wszystko wanilia lepiej współgra z zimową kolorystyką, lodowymi skałami w tle, bo jednak truskawka kojarzy się z ciepłem, latem i słońcem. 



W środku zastałam lekko różową, jednolitą masę. Z powodu drobnych turbulencji podczas przenoszenia ze sklepu do domu, w kubeczku zrobił się niewielki bałagan i chaos. Na szczęście nie jest jeszcze tak źle i nie będzie do przeszkadzać w degustacji. Produkt pachnie ładnie; delikatną, słodką i owocową truskawką. Niestety nie do końca prawdziwą, bo mój nos natknął się na sztuczny aromat. Ale w końcu czego oczekiwać od truskawki, letniego owocu, który paraduje pod lodowymi skałami w środku zimy, prawda?



W konsystencji serek jest gęsty i kremowy. Biorę pierwszą łyżeczkę... jest truskawka! Niestety szybko potem pojawia się gorzkość, mdłość, sztuczny i chemiczny posmak słodzików, kwaśność. I te wszystkie aromaty naprzemiennie się ze sobą wymieniają podczas jedzenia. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłoby chyba dodanie zwykłego cukru. Raz, lepsze to niż słodziki i dwa, smakowałoby lepiej i naturalniej.

 \

Kolejny wariant serków kwasowo podpuszczkowych, kolejna porażka. Za mało truskawki, za mało słodyczy, za dużo słodzików, za dużo kwasności. Mimo wszystko gdybym miała porównać smak waniliowy a truskawkowy, to na tę chwilę wygrywa truskawka.

Ocena: 2+/6

Gdzie kupić: Lidl.

piątek, 17 listopada 2017

#247 Recenzja: Pilos, serek kwasowo-podpuszczkowy w stylu islandzkim z wsadem waniliowym.

Dzisiaj rozpoczynam serię nowych jogurtów od firmy Pilos. Są to białkowe, kwasowo-podpuszczkowe serki w stylu islandzkim. Jeszcze nigdy nie miałam okazji próbować takiego dziwnego tworu, jak wypadną? Na pierwszy ogień idzie wariant waniliowy.


Opakowanie zaprojektowane jest w zimowym, chłodnym stylu. Dominuje biel, a w oddali możemy dostrzec rysunki góry lodowej. Oprócz tego widzimy kwiat i laski wanilii informujące nas o smaku. Serek posiada wysoką zawartość białka oraz ani grama tłuszczu. Od siebie dodam, że w składzie nie ma też cukru, a dwa słodziki. Z tego powodu 150g produktu zawiera jedynie 80 kalorii. Jednak lepszym wyborem byłby raczej zwykły jogurt, z większą ilością kalorii, z zawartością tłuszczu, a nawet i z tym cukrem. Nie tylko ze względu na walory zdrowotne, ale... nie, nie ważne. Nic nie zdradzam na początku. Dowiecie się zagłębiając się w recenzję.



 W środku zastałam śnieżnobiałą, jednolitą masę. Jeśli dobrze się przyjrzymy, możemy dostrzec malutkie, ciemne kropki, które najprawdopodobniej są pokruszoną laską wanilii. Produkt pachnie mało intensywnie, głównie kwaskowo, jogurtowo, z maleńkim, ale takim naprawdę maleńkim pierwiastkiem waniliowym.



Serek w konsystencji jest gęsty i kremowy. W smaku najpierw wyczułam aromat kwaskowy, który dominuje przez cały proces degustacji. Potem moje kubki smakowe zidentyfikowały specyficzny, chemiczny smak słodzików. Nie było to zbyt przyjemne, na pewno każdy je kojarzy i jest sobie w stanie wyobrazić. Na samym końcu poczułam wanilię. Słabą, mało intensywną, ale była.



Niestety, to nie jest produkt dla mnie. Za mało smaku, za mało wanilii, za dużo kwaśnego posmaku. Zdecydowanie trafniejszym (i zdrowszym) wyborem byłby zwyczajny jogurt. Fajnie było spróbować czegoś nowego, mam jakieś rozeznanie, ale więcej się nie skuszę. Zresztą, mam jeszcze inne smaki do obgadania, pojawią się w kolejnych recenzjach.


Ocena: 2+/6

Gdzie kupić: Lidl.

środa, 15 listopada 2017

#246 Recenzja: Boci, czekolada mleczna z morelą i herbatnikami.

Bardzo dawno nie było na blogu recenzji czekolady. A więc oto ona! I to nie byle jaka, bo prosto z Węgier.

Miałam problem z wyborem jednego wariantu smakowego tej czekolady, bo było kilka naprawdę ciekawych. Ale finalnie wygrała zielona, z dodatkiem brzoskwini, moreli oraz herbatników (barack, sargabarackos, kekszes). Właściwie to nie jestem wielką miłośniczką czekolad z owocowymi nadzieniami, zdecydowanie wolę bardziej klasyczne i "stonowane" wersje, ale takiego cudu chętnie spróbuję.

Opakowanie rzuca się w oczy z powodu swojej zieloności. Jest żywe, wiosenne, radosne. Widzimy dwie kostki czekolady bogatej w jasne kropki, kawałek brzoskwini oraz herbatnika. Oprócz tego na opakowaniu znajdują się napisy informujące nam o tym co producenci włożyli do środka. Podoba mi się również ucięty do połowy rysunek krowy, która zapewne oznacza, że mamy do czynienia z czekoladą mleczną.



W środku zastałam prostokątną, brązową tabliczkę, podzieloną na siedem rzędów, po cztery kostki w każdym. Każda kostka ma na sobie rysunek, który najprawdopodobniej przedstawia jakieś kwiaty. Biorę produkt w łapki, przykładam do nosa.. o mamo, jak to pięknie pachnie! Mocno i intensywnie owocowo, aż sama byłam zaskoczona. Słodziutko, ale cała ta słodycz pochodzi tylko z owoców, a jedynie w tle majaczy gdzieś woń mlecznej czekolady.



Po pierwszych kęsach stwierdzam, że czekolada cały czas donośnie chrupie. Właściwie cały proces jedzenia był niezwykle ciekawy i uatrakcyjniony, bo co chwilę natrafiałam na coś, co czekoladą nie jest- a to twardsze kawałki owoców, a to kawałek ciastka. Plus oczywiście wszystko zalewała czekolada.



Pierwszą rzeczą, jaką wyczułam w smaku, było kakao- delikatne, słodkie, takie z dodatkiem mleka. Potem przyszła pyszna, wyraźnie owocowa nutka. Na samym końcu pozostała delikatna gorzkość, a właściwie deserowość. A więc oprócz hojnej ilości dodatków, doświadczamy również całej ferii smaków i aromatów. Nie da się nudzić jedząc tego delikwenta.



Degustację kończę w pełni zadowolona, podobnie jak mój brzuch. Czekolada jest przepyszna, dopracowana, wszystko w niej jest dopięte na ostatni guzik. Wielka szkoda, że w Polsce nie jest dostępna, ale jeśli będę jeszcze kiedyś na Węgrzech, to rozejrzę się za innymi wariantami smakowymi.



Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Węgry.