piątek, 30 grudnia 2016

#111 Recenzja: Terravita, Mikołaj z czekolady o smaku toffi.

Jest to ostatni post na tym blogu w roku 2016 (kolejny dopiero za rok :P). Macie jakieś postanowienia noworoczne? Ja tradycyjnie zawsze jakieś spisuję, chociaż jeśli chcę coś zrobić, to staram się to robić od razu, a nie czekać na konkretną datę. Chociaż nie ukrywam, że zaczęcie od jakiegoś momentu zazwyczaj daje więcej motywacji, bardziej się chce.
Gdybym miała jakoś podsumować ten rok... na pewno był lepszy od 2015. Były złe momenty, ale było też wiele dobrych. Te dobre mam w swoim słoiczku wspomnień, którego otworzę jutro. Taki słoiczek to naprawdę świetna sprawa, w 2017 na pewno będę kontynuowała tę tradycję. A Wam jak minął ten rok? Napiszcie w komentarzach. Tymczasem zapraszam na ostatnią w tym roku recenzję :)

Dzisiejszego gościa dostałam od korepetytora od matematyki. Miałam do wyboru zwykłe, pomarańczowe, toffi i orzechowe. Nie mogłam znaleźć tych ostatnich, a że nie chciałam stać godziny, to wybrałam toffi. Czy słusznie?

Opakowanie bardzo mi się podoba. Widzimy prawdziwego, typowego Świętego Mikołaja. Starszy pan, z okularami, ubrany w odpowiedni strój, trzymający cukierki karmelowe (no, może to jako jedyne się nie zgadza) w dłoniach. 


W środku Mikołaj również wygląda jak Mikołaj, a nie jak pozbawiony wszelkich rysów czekoladowy posąg. Bardzo lubię gdy producenci dbają o takie szczegóły. Pachnie pięknie- można wyczuć woń prawdziwego karmelu, lekko słonawego, słodkiego, cudownego! Smak też jest niczego sobie. Przede wszystkim nasze kubki smakowe wyczuwają słodką, mleczną, dobrą jakościowo czekoladę. Jednak to nie wszystko. Obiecano nam smak karmelowy i taki właśnie smak dostajemy! Jest to charakterystyczna nuta karmelowa- słona, jednocześnie słodka, w pewnych momentach kwaskowa. Jeżeli ktoś lubi takie aromaty, to ten Mikołaj na pewno mu zasmakuje. Ja zjadłam go z wielką przyjemnością i gdybym od kogoś go jeszcze kiedyś dostała, to na pewno byłabym zadowolona. No i bardzo chętnie wypróbowałabym inne warianty.


Ocena: 6/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Nie wiem, bo dostałam, ale widziałam je w Carrefourze i na pewno są w innych supermarketach.

środa, 28 grudnia 2016

#110 Święta, Święta i po Świętach.

Święta, Święta i po Świętach! Jak Wam minęły? Ja powiem szczerze, że nie poczułam ich ani trochę. Nawet jak już siadłam do wigilijnego stołu, to było to po prostu dla mnie jak zwykłe spotkanie z rodziną, żadne ważniejsze święto. Szkoda, bo uwielbiam tę atmosferę, tę magię, te wszystkie pozytywne emocje, które wtedy są we mnie. Nie wiem od czego to zależy, od wieku, od okoliczności? Tak czy siak miło spędziłam czas.
 Dzisiejszy post to będzie takie podsumowanie tegorocznych Świąt- przepisy, zdjęcia, dekoracje itd. Oprócz tego przypominam, że świąteczne recenzje będą pojawiały się aż do pierwszego stycznia :)
P.S Wychodzi na to, że moją poprzednią recenzję do samego końca przeczytała jedna osoba (pozdrawiam panią Chrup <3). No nic, teraz będę w jednym poście dawała tylko jeden produkt, ewentualnie dwa czy trzy przy recenzjach porównawczych.

Miałam mnóstwo pomysłów na dania, jednak budżet był ograniczony (jak to w grudniu) no i też żołądki mają swoje granice, a było nas zaledwie siedem osób, więc nie chciałam przesadzać.

PIERNIK POMIDOROWY

Sama nazwa mnie zaintrygowała, piernik pomidorowy...? Jadłam ciasta z marchewki, szpinaku, buraka, ale jednak o pomidorze nigdy nie słyszałam. Składniki były proste, podobnie jak sposób przygotowania, więc zrobiłam. I powiem Wam, że wyszło naprawdę dobre! Kompletnie nie czuć pomidora, po prostu zwykły piernik. Całej rodzinie smakowało, mi też i na pewno jeszcze będę go robić.

LINK DO PRZEPISU



BAKŁAŻANY PO KASZUBSKU

Kolejnym daniem był bakłażany po kaszubsku. Niestety wszystko poszło do wyrzucenia. W przepisie było podkreślone, żeby obficie posolić, bo inaczej bakłażany będą mdłe. No więc tak posoliłam, że się tego nie dało zjeść. Mama po spróbowaniu dzielnie próbowała to przełknąć, ale nie dała rady i wypluła XD Ale ogólnie to danie może być naprawdę pyszne, również nie jest trudne do przygotowania.

LINK DO PRZEPISU


To by było na tyle jeśli chodzi o moją działalność w kuchni w tę Święta (nie licząc pomagania przy pierogach). Nie jestem z siebie zadowolona, nawet zaczęłam się buntować, że już nigdy więcej nie będę niczego robić, bo zawsze muszę coś zepsuć (niedawno robiłam ciasto dyniowe na urodziny wujka i strasznie się rozwalało, więc nie mogłam go zabrać). Ale i tak nie wytrzymałabym bez pichcenia w kuchni :D

Na koniec pochwalę się dekoracjami jakie mam w domu, przed domem :)




kocina weszła w kadr :D




A Wy lubicie ozdabiać dom na Święta?

niedziela, 25 grudnia 2016

#109 Recenzja: Cadbury, świąteczny zestaw słodyczy.

Jak tam po Wigilii? Najedzeni? Miło spędziliście czas? Ja jak najbardziej :D Chociaż strasznie szybko minęło, a ja mimo wszystko nie byłam w stanie poczuć tego "czegos", co zawsze mi towarzyszyło. No ale trudno...
Mialam dodać inny, nierecenzjowy wpis, ale nie dałam rady go napisać, więc jednak będzie recenzja. Ale nie byle jaka! Będzie trochę bardziej wypasiona :D Omówię jeden produkt, który składa się z sześciu innych. 

Taką oto teczkę dobroci znalazłam w Biedronce. Jadłam dwa produkty od firmy Cadbury i miałam o nich bardzo pozytywną opinię. Dodatkowo kosztowała zaledwie 10 zł (w Kuchniach Świata jeden batonik na pewno kosztowałby min 5zł), więc musiałam się skusić.



~~
Fudge, batonik z krówkowym miękkim nadzieniem oblany mleczną czekoladą

Fudge to chudy i długi batonik, przypominający Twixa. Pachnie intensywnie mleczną czekoladą, ale taką naprawdę mocno intensywną. Powiedziałabym, że zupełnie inną niż wszystkie. W konsystencji jest miękki, łatwy do pogryzienia. Polewa czekoladowa jest podobna do tej Milkowej- plastikowa, bardzo słodka, ale również bardzo dobra. W środku znajduje się karmel, który jest bardzo gęsty (o wiele bardziej niż w Twixie), mocno zbity, typowo karmelowy w smaku. Całość jest bardzo słodka, ale też dobrej jakości. Dla wszystkich słodyczoholików ten produkt jest idealny.

Ocena: 6/6


~~
Batonik z mlecznej czekolady

Po otworzeniu opakowania naszym oczom ukazuje się brązowy batonik, podzielony na sześć owalnych kwadracików, z napisem "Cadbury" na każdym. Zapach jest jeszcze intensywniejszy niż u poprzednika, mleczno-słodki, bardzo ładny. Batonik rospuszcza się bagienkowo, bardzo bagienkowo <3 W smaku jest tak jak polewa u wcześniejszego produktu- Milkowa, bardzo słodka, odrobinę plastikowa, ale smaczna. Całość jest bardzo dobra, również dobra jakościowo (zapewne jak większość wyrobów tej firmy).

Ocena: 5/6


~~
Crunchie, baton z miodowo-karmelowym chrupiącym wnętrzem oblany mleczną czekoladą

Wygląd tego delikwenta trochę mnie zaskoczył. Najpierw widzimy długiego, prostokątnego batonika, oblanego mleczną, pofalowaną czekoladą. Nic nadzwyczajnego, dopóki nie dokopiemy się do środka. Jest on bowiem żółty, twardy, z dziwnymi mikro dziurkami. Początkowo myślałam, że może jest jakiś przeterminowany albo felerny, ale zapach, delikatny, mleczny, słodziutki, był w porządku, smak również. Czekolady chyba nie muszę opisywać, bo jest dokładnie taka sama jak u powyższych kolegów. To dziwne, żółte coś w środku to ciastko, w konsystencji podchodzące pod sucharek. Na początku czuć słodkość, zaraz dochodzi do nas karmelowy, jeszcze słodszy posmak, a na końcu delikatnie słonawy. Dodatkowo cały czas czuć nutkę maślanowości. Produkt lubi zęby, bo zostawia w nich wiele resztek.

Ocena: 6/6


 ~~
Batonik z mlecznej czekolady  
 
Tutaj liczyłam na coś podobnego, jak nie takiego samego, co drugi produkt opisywany w tym poście. Też jest to słodycz z samej czekolady, bez żadnych dodatków. Różni się na pewno wyglądem- jest bardziej płaski, zamiast loga firmy ma narysowany dzbanek z tryskającym najprawdopodobniej mlekiem. Zapach słodki, mleczny, taki jak niemiecka Milka (a to zaskoczenie...) Produkt jest bardziej tłusty, zostawia ślady na palcach. Również rozpuszcza się bardzo gęstym bagienkiem <3 Jej smak mogłabym przyrównać do tych czekoladowych Mikołajów, czy innych świątecznych stworzeń, na patyku. Batonik jest mleczny, słodki, momentami jakby słonawy, wyczułam też coś pudrowego (nie mam pojęcia skąd).

Ocena: 4+/6


 ~~
Buttons, guziki z mlecznej czekolady

Tylko raz w życiu jadłam słodycz w formie guzików. Były to guziki z białej czekolady, które dostałam w prezencie od osoby z Wielkiej Brytanii. Szkoda, że nie są dostępne w Polsce, bo to naprawdę bardzo fajna i ciekawa forma. W tym zestawie mam guziki z mlecznej czekolady. Pachną bardzo ładnie, mlecznie, delikatnie słonawo. Są bardzo tłuste, rozpuszczają się bagienkowo. W smaku są na pewno słodkie, wręcz zasładzające, mleczne, z delikatną nutką słoności.

Ocena: 5/6


 ~~
 Double Decker, baton z kawałkami nugatu i chrupiącym wypełnieniem

 W środku zastajemy ciężkawego batonika oblanego mleczną czekoladą. Zapach jest dokładnie taki sam jak u poprzedników, więc już nie muszę go opisywać. Czekolada z wierzchu również smakuje tak jak u kolegów, więc też nie będę pisała. Za to nadzienie jest czymś bardzo ciekawym. Górna warstwa to pianka, sklejona czymś słodkim. W czasie jedzenia ugina się, ciężko rozłożyć ją na mniejsze kawałeczki, więc długo się ją przeżuwa. W smaku jest słodka, coś jak kakao typu Puchatek. Dół to zbita mleczna czekolada z mnóstwem chrupiących kuleczek. Całość smakuje kakaowo-mlecznie, słodziutko, a chrupki nadają delikatnej maślanowości.

Ocena: 6/6

 
 Chyba zostałam ogromną miłośniczką tej firmy :D Mają naprawdę smaczne, dobrej jakości produkty. Jeżeli ktoś jest słodyczoholikiem, ma wysoki próg cukru, to zdecydowanie polecam! Jeżeli znajdę jeszcze w Biedronce tę teczkę, to na pewno kupię. Szkoda tylko, że nie ma słodyczy Cadbury na stałe w polskich sklepach.

P.S Jeżeli udało Wam się przebrnąć przez cały wpis, to dajcie znać w komentarzu :P

piątek, 23 grudnia 2016

#108 Recenzja: Sweety, czekolada z nadzieniem o smaku piernikowym.

Jutro Wigilia! Powiem szczerze, że w tym roku kompletnie nie czuję tych Świąt. Ta cała magia, atmosfera gdzieś zginęła. Tęsknie za tym kiedy byłam młodsza i ten okres w roku był dla mnie czymś niezwykłym, wyczekiwanym. Teraz to po prostu spotkanie z rodziną, choinka, jakieś ozdoby... Trochę mnie to przeraża, smuci. Ale nie będę teraz się rozwlekać na ten temat, w końcu nie chcę tutaj wprowadzać negatywnego nastroju :)

Z okazji nadchodzących Świąt chciałabym złożyć Wam życzenia. Mam nadzieję, że spędzicie te dni w przyjemnej, ciepłej i rodzinnej atmosferze, bez żadnych kłótni, nieporozumień. Życzę Wam ciągłego uśmiechu i ciepła w sercu. Oczywiście dobrego jedzonka i super prezentów :D Żeby udało Wam się poczuć tę magię świąt, bo to zawsze było coś cudownego. Po prostu wszystkiego najlepszego! <3




A ja przechodzę do kolejnej świątecznej recenzji. Przypominam, że będą one pojawiały się aż do pierwszego stycznia. W niedzielę za to pojawi się post bez recenzji, więc wyczekujcie :)

Dzisiaj przyjrzymy się czekoladzie "No name". Nigdy w życiu nie spotkałam się z produktami tej firmy, nie wiem czego się spodziewać. Zachęcił mnie ciekawy smak oraz super urocze opakowanie- dwa przekochane pierniczki, dużo kolorów, świąteczny nastrój. No nie mogłam nie wziąć.


W środku zastałam czekoladę podzieloną na pięć rzędów, po trzy kostki w każdym. Na każdej jest jakiś dziwny rysunek, którego nie jestem w stanie rozszyfrować. Dodatkowo między kostkami jest jakieś dziwne, beżowo-białe coś. Wiem, że czasem na czekoladach właśnie tak się robi i nie szkodzi to w jedzeniu, jednak trochę odpycha, przynajmniej mnie.


Zapach jest bardzo dziwny. Da się wyczuć jakiś ułamek piernika, to na pewno. Ale oprócz tego jest nuta czegoś starego, maślanego, kwaśnego. Przypomina mi to coś, ale nie jestem w stanie stwierdzić co. Tak czy siak, niezbyt zachęca.
Rozpuszcza się bagienkowo, więc już zaplusowała na samym początku. W smaku czuć przede wszystkim ogromną słodycz, ale jednocześnie jogurtową kwaśność. Piernik gdzieś tam przelatuje momentami, ale nieśmiało i dosyć rzadko. W smaku, tak jak w zapachu, wyczuwam coś dziwnego i niezidentyfikowanego.


 Jak mam być szczera, to nie wiem co sądzić o tej czekoladzie. Nie była tragiczna, ale też nie była szczególnie smaczna. Drażnił mnie ten jogurtowo-kwaśny posmak, nie przepadam za nim. Gdyby piernik był bardziej wyczuwalny, a czekolada tylko słodka, to byłoby o wiele lepiej.

Ocena: 2+/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Carrefour.

środa, 21 grudnia 2016

#107 Recenzja: Terravita, batonik marcepanowy.

Z firmą Terravita mam przyjemne skojarzenia, chociażby po degustacji czekolady fistaszkowej, migdałowej czy kawowej. Dlatego do dzisiejszego batonika raczej nie mam obaw.

Opakowanie jest śliczne. Widzimy na nim uśmiechniętego Mikołaja trzymającego worek z prezentami. Mało się tutaj dzieje, jest skromnie, ale efektywnie. Nie wiem czy sama z siebie bym kupiła ten produkt, być może w czasie poszukiwań świątecznych produktów tak. Tego delikwenta dostałam od mamy.


W środku zastajemy długiego batonika, podzielonego na pięć kostek, gdzie na każdej jest kółeczko, czyli znak rozpoznawczy Terravity. Miałam już z nim do czynienia przy czekoladzie migdałowej i kawowej. Zapach produktu jest bardzo ładny, prawdziwie deserowy, wręcz dostojny, z delikatną nutą marcepanu w tle.


Czekolada nie jest deserowa, jak wskazywał na to zapach, a mleczna i słodka. Wyczuwam też w niej słoność. Ale nie sól, nie połączenie słodko-słone, tylko niektóre czekoladowe wyroby mają taki specyficzny, słonawy, leciutki posmak. Mam nadzieję, że wiecie o co chodzi. Rozpuszcza się bagienkowo, bardzo bardzo gęsto, więc moje całe gardło, podniebienie, język (i inne rzeczy znajdujące się w ustach, ja tam nie wiem co jeszcze w nim siedzi) były w siódmym niebie.
Środek to krem, który jest dosyć rzadki jak na takie nadzienia. W smaku jest marcepanowy, prawdziwy, słodki, bardzo smaczny. W konsystencji czekolada jest dosyć cienka, w czasie jedzenia rozpada się na coraz mniejsze kawałki, aż w końcu roztapia się, łączy z nadzieniem i powstaje jedno, wielkie, gęste, cudowne bagienko.


Niby taki zwykły, niczym niewyróżniający się batonik, a jednak kryje w sobie naprawdę dużo smaku. Jeżeli lubicie marcepan i lubicie mleczną czekoladę, to ten produkt na pewno Wam zasmakuje.

Ocena: 6/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: sieci sklepów Społem.

niedziela, 18 grudnia 2016

#106 Gosia w podróży: Veganmania Łódź.

Święta się zbliżają, u mnie panują świąteczne recenzje, to i wygląd trochę się zmienił. Będzie taki do 1 stycznia :D
Ale dzisiaj trochę odpoczynku od recenzji, bo mam dla Was sprawozdanie z mojej pierwszej w życiu Veganmanii. Odbyła się tydzień temu, w Łodzi. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać, jak to wszystko ma wyglądać, nawet trochę się stresowałam (a kiedy tego nie robię?) ale jak się okazało, nie było do tego żadnego powodu.
Na samym początku były stosika z ubraniami, dodatkami, gadżetami. W kolejnym pomieszczeniu było jedzenie. I to ile jedzenia! Wegańskie fast foody, ciasta, słodycze, rzeczy obiadowe, kanapki, napoje. Gdybym tylko była w stanie, to chciałabym spróbować większości, niestety mój żołądek na ograniczenia. Ale i tak spróbowałam wielu pyszności! <3

Na początek zdecydowałam się na wegańskiego kebaba od Papuvege. Zdecydowanie polecam! Ich bar znajduje się w Łodzi, więc mam blisko :D


Na deser wybrałam tort oreo. Był C U D O W N Y <3 Moja mama w tym samym miejscu wybrała tofurnik kawowy i również był bardzo dobry. Wybór był naprawdę spory i więcej czasu zajęło mi wybranie jakiegoś ciasta niż samo jedzenie :P


Po tych dwóch rzeczach byłam już pełna, więc nie dałam rady nic więcej w siebie wcisnąć. Ale na drogę kupiłam trochę słodkości- babeczkę i donuta. Jakie to było dobre! Naprawdę nie ma jakiejś druzgocącej różnicy między wegańskimi, a tymi tradycyjnymi.



Na wynos kupiłam również samosy (nie pamiętam z czym były, nie mam zdjęcia) od wrocławskiego Veggie i były przeeeeeeepyszne! Ostatnią kupioną, jedzeniową rzeczą było bezmięsne mięso. Od samego początku jego istnienia chciałam bardzo go spróbować. Więc jak tylko zobaczyłam, że chłopaki są na Veganmanii, to nie było innej opcji, musiałam do nich zajrzeć. Wybrałam "schab" ze śliwką i to było mistrzostwo świata. Już oczywiście zniknął :(


Kupiłam jeszcze koszulkę. 
Naprawdę bardzo mi się podobało i z chęcią wybrałabym się jeszcze raz (wtedy bym nic nie jadła wcześniej, żeby móc zjeść więcej :P). Atmosfera była bardzo przyjemna, wszyscy byli tacy uśmiechnięci, pełni pozytywnej energii. Zdecydowanie polecam! Nie trzeba być wcale weganinem czy wegetarianinem żeby wziąć w takim czymś udział. Moi rodzice jedzą mięso, a mimo to bardzo im się podobało, są pozytywniej nastawieni do diety całkowicie wegańskiej.

piątek, 16 grudnia 2016

#105 Recenzja: RitterSport, czekolada mleczna z nadzieniem mlecznym, kawałkami kokosanek i chrupkami ryżowymi.

Przyszła pora na ostatnią już limitkę świąteczną od RitterSport. Poprzednimi się nie zachwyciłam (czy ja w ogóle kiedykolwiek zachwyciłam się jakąkolwiek czekoladę z tej firmy...?) więc mam cichutką nadzieję, że chociaż tutaj będzie inaczej.

Opakowanie, jak się pewnie domyślacie, również bardzo mi się podoba. Kostki czekolady, ptysie ciasteczka, zimowe barwy, te kwadraty ten śnieg... Udały im się, chociaż jeżeli mam być szczera, to wolę te z poprzedniego roku.


Zapach czekolady jest przepiękny- kokosowy, ale bardziej taki jak wiórki kokosowe, niż sam owoc (albo orzech?). Mogłabym go porównać do maślanych ciasteczek kokosowych, identyczny. W konsystencji jest bardziej miękka niż poprzednicy, chociaż też należy do tych twardszych.


Warstwa z czekoladą jest delikatna, mleczna, subtelna, słodziutka, rozpuszcza się bagienkowo (nie tak jak powinno być, ale bardziej niż dwie pozostałe limitki). Nadzienie to tłusty krem, smakuje kokosowo, trochę jak mniej intensywne rafaello. Spokojnie można powiedzieć, że jest jak obiecane ciastka, dodatkowo cały czas natrafiamy na chrupiące cosie, co dodatkowo nadaje nadzieniu charakter kokosanek.


Sprawdziło się powiedzenie "do trzech razy sztuka", bo ten wariant naprawdę mi zasmakował. Nie był porywający czy wprawiający kubki smakowe w szaleństwo, ale z całej trójki był zdecydowanie najlepszy i z chęcią kupiłabym go ponownie.

Ocena: 5-/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Lidl.

środa, 14 grudnia 2016

#104 Recenzja: RitterSport, czekolada mleczna z karmelizowanymi kawałkami migdałów.

Niedawno przyjrzałam się jednej z zimowych limitek od RitterSport, dzisiaj pora na drugą. Trzecia i ostatnia pojawi się  kolejnej recenzji.

Karmelizowane kawałki migdałów brzmią obłędnie. W czasie tegorocznych wakacji jadłam takie i były naprawdę przepyszne. Więc w połączeniu z czekoladą... to naprawdę może być coś super. 
Opakowanie jest w takim samym stylu co u koleżanki, oczywiście w innej kolorystyce i z innymi obrazkami. Bardzo mi się podoba, chociaż po raz kolejny ten kwadratowy śnieg... ale dobra, nie czepiam się już.


Po wyjęciu tradycyjnie zastajemy małą jak na swoją wagę czekoladę, podzieloną na cztery rządki po cztery kostki w każdym. Jest zwyczajnie brązowa, jedynie na odwrocie prześwitują kawałki orzechów.


Zapach jest bardzo ładny, niby zwyczajny mleczny, ale jednak wyczułam nutkę kinderków. 
Produkt, tak jak poprzednik, jest twardy i łamie się z trudnością,  powodując trzask. Nie rozpuszcza się niestety bagienkowo, trochę wodniście.


W smaku Ritterka jest słodka, niby mleczna, ale jednak nie do końca, bo wyczułam lekką nutkę deserowości. Po za tym... to w sumie nic więcej nie czuć. Żadnych karmelizowanych migdałów. Ostatecznie można by stwierdzić (ale z naciąganiem), że jest to mleczna czekolada orzechowa. Jedyną atrakcją są tutaj chrupiące drobinki orzechów.


Czekolada nie była zła, nawet była smaczna. Ale nie dostałam tego co obiecali mi producenci, a szkoda. Bo zapowiadało się naprawdę świetnie, a zwykła czekoladę orzechową to ja mogę sobie kupić wszędzie. Z tego powodu wystawię taką ocenę jaką wystawię, oraz raczej nie skuszę się na ponowny zakup.

Ocena: 3/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Lidl.

niedziela, 11 grudnia 2016

#103 Recenzja: Nestle, mleczny renifer z drażetkami.

Wczoraj bałwan, a dzisiaj renifer. Ale jaki renifer! Nie tylko zwyczajnie czekoladowy, a z ukrytymi drażetkami w środku. Cukierki Smarties często jadłam w dzieciństwie i bardzo dobrze mi się kojarzą, wtedy nazywały się Lentilky. Mam przeczucie, że ich połączenie z mleczną czekoladą może być naprawdę dobre, ale o tym przekonamy się już za chwilę...

Produkt prezentuje się cudownie! Uśmiechnięty od ucha do ucha renifer, siedzący w saniach, z prezentami, dzwoneczkiem, bombkami... no powiedzcie, że nie jestem jedyną osobą, której tak bardzo podobają się te świąteczne figurki :D



Już wiecie, że bardzo lubię kiedy produkty tego typu, po zdjęciu opakowania, mają wyraźne rysy i kształty. Tutaj właśnie tak jest, co potęguje mój zachwyt. Renifer pachnie delikatną, mleczną czekoladą, taką najzwyklejszą w świecie. 


Czekolada rozpuszcza się bagienkowo, jednak wyczułam jakiś pierwiastek wodnistości. W smaku, jak zapewne większość się domyśla, jest mleczna i słodka. Jednak ta mleczność jest bardzo intensywna i szczególna, co działa jak najbardziej na plus. Kuleczki, które zastałam w środku, są kakaowe, słodziutkie, pokryte chrupiącą skorupką. Całość razem daje przyjemną, chrupiącą słodycz.


Podsumowując, renifer od Nestle jest naprawdę smaczny i godny uwagi. Pomimo tradycyjnego smaku, to jednak ma swój własny charakter i z chęcią zakupiłabym go ponownie.

Ocena: 5+/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Kaufand.

piątek, 9 grudnia 2016

#102 Recenzja: Milka, bałwan z mlecznej czekolady.

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam wszelkie Mikołaje, bałwany, renifery z czekolady. Bo nie dość, że to czekolada, to jeszcze w takim świetnym kształcie. Zawsze w czasie Świąt kupuję je sobie i cieszę się, jeśli coś takiego od kogoś dostanę. Dzisiejszego gościa kupiłam już w październiku (byłam chyba pierwszym klientem kupującym wtedy coś świątecznego... chociaż powiem szczerze, że nie lubię tego, że świąteczne rzeczy pojawiają się tak wcześnie, bo tracą swoją magię). 

No powiedzcie, czy to nie jest przeurocze? Uśmiechnięty, sympatyczny bałwanek, z super czapką i szalikiem, trzymający prezent... aż szkoda w ogóle go ruszać.


Po rozpakowaniu moja miłość do tego osobnika nie zmalała, wręcz przeciwnie. Delikwent jest bardzo dopracowany, zadbano o dosłownie każdy szczegół. Bardzo lubię kiedy w takim produkcie wyrysowane są wszystkie części dokładnie, bo często jest tak, że nie ma nic i nie dałoby się stwierdzić z czym mamy do czynienia poprzez patrzenie na samą zawartość. Jeśli chodzi o zapach, to jest po prostu mleczny, słodki, taki typowy jak u Milki. W smaku jest tak samo. Jeśli jedliście typową, milkową mleczną czekoladę, to na pewno wiecie o co chodzi. Bałwan jest bardzo słodki, radosny, lekko plastikowy. Ale dobry.


Nie liczyłam na jakiś szczególny i wyjątkowy smak, a na typowo milkowy. Bardzo go lubię, więc bałwanek mi smakował. Raczej nie kupiłabym go ponownie, bo wolę popróbować innych świątecznych rzeczy. A jeśli naszłaby mnie ochota, to wybiorę zwykłą czekoladę, bo po prostu wyjdzie to taniej.

Ocena: 5/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Kaufland.

środa, 7 grudnia 2016

#101 Recenzja: RitterSport, biała czekolada z kawałkami cukru cynamonowego i chrupkami ryżowymi.

Żeby wprowadzić trochę świątecznej atmosfery na blogu, to od dzisiaj aż do końca tego roku kalendarzowego będą pojawiały się tylko recenzje świątecznych produktów. Specjalnie już w październiku, prawdopodobnie jako pierwsza klientka, kupowałam takie rzeczy :D

Świąteczne Ritterki to już tradycja tej firmy, ja ją pielęgnuję dopiero od poprzedniego roku. Dlatego od razu jak tylko pojawiły się w sklepie, to wylądowały w moim koszyku. Czy okaże się, że te limitki to też porażka tak jak chociażby Weisse Joghurt-Mousse czy Knusper Tortilla Chips czy może jednak producenci dodali trochę świątecznej magii i okaże się inaczej? Zaraz się przekonamy.

Opakowanie jest skromne, ale efektowne. Tradycyjnie na środku jest logo firmy, po prawej stronie mamy natomiast dwie kostki przyjemnie wyglądającej czekolady, a po lewej cynamon. Nie rozumiem jedynie tych spadających kwadratów. Zapewne miał to być śnieg, ale... czemu kwadratowy? Ciekawiej byłoby gdyby zamiast nich widniały płatki śniegu. 


Po otworzeniu opakowania moim oczom ukazała się biało-beżowa czekolada, podzielona na cztery rządki po cztery kostki w każdym. Nie powiem, bo przeraziły mnie te brązowe obiekty. Pierwszym skojarzeniem były robaki. Nie mogłam pozbyć się tego wrażenia, co utrudniało mi konsumpcję, chociaż doskonale wiem, że przecież to niemożliwe... 
Zapach był ładny, cynamonowy, trochę korzenny, opatulony przez woń białej czekolady.. 


Produkt jest bardzo twardy, z trudem się łamie. W smaku najpierw czuć słodycz oraz białą czekoladę, która nie jest porywająca, ale też nie jest sztuczna i margarynowa. Za chwilę do moich kubków smakowych dociera nuta korzennych ciasteczek (które, tak przy okazji, uwielbiam) oraz cynamonu. Niestety tych przypraw nie ma zbyt dużo, nie są intensywne. Gdyby było ich więcej, to czekolada naprawdę mogłaby być mistrzostwem świata. W czasie jedzenia cały czas chrupią nam chrupki ryżowe, co w moim przypadku wychodzi na plus, bo bardzo lubię takie dodatki.


Podsumowując... Czekolada jest smaczna, nie jest porażką, jednak brakuje mi tutaj tego czegoś. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, a naprawdę mogłaby, bo pomysł był super. Gdyby ktoś mnie nią poczęstował, to zapewne bym wzięła, jednak sama bym już raczej jej nie kupiła.

Ocena: 3+/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić- Lidl.

niedziela, 4 grudnia 2016

#100 Recenzja: Kracie Popin Cookin DIY, Pudding Parfait.

To już setny post, ale to zleciało! Pamiętam, że w swoim życiu miałam tylko jednego bloga, na którym pisałam długo, ale do setki nie dobiłam. Dlatego jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. Początkowo miał być to blog  tylko o mnie, z dodatkiem recenzji, jednak szybko stało się inaczej- recenzje grają tutaj główną rolę, ale mi to wcale nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Kocham to, że mogę mieć tutaj taki swój mały świat. Na pewno nie porzucę tego bloga jak poprzednie, a będę go kontynuowała jeszcze długo. Oczywiście chciałabym też podziękować na wszystkie komentarze, wyświetlenia, miłe słowa. Gdyby nie to wszystko, to pisanie tego wszystkiego nie miałoby sensu. A więc teraz czekamy na kolejną setkę, a następnie pomnożoną przez dziesięć :D

W ramach dzisiejszego małego święta, chciałam zrecenzować coś szczególnego, wyjątkowego. Kojarzycie youtuberkę Agnieszkę Grzelak? Prowadzi ona na swoim kanale serię pt. "Japana Zjadam", w którym przyrządza przeróżne japońskie zestawy. Strasznie mnie zachęciła do wypróbowania czegoś takiego, udało mi się to znaleźć na polskiej stronie, więc... zamówiłam i dzisiaj pokażę Wam efekty :D

Nie lubię opakowań, na którym panuje chaos, bałagan i dużo się dzieje. Jednak w kwestii japońskich zestawów muszę zmienić kryteria oceniania, bo innych po prostu nie ma. To jest żywe, kolorowe, wesołe, ukazuje dziecięcą radość. Oczywiście jest rysunek puddingu, który jest tutaj do zrobienia. Gdyby ktoś chciał napisać, że na pewno jest to sama chemia i syf, to spójrzcie na koniczynkę w lewym, dolnym rogu, z napisem 0. Oznacza to, że produkt nie zawiera żadnych konserwantów, sztucznych aromatów i barwników. Tak jak wszystkie zestawy od Kracie :)


Z tyłu mamy instrukcję według której trzeba wykonać deser. Japońskiego nie znam ani trochę, ale dobrze, że są obrazki i dobrze, że istnieje ktoś taki jak Agnieszka Grzelak, kto już robił ten zestaw i mogę się na niej wzorować :P


Po otwarciu opakowania zastajemy torebkę, na której jest talerzyk do położenia całego deseru. To urocze, Japończycy zadbali nawet o to :D


W zestawie mamy tackę, pięć saszetek, kolorowe kuleczki, wafelka oraz łyżeczkę.


Pierwszym krokiem było rozcięcie tacki na trzy mniejsze kawałki.


Drugim krokiem było wlanie do największego pojemnika wody aż do zaznaczonego poziomu, następnie wsypanie proszku z żółtego opakowania i zamieszanie 80 razy. Sam proszek pachniał bardzo śmietankowo, natomiast po wymieszaniu z wodą zapach się nasilił i doszła jeszcze nuta budyniowa, mleczna.


Następnie należało odwrócić do góry nogami drugą tackę, z tymi trzema dziurami i umieścić tam niebieską saszetkę. Rozcięłam w odpowiednim miejscu, dolałam miarkę wody i zamieszałam. Powstała z tego gęsto-rzadka (mam nadzieję, że rozumiecie o co chodzi :P), półprzeźroczysta zawiesina. Pachniała jak bita śmietana. Opakowanie trzeba było złożyć i odłożyć na bok.


Kolejnym etapem było przesypanie proszku z pomarańczowej saszetki do pojemnika, dodanie miarki wody i wymieszanie 60 razy. Następnie przełożenie masy do trzech dziur w kształcie pomarańczy. Proszek pachniał bardzo słabo, delikatnie, ale dało się wyczuć oranżadę pomarańczową. Po wymieszaniu zapach się nasilił, był naprawdę piękny.


Tak samo trzeba było zrobić z czerwoną saszetką. Na początku nie pachniała niczym, a po wymieszaniu dało się wyczuć bardzo delikatny zapach prawdziwego soku wiśniowego.


Wszystko odstawiłam żeby stężało, a w tym czasie pokroiłam wafelka na pół i wyjęłam budyń, co było trudnym zadaniem, bo nie chciał wyjść z pudełka. Ale udało się! :D



Teraz pora na ostatnią saszetkę, brązową, czyli na sos! Do największego pojemnika trzeba było wlać miarkę wody, wsypać proszek i zamieszać. Otrzymana rzecz jest dosyć gęsta, ale nie ma żadnego zapachu.


Teraz pora na najlepsze, czyli ozdabianie :D





I efekt końcowy............


Nie wygląda to tak ładnie jak na obrazku, ani tak ładnie jak u Agnieszki, ale chyba nie jest aż tak tragicznie. 
Teraz w końcu przyszedł czas na degustację. Pomarańczki są jak taki odrobinę bardziej stężały kisiel, albo słabo stężała galaretka. Są słodkie, delikatnie pomarańczowe, bardzo dobre. Wisienka w konsystencji jest taka sama, słodziutka, owocowa, pyszna. Bita śmietana smakuje jak typowa bita śmietana, tylko dosłodzona, ponieważ jest naprawdę słodka. Wafelek jest jak opłatek, w konsystencji trochę stęchły, tak jakby leżał gdzieś na wierzchu przez długi czas. Masa budyniowa szybko się rozpuszcza w ustach, jest bardzo smaczna- budyniowo-śmietankowa, słodka. Kuleczki mnie zachwyciły, ponieważ są obtoczone przez chrupiącą, czekoladową skorupkę, a w środku znajduje się coś słodkiego, pysznego, owocowego. Jedząc całość odczuwamy smak każdego składnika.

Podsumowując, bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na zamówienie tego zestawu. Było naprawdę sporo zabawy przy tym, a na koniec czekał na mnie pyszny, słodki deser. Na pewno za jakiś czas skuszę się na inny wariant.

Ocena: 5/6

Czy kupię ponownie?- Tego samego nie, ale inne rodzaje zestawów na pewno.
Gdzie kupić: scrummy.pl