środa, 30 listopada 2016

#98 Recenzja: Nestle, Princessa dark cherry.

Wielbię batony, to chyba moja ulubiona (razem z czekoladą) wersja słodyczy. Wszędzie można je ze sobą zabrać, zawsze się sprawdzą, zazwyczaj zawierają akceptowalną liczbę kalorii jak na przekąskę, są dostępne w wielu ciekawych wariantach. Potrafię odnaleźć się w ciągnących, czekoladowych i miękkich osobnikach, jak i wśród twardych, kruchych wafelków. 

Nie jestem miłośniczką gorzkiej czekolady (chociaż staram się przekonywać co do niektórych) oraz motywu owocowego w słodyczach (nie zawsze się to oczywiście sprawdza), a już połączenie ciemnej czekolady z wiśnią... czy chociażby pomarańczy, innego owocu... raczej nie dla moich kubków smakowych. Mimo wszystko kupiłam taki wariant Princessy, dlaczego? Raz, to jest nowość. Dwa, edycja limitowana. Trzy, mam jakieś dziwne zaufanie do tych batonów. Czy słusznie?


W środku zastałam długiego batonika oblanego pysznie wyglądającą, brązową czekoladą, z licznymi wypustkami na wierzchu. Całość pachnie głównie wiśnią, taką słodyczową, alkoholową. Oprócz tego wyczuwalna jest nutka czekolady deserowej.


Batonik jest podzielony na trzy warstwy wafelka oraz dwie warstwy kremu. Czyli typowo. 
Na samym początku degustacji czuję słodką i mleczną czekoladę, następnie do gry wchodzi kruchy, delikatny wafelek. Przez cały czas chrupią mi kuleczki z samej góry, które okazały się małymi kawałkami czekolady. Jednak to nie koniec wrażeń... niestety. Po krótkiej chwili wszystko zamienia się w mocną gorycz, nawet jakąś kwaskowość, dochodzi nuta wiśni. A więc to faktycznie jest to co obiecał nam producent, a ja nie powinnam była podchodzić do tego z taką ufnością.


Princessa dark cherry nie jest dla mnie, nie w moich klimatach. Jest naprawdę gorzka, wiśniowa, a moje kubki smakowe po prostu w takim czymś nie gustują. Na pewno znajdzie ona miłośników, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Jednak ja nim nie jestem.

Ocena: 3/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Carrefour.

niedziela, 27 listopada 2016

#97 Recenzja: LU, Mikado ciasteczka pokryte mleczną czekoladą.

Chyba większość osób, które, że tak powiem, są "w jedzeniowej stronie internetu" znają Pocky, japońskie paluszki pokryte czekoladą.  W Polsce nie są niestety łatwo dostępne, a szkoda. Będąc we Włoszech udało mi się upolować coś podobnego. 

Nie pamiętam jakie miałam smaki do wyboru, ale pamiętam, dlaczego wybrałam akurat ten. Byłam święcie przekonana, że jest o smaku kawy latte. Zapewne było to na początku wyjazdu, kiedy jeszcze nie znałam słowa mleko po włosku, plus musiałam źle spojrzeć, bo ewidentnie jest tutaj napisane coś innego. Ale nie narzekam, w końcu najważniejsze było dla mnie spróbowanie tych pałeczek.


W środku znalazłam całkiem sporo patyczków, w trzech czwartych pokrytych czekoladą. Zapach był mleczny, słodki, ale trochę sztuczny. W pewnym stopniu jak wyroby Milki.
Pierwszy gryz... czuję mleczną czekoladę, a w międzyczasie chrupie mi ciastko. I to tyle. Żadnych fajerwerków, żadnego efektu wow. To jest dokładnie tak jak petitki pokryte czekoladą, wręcz identyczne. Spodziewałam się, że te patyki będą jak paluszki, słone. Wtedy w połączeniu ze słodkim byłoby trochę ciekawiej.


Podsumowując, pałeczki od Mikado były smaczne. Plus za bardzo ciekawą formę. Można je nosić zawsze przy sobie i przegryzać, albo moczyć chociażby w kakao. Fajnie było spróbować, jednak nie skuszę się na więcej, bo zawsze mogę kupić sobie petitki w czekoladzie i będę miała prawie to samo. Chociaż oczywiście jakichś innych, ciekawszych smaków będę dalej poszukiwać.

Ocena: 4/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: włoski Carrefour, scrummy.pl)

piątek, 25 listopada 2016

#96 Recenzja: Schogetten, czekolada mleczna z nadzieniem jogurtowo-malinowo-twarogowym i kawałkami herbatników.

Wczoraj omówiłam Schogetten o smaku jagodowej muffinki z nadzieniem jagodowym, a dzisiaj pora na koleżankę o smaku malinowego sernika, lub jak napisał producent z tyłu, z nadzieniem jogurtowo-malinowo-twarogowym i kawałkami herbatnika.

Opakowanie jest utrzymane w takim samym kolorowym, żywym, radosnym motywie. Również zdecydowanie zwraca uwagę. Nie będę się bardziej rozpisywać, z poprzedniej recenzji zapewne wiecie, że bardzo mi się ta szata graficzna podoba.


W środku tradycyjnie zastajemy sreberko, a pod nim sporo mini czekoladek, z gwiazdkami na wierzchu. Zapach jest bardzo ładny. Jogurtowo-twarogowy, mleczny, w pewnym stopniu sernikowy, z nutką maliny, ale nie prawdziwej, a takiej mambowej. Słodki, dziecięcy, przyjemny.


Ogólnie nie przepadam za sernikiem, jednak tutaj nie liczę na typowy smak tego ciasta. Zresztą, już raz się przekonałam, że połączenie dwóch niezbyt pasujących dla mnie smaków mogą dawać naprawdę smaczną całość. Pamiętacie batonika o smaku sernika cytrynowego...? No właśnie.
Czekolada jest dosyć gruba, ale to dobrze, bo jest przyjemnie, słodko mleczna, rozpuszcza się bagienkowo. Jeśli chodzi o nadzienie, to na pewno jest jogurtowe, lekko kwaskowe, słodkie. Nie byłam w stanie wyczuć malin, bardziej coś mambowego, tak jak w zapachu. Tutaj byłam w stanie wyczuć herbatniki. Były bardzo malutkie, twarde, lekko stęchłe, bez smaku.


Jogurtowa koleżanka wypadła znacznie lepiej, jednak tutaj też nie było źle. Czekolada jest smaczna, ciekawa, nawiązująca do sernika. Wiem, że z tej serii są jeszcze dwa inne rodzaje, ale niestety u mnie w sklepie ich nie było. Jeśli kiedyś je zobaczę, to na pewno zakupię.

Ocena: 5/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Żabka.

środa, 23 listopada 2016

#95 Recenzja: Schogetten, czekolada mleczna z nadzieniem jagodowym i kawałkami herbatników.

Pisząc tego posta jest połowa września, zostanie opublikowany w listopadzie, więc czekolady nie będą już czymś super nowym. Ale na tę chwilę są, więc tak będę się zachowywała. 
Kiedy tylko dowiedziałam się o ich istnieniu, czym prędzej poleciałam do sklepu. Moje miasto ma tendencje do opóźniania się jeśli chodzi o wprowadzanie nowości, jednak na szczęście w tym przypadku było inaczej, a ja stałam się szczęśliwą posiadaczką trzech tabliczek czekolady.

Produkt na pewno przyciąga uwagę. Opakowanie jest żywe, kolorowe, energiczne. Widzimy na nim muffinkę, jagody, kostki czekolady, piękny napis "Limited Edition", napis "Let's cake" (ciastnijmy sobie, a co!) Mam wrażenie, jakby wszystkie te elementy latały w jakiejś innej przestrzeni, kosmosie.
 Dzisiejszy gość ma być o smaku jagodowej muffinki, jednak patrząc na tył opakowania możemy przeczytać, że jest to po prostu czekolada z nadzieniem jagodowym i kawałkami herbatników.


Czekolady Schogotten odróżniają się od innym formą. Nie jest to jedna, cała czekolada, a kilka małych czekoladek. Jestem osobą, która lubi jeść tego słodycza jak batonika, jednak taka struktura nie przeszkadza mi w jakimś dużym stopniu. Za to za każdym razem przy otwieraniu opakowania, a potem kolejnej warstwy- sreberka, kilka sztuk ląduje za podłodze.
Zapach jest oszałamiający, przysięgam. Intensywny, mocny, bardzo jagodowy, owocowy, cukrowy z nutką czegoś jeszcze, czego nie jestem w stanie określić. Po prostu raj dla nosa. Czy tak samo będzie taj dla kubków smakowych?


Czekolada jest mleczna, słodka, typowa. Rozpuszcza się bagienkowo <3 Pod nią kryje się dosyć zbite, jagodowe nadzienie. Jest mniej słodkie od polewy, da się nawet wyczuć delikatną kwaskowość jagód. Momentami można wyczuć chrupiące kawałki liofilizowanych owoców. Nie byłam w stanie wyczuć tych obiecanych herbatników, ale jest ich zaledwie 1,1%, więc nic dziwnego. Całość współgra ze sobą naprawdę bardzo dobrze, smakuje przepysznie.


Od samego wyglądu, przez zapach, aż po smak, czekolada nie przestawała robić na mnie dobrego wrażenia. Nigdy nie jadłam czegoś takiego, kompletnie nowe doświadczenie. Zdecydowanie nie żałuję kupienia i bardzo się cieszę, że mam do spróbowania również koleżankę.

Ocena: 6/6

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Żabka.

niedziela, 20 listopada 2016

#94 Recenzja: Fiorentini, wafle ryżowe w jogurcie borówkowym.

W jednym ze sklepów ze zdrową żywnością w moim mieście bardzo często kupuję takie mini wafelki ryżowe o różnych smakach- bazylia z pomidorem czy sól morska. Mają świetny skład i są bardzo smaczne. Firma produkująca ten produkt jest włoska i nazywa się Fiorentini. Bardzo się więc ucieszyłam, kiedy będąc tam na wakacjach znalazłam gościa dzisiejszego wpisu- wafle ryżowe polane jogurtem borówkowym. Jak wypadnie?

Producenci zapewne chcieli aby opakowanie wyglądało na zdrowe. Może na to wskazywać chociażby pani po prawej stronie, która medytuje. Niestety nie udało im się to, ponieważ za dużo się tutaj dzieje, wszystko powinno być bardziej stonowane. Szczególnie kłuje mnie w oczy tło pod napisem "Yogo Rice".


W opakowaniu mieści się dziesięć wafli, pokrytych jasno-fioletową, bardzo ładną polewą. Zapach jest delikatny i łagodny, słodki, owocowo-jogurtowy.


W konsystencji całość jest bardzo twarda, niezbyt przyjemnie się to gryzie. Jeśli chodzi o smak, to zdecydowanie czuć polewę, która jest delikatna, lekko borówkowa, odrobinę mleczno-jogurtowa, ogółem bardzo przyjemna. Wafle ryżowe są bez smaku, wyczuwamy je tylko poprzez konsystencję. Jak dla mnie, świetnym pomysłem byłoby zrobienie cukierków z samej polewy Byłyby to takie małe kuleczki, w całości zrobione z tej borówkowo-jogurtowej masy- gwarantuję, że byłyby cudowne.


Podsumowując, fajnie było spróbować czegoś nowego, ale jednak nie skusiłabym się na więcej. Pozostaję wierna swoim wytrawnym smakom, dostępnym w Polsce.

Ocena: 4/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: włoski Carrefour.

piątek, 18 listopada 2016

#93 Recenzja: Polska Krówka, Sękacz orzechowy.

Po nieudanym spotkaniu z krówkowym sękaczem nie byłam zachwycona próbą testowania kolejnego smaku. Ale podjęłam męską decyzję, że zrobię to jeszcze tego samego dnia, tuż po spróbowaniu felernego kuzyna.

Opakowanie również jest nijakie, nie zwracające uwagi, monotonne. Do tej pory nie wiem dlaczego zdecydowałam się na ich kupno. Może fakt, że jeszcze nigdy tego nie próbowałam, oraz smaki, które bardzo lubię?


W środku również zastajemy nagiego wafelka z falami, wyglądającego jak rura. Pachnie orzechowo, tak jak masło orzechowe z dodatkiem soli. No cóż, poprzednik też pachniał ładnie...


Po przekrojeniu na pół ponownie zapach się nasilił, a nadzienie znów przypomniało mi mięso, tym razem mielonkę. Zaczęłam od czegoś najbezpieczniejszego, czyli wafelka. Tak jak w wersji poprzedniej, był stęchły, jakby podstarzały, ale byłam przygotowana na to, że najgorsze jeszcze przede mną. I nie myliłam się. Nadzienie również było obrzydliwie, paskudnie słodkie. Czy producent naprawdę do końca nie przemyślał co robi? W konsystencji jest mniej zwarty niż w wersji krówkowej, ma w sobie dużo drobinek cukru, w smaku jest delikatnie fistaszkowy. Ten orzechowy posmak jest naprawdę przyjemny, ale co z tego, skoro co chwilę jest tłumiony przez cukier.


Nie liczyłam, że dostanę coś zjadliwego i nie pomyliłam się. Ja rozumiem, że słodycze powinny być słodkie, ich przeznaczeniem jest uzupełnić braki cukru w krwi, ale są pewne granice, których się nie przekracza. A sękacze od Polskiej Krówki zdecydowanie je przekraczają.

Ocena: 2/6

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Dino.

środa, 16 listopada 2016

#92 Recenzja: Polska Krówka, Sękacz krówkowy.

Ludzie na wyjazdach kupują sobie pamiątki a ja... jedzenie. Nie ważne czy jestem za granicą, w Polsce czy u rodziny. Zawsze w sklepach wyszukuję jakichś nowości, ciekawych produktów, zawsze wejdę do jakiegoś sklepu ze zdrową żywnością. Nie kręcą mnie jakieś figurki, monety, inne typowe pamiątki. Nie potrzebuję ich dużo, w końcu tylko stoją i ładnie wyglądają. Za to jakieś dobre jedzonko wyląduje w moim brzuchu, więc i ja i on będzie zadowolony. A ja mam coraz więcej materiałów na recenzje. 

Dzisiejszy produkt przyciągnął mnie... w sumie to nie wiem czym. Opakowanie jest takie sobie, nudne, nieciekawe. Jest to całkowity no-name. Długo w internecie szukałam kto jest jego producentem, ale  kompletnie nigdzie nie ma o nim wzmianki (będę pierwsza!) więc musiałam udać się do kosza i wyciągnąć wyrzucone wcześniej opakowanie. Dobrze chociaż, że było na wierzchu.


W środku czeka na nas dosyć ciężkawy wafelek, całkowicie nagi, bez żadnej polewy, żadnych dodatków. Wyglądem przypomina trochę rurę. Zapach jest lekko karmelowy, ale mało wyraźny.


Po rozkrojeniu moją pierwszą myślą była parówka włożona do wafelka. Na szczęście zapach był już o wiele mocniej wyczuwalny i była to wyraźna karmelowa krówka, więc mogę być spokojna :P Sam wafelek jest stęchły, jakby leżał gdzieś przez bardzo długi czas. Smakuje tak samo jak te do lodów. Nadzienie jest zbite, lekko karmelowe (na pewno nie krówkowe) ale przede wszystkim obrzydliwie słodkie. Zdecydowanie przedobrzone. Dodatkowo w czasie gryzienia cały czas czujemy drobinki cukru. Po jednym gryzie miałam już dosyć.


Nie lubię tych cienkich wafelków przy lodach (w tym sękaczu właśnie takowy mamy), a z całego słodycza to właśnie on najbardziej mi smakował... Reszta jest po prostu niezjadliwa. Dodatkowo nie wiem dlaczego nazwali produkt sękaczem, kiedy do niego mu jest bardzo daleko, nawet bez próbowania możemy stwierdzić to na podstawie konsystencji.

Ocena: 2/6
(zmieniam skalę ocen na szkolną :D)

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Dino.

niedziela, 13 listopada 2016

#91 Recenzja: Wedel, czekolada gorzka z cząstkami grejpfrutowymi i chrupkami.

Jakiś czas temu pojawiły się trzy nowe warianty smakowe czekolad od Wedla, z kawałkami różnych owoców. Gorzka z kawałkami grejpfruta była trzecia w kolejności do kupienia, bo byłam bardziej ciekawa pozostałych, jednak padło tylko na nią. Dlaczego? Leżała na przecenach, ponieważ kończył się jej termin ważności. Więc raz- spróbuję jej od razu, bez rzucania w czeluści skrzynki ze słodyczami i czekania aż za rok sobie o niej przypomnę, oraz dwa- uratowałam tę biedulkę przed wyrzuceniem. 

Opakowanie mi się podoba- ma w sobie wiele kolorów, motywów i wzorów, a jednocześnie jest eleganckie i z klasą. Czysty Wedel.


Zapach jest zdecydowanie grejpfrutowy, powiedziałabym nawet, że o wiele bardziej wyczuwalny jest ten owoc niż czekolada. Dzięki temu mam wrażenie, że tych cząsteczek grejpfrutowych będzie sporo, a nie jak na lekarstwo. Tak powinno być.


Całość w smaku jest dosyć słodka, ale nie jak tradycyjne czekolady, z kolei nie jest też ani gorzka, ani deserowa. Powiedziałabym, że ma cechy obydwóch. W czasie jedzenia cały czas obecne są chrupki, które bardzo przyjemnie przemieszczają się między naszymi zębami. Co chwilę natrafiamy na żelka, który jest bardzo mocno grejpfrutowy pomarańczowy. Po zjedzeniu czuć w ustach gorycz, ale delikatną i łagodną.


Podsumowując, czekolada była smaczna, warta uwagi. Nie była też jednak czymś nie wiadomo jak zaskakującym i wyrywającym ślinianki ze spokojnego trybu życia.

Ocena: 7/10

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: każdy supermarket.

piątek, 11 listopada 2016

#90 Recenzja: Miami, czekoladowe żabki z nadzieniem o smaku jabłkowym.

Wszystko co urocze, śliczne, kochane zdecydowanie przyciąga moją uwagę. Tak też było z dzisiejszym gościem programu, czyli czekoladowymi żabkami. No bo halo... czekoladki w kształcie żab? Były trzy warianty smakowe- mleczne, truskawkowe i jabłkowe. Wybrałam te ostatnie, bo wydawały mi się najbardziej oryginalne i ciekawe.

 Spójrzcie tylko na to opakowanie. Czy ono nie jest prześliczne? Uśmiechnięta żaba z czapką czarodzieja i różdżką, kociołek, zapowiedź tego jak wygląda żabka. Całość utrzymuje się w klimatach Harrego Pottera, takich magicznych, tajemniczych.


Po wyjęciu zawartości zakochałam się jeszcze bardziej. Mamy pięć małych żabek, ale za to jakich żabek! Mają prawdziwy kształt, rysy, każdy detal i szczegół jest idealnie dopracowany. Coś pięknego! Od razu do mojego nosa dotarł również śliczny, jabłkowy, słodki zapach.




W konsystencji żabka jest miękka, chociaż nadzienie jest dosyć zbite. W smaku czuć polewę, czyli mleczną czekoladę, oraz środek, który jest mleczno-jogurtowy z aromatem jabłkowym. Całość rozpuszcza się do bardzo gęstego kremu. Na początku bardzo mi smakowało, jednak z każdym kęsem produkt stawał się coraz słodszy i słodszy, aż zaczął przekraczać granice. Po zjedzeniu wszystkiego i połknięciu było najgorzej, dosłownie wykrzywiło mi twarz ze słodyczy.


Podsumowując, produkt niestety lepiej wygląda niż smakuje. Producenci mieli bardzo fajny pomysł, jednak przedobrzyli z cukrem. Z tego powodu nie kupiłabym tego po raz drugi. Jedynie inne warianty smakowe dla wypróbowania, ale nie liczyłabym tam na coś innego.

Ocena: 5/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Biedronka.

środa, 9 listopada 2016

#89 Recenzja: Cuorenero, makaroniki waniliowe.

Od zawsze chciałam spróbować makaroników, bardzo ciekawił mnie ich smak. Niestety u nas w sklepach nie są dostępne, wiem jedynie, że stoisko z nimi było (nie wiem czy dalej jest) w jednej z łódzkich galerii. Dlatego były one na mojej liście do znalezienia w czasie wyjazdu we Włoszech. I udało się! Co więcej, znalazłam je na zwykłej stacji benzynowej. 

Nie pamiętam czy miałam do wyboru inne warianty smakowe, czy był tylko jeden, ale tak czy siak przyszło mi zmierzyć się z waniliowymi makaronikami. Opakowanie na pewno przyciąga uwagę, bo jest zdecydowanie inne, zagraniczne, z dobrze dobranymi kolorami i ułożeniem, ciekawe, delikatne, subtelne.


Nie wiem jak to się stało, że nie zrobiłam zdjęcia od razu po wyjęciu makaroników z opakowania. Z tego powodu na zdjęciu jest niekompletny zestaw, ale możecie sobie wyobrazić, że w środku siedzi jeszcze jedno, takie samo ciastko. Trochę się zdziwiłam kiedy je wyjęłam, bo zawsze kojarzyłam te słodycze z malutkimi ciachami wyglądającymi jak hamburgery (tak też jest na opakowaniu). A tymczasem dostałam coś wyglądającego jak zwykłe, przekładane kremem ciastka. Makaroniki nie mają kompletnie żadnego zapachu.


Konsystencja jest czymś dziwnym i zupełnie dla mnie nowym. Ciasteczka obecne z dwóch stron makaronika są trochę jak herbatnik, ale taki strasznie kruchy, po włożeniu do ust w kilka sekund zamieniają się w proszek. Przypominają też sucharki, bo są "zasuszone". Za to smaku nie mają praktycznie wcale. Tak samo nadzienie- jest słodkie, ale nie da się w nim wyczuć nic konkretnego, a już na pewno nie ma tam wanilii. W konsystencji jest mocno zbite.


Całość smakuje po prostu nijak. Jedyne co czuję to słodycz, która jest wręcz obrzydliwa po pewnym czasie. W makaronikach jedynie konsystencja jest czymś, co mogłabym ocenić na plus, bo jest ciekawa i zupełnie nowa.


Jeżeli każdy rodzaj makaroników smakuje podobnie, to już wiem, że nie będę ich miłośniczką. Może też być tak, że akurat ja wybrałam jakieś felerne. Nie wiem, bo doświadczenia z nimi nie mam kompletnie żadnego. Ale zawiodłam się i to dosyć mocno.

Ocena: 3/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: włoska stacja benzynowa.

niedziela, 6 listopada 2016

#88 Moje obiady - część 1.

Tak jak zapowiedziałam, oprócz serii ze śniadaniami, pojawi się też seria z obiadami.
Nie przedłużając, zapraszam do czytania, może coś Wam się spodoba? :D

1. Wegańska tortilla z tofu, sojową kiełbaską i keczupem.
Jem to już któryś raz z rzędu, bo po prostu się zakochałam :D 
Samą tortillę robi się naprawdę bardzo łatwo i bardzo szybko. 100g mąki trzeba wymieszać z wodą aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji, następnie smażyć na rozgrzanej patelni. Najlepiej żeby patelnia była do naleśników, bo na innej mi się rozwalało.
Tofu trzeba polać oliwą z oliwek, sosem sojowym oraz obtoczyć w czosnku granulowanym oraz innych przyprawach wedle uznania, u mnie była to wędzona papryka, pieprz i tymianek. Całość wymieszać i wstawić na jakiś czas do lodówki, smakuje naprawdę świetnie ♥
Placek posmarowałam keczupem, następnie położyłam wszystkie składniki, a na koniec jeszcze raz polałam keczupem, bo keczup jest super :D



2. Naleśniki ze szpinakiem z sosem pomidorowym i czosnkowym.
Nie robiłam ich, ale koniecznie muszę się pochwalić :D Kupiłam je w naleśnikarni u mnie w mieście już któryś raz z rzędu. Smażone są na miejscu, sosy są własnoręcznie robione, dodatkowo pani bardzo miła. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Bełchatowie, koniecznie zajrzyjcie do naleśnikarni Malinka! ♥



3. Wegetariańskie kotleciki z kaszy gryczanej z sosem pomidorowym i pieczone ziemniaczki.



4. Zupa krem z cukinii z prażonym słonecznikiem.



5. Wegański hamburger z marynowanym tofu, pasztetem z kalafiora, sosem pomidorowym, sałatą i pomidorem.
Sposób zamarynowania tofu opisałam w pierwszym punkcie :)



6. Marynowane tofu i prawie pół kilo gotowanych brokuł (oj biedny był po nich mój żołądek).
Sposób zamarynowania tofu opisałam w pierwszym punkcie :)



7. Kotleciki z kaszy jaglanej i szpianku z sosem pomidorowym.



8. Tortellini ze szpiankiem i czosnkiem z sosem pomidorowym.
Recenzję tortellini znajdziecie tutaj.



9. Makaron pełnoziarnisty z warzywną prawie zapiekanką.
Po uduszeniu na patelni warzywa trzeba było upiec, ale że byłam głodna i nie chciało mi się czekać, to zjadłam bez pieczenia. Również było bardzo dobre.



10. Kotleciki z brokułów i tofu.



Które z powyższych dań najchętniej byście zjedli? :D

Jeżeli szukacie jakichś ciekawych, smacznych i zdrowych przepisów to serdecznie zapraszam na stronę http://kobieceporady.pl/ 
W dziale "przepisy kulinarne" na pewno znajdziecie coś dla siebie :)

piątek, 4 listopada 2016

#87 SweetPlus, Sandwich biscuits 4oko milk&cocoa.

Pamiętacie batonika kinderkowego, którego kupiłam, bo musiałam wydać kuny chorwackie? W czasie ich wydawania do moich łapek wpadły również dzisiejsze ciastka. Podejrzewam, że są to zwykłe herbatniki z mleczno-kakaowym nadzieniem i nie oszołomią mnie niczym szczególnym. Ale lubię takie połączenia, więc liczę na coś po prostu smacznego. Jak będzie?

Opakowanie jest ładne, rysunki są realistyczne i kuszące. Nie podoba mi się jedynie logo firmy, które według mnie tutaj nie pasuje, zaburza wszystko.


Zapach jest harbatnikowo-kakaowy, przyjemny, chociaż nie jest to nic specjalnego. Za to po oddzieleniu dwóch ciastek od siebie powąchałam nadzienie i jedyne skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to... wymiociny. Choćbym nie wiem ile razy się wwąchiwała, za każdym razem czułam właśnie coś takiego. Bardzo zachęcająco, nie ma co.


Herbatnik jest twardy ale kruchy, kakaowy, nie zasładzający, lekko słonawy. Bardzo smaczny. Nadzienie jest mało zbite, coś jak topiący się krem. Chciałam oddzielić białą wersję od ciemnej, ale nie było to wykonalne, za to razem smakowały kremowo, mlecznie, kilka razy nawet poczułam iskierkę kinderków. W czasie jedzenia całości czuć tylko herbatnik, nadzienie gdzieś ginie, a szkoda, bo razem na pewno by się bardzo ciekawie dopełniały.


Podsumowując, ciastka były w porządku, ale byłoby o wiele lepiej, gdyby nadzienie było bardziej wyczuwalne (za to w zapachu może trochę mniej...) i bardziej treściwe. Gdyby tak było, zapewne kupiłabym produkt po raz kolejny, a tak to była to jednorazowa przygoda.

Ocena: 6,5/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: chorwacki sklep spożywczy.

środa, 2 listopada 2016

#86 Recenzja: Wedel, czekolada mleczna o smaku panna cotta.

Sama raczej nie kupuję tych wielkich, 300-gramowych czekolad, ponieważ cena jest dosyć wysoka, dodatkowo o ile nie mam problemu ze zjedzeniem na raz tabliczki 100-gramowej, to z tą większą byłoby już ciężej. Ale nie protestuję kiedy ktoś w prezencie taką mi daje, ba, nawet się z tego cieszę. Tak było z dzisiejszym gościem programu- mleczną czekoladą o smaku panna cotta od Wedla. 

Nigdy nie jadłam deseru Panna Cotta, więc nie będę w stanie ocenić czy ta czekolada faktycznie go przypomina. Ale patrzenie na opakowanie wywołuje u mnie ślinotok i wprawia moje kubki w poddenerwowanie, ponieważ deser prezentuje się oszałamiająco. Nie jestem zwolenniczką owocowych smaków w słodyczach, wole te "stonowane", ale tutaj akurat jestem bardzo ciekawa smaku.


W środku czekolada prezentuje się bardzo ładnie. Jest podzielona na prostokąty obtoczone murem, a w ich środku rosną roślinki. Na każdej z nich jest widoczny zawijas albo literka E od "E. Wedel". Jest to nowe ułożenie kostek, które weszło razem z nowymi opakowaniami. Z tego powodu nie czuję już tej magii dzieciństwa, jednak też nie mogę narzekać, bo wszystko prezentuje się pozytywnie.
Czekolada nie jest wybrakowana, w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął mi jeden pasek, ale nie wracajmy do tego...


Czekolada pachnie owocowo, słodko, trochę nienaturalnie. Jednak nie da się włożyć do czekolady prawdziwych owoców, samych, bez żadnych dodatków.


Czekolada jest miękka, trochę tłusta, rozpuszcza się długo i bagienkowo, chociaż to bagienko nie jest takie jakie być powinno. Taki zalążek bagienka. Ale zawsze coś. Po pierwszych gryzach mi smakowało. Czuć wedlowską mleczną czekoladę, słodycz, delikatnie owocowy posmak. Jednak po jakimś czasie wszystko zmienia się na gorsze. Owocowe nadzienie zaczyna dominować, staje się jednocześnie kwaskowe i tak słodkie, że aż pali podniebienie. Z czasem owocowość ginie i czuć tylko ten obrzydliwie słodki, przesłodzony cukier.


Albo zmienił mi się próg słodkości na niższy, albo producenci zaczęli dodawać o wiele więcej cukru do swoich wyrobów. Albo to i to. No ale nie, to nie dla mnie. Kocham Wedel, ale ta czekolada nie trafiła do mojego gustu.

Ocena: 5/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: każdy supermarket.