niedziela, 30 października 2016

#85 Recenzja: Sante, Go on! protein bar kakaowy z inuliną.

Najbardziej dostępne w sklepach proteinowe batony, za które nie trzeba wydawać multum pieniędzy, to go ony od Sante. Jak dla mnie, są to po prostu zwykłe batoniki z większą ilością białka, bo o jakichś wartościach odżywczych raczej nie możemy mówić. Ale też nie popadajmy w paranoję, w końcu człowiek potrzebuje wszystkiego, nawet słodyczy. Wystarczy zachować umiar.

Pamiętam, że pierwszy raz zobaczyłam te batoniki na bilboardzie przy drodze. Od razu przykuły moją uwagę bardzo ciekawą szatą graficzną. Opakowanie jest żywe, energiczne, idealne dla typowego batona dla sportowców (tak uważa producent, ja bym polemizowała, no ale...)


W środku zastajemy całką sporą, twardawą, brązową baryłkę z falami na wierzchu. Pachnie czekoladowo, kakaowo, intensywnie, jak połączenie deserowości z delikatną słodyczą. Bardzo zachęcająco.


W konsystencji baton jest zbity, zwarty, ale miękki. Taka trochę plastelina oblana czekoladą, dodatkowo trzeba go żuć, żuć, żuć... no i jeszcze raz żuć i żuć. Czyli jak na białkowe batony przystało. Całość na pewno jest słodka, ale również kakaowo-czekoladowa, z lekką mleczną nutką.


Baton jest dosyć specyficzny i albo ktoś go polubi, albo nie. Nie ma nic pomiędzy. Ja raczej zaliczam się do tej drugiej grupy osób. To była najdziwniejsza forma kakao (którego jest 2%...) jaką kiedykolwiek jadłam. Nie dość, że nie jestem miłośniczką kakaowych słodyczy, to dodatkowo takie dziwadło jeszcze bardziej mnie odrzuca.

Ocena: 5/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: większość supermarketów, sklepy sieci Społem, Żabka.

piątek, 28 października 2016

#84 Recenzja: Ferrero, Tronky latte e cereali.

Nie wiem jak to się stało, ale pomyliły mi się dwa produkty ze sobą. Dzisiejszy gość miał się pojawić jako pierwszy, a ten z ostatniej recenzji jako drugi. Dlatego w poprzednim początku wpisu możecie nie wiedzieć o co chodzi. Ale nie jest to raczej wielki problem, więc zapraszam do czytania :)

Opakowanie to cud, miód i orzeszki. Idealne barwy, rozmieszczenie, dopasowanie. Zapewne dlatego przyciągnął moją uwagę w sklepie.


Sam batonik jest dosyć maławy. Pokryty jest cienką, wafelkową otoczką, w kolorze jasnego brązu, z drobnymi wzorkami. Pierwsze co mi przyszło na myśl, to duplo, tylko, że bez czekolady.
Zapach... o mamuniu, to jest dopiero cudo! Bardzo intensywny, mega orzechowy, po prostu nieziemski ♥ Z czymś mi się bardzo mocno kojarzy, ale nie jestem sobie w stanie przypomnieć z czym.


Jedząc to cudeńko autentycznie czułam się jakbym fruwała gdzieś w obłokach, po świecie słodyczy, czekolady, orzecha, taka wolna, delikatna, lekka... ale niestety nigdzie nie leciałam, a siedziałam na łóżku. I bardzo dobrze, że sama, bo zapewne miny miałam przednie... :P
Ale przechodząc do sedna- smak jest po prostu obłędny. Nadzienie jest słodziutkie, ale nie zasładzające. Czujemy idealnie orzechowo-mleczny krem. Sama obudowa jest bardzo chrupka, delikatna. Połączenie obu części razem powoduje, że nasze kubki smakowe wręcz chcą wybuchnąć ze szczęścia. Całość ani trochę nie zajeżdża sztucznością, chemią.
Gdybym miała do czegoś do porównać, to chyba powiedziałabym, że to połączenie kinderków, ferrero rocher oraz jeszcze jednego, sekretnego składnika, który uzupełnia całość i sprawia, że szalejemy z poziomu endorfin- ale tej tajemnicy nawet ja nie znam :D


Jeżeli kiedykolwiek będziecie we Włoszech, koniecznie zaopatrzcie się w Tronky!

Ocena: 10/10

Czy kupię ponownie?- Jeśli kiedyś będę jeszcze we Włoszech, to tak.
Gdzie kupić: większość włoskich marketów.

środa, 26 października 2016

#83 Recenzja: Ferrero, Tronky cocco.

Wczoraj zachwycałam się batonikiem Tronky, od Ferrero, dzisiaj liczę na to samo. Przyjrzymy się bowiem kokosowemu koledze.

Opakowanie również bardzo mnie urzeka.Wszystko jest ładne rozmieszczone, kolory dobrze dobrane. Nic tylko brać do koszyka.


Ponownie wyjęłam małego i drobnego batonika, pokrytego tym razem beżową, wafelkową otoczką w ciekawe wzorki. Tak samo kojarzy mi się z duplo bez czekolady. Zapach jest bardzo mocno kokosowy, prawdziwy, naturalny, po prostu cudowny.


Środek to biała, bardzo mocna, intensywna, kokosowa masa. Przecudowna. Wyczuwamy również drobne kuleczki, które chrupią nam między zębami. Nie mam pojęcia co to może być, ale nie ujmuje to całości. Obydwie warstwy idealnie się ze sobą komponują, przenoszą nas do raju smakowego. Batonik smakuje identycznie jak rafaello. Ten sam wafelek, to samo nadzienie. Z tą różnicą, że w Tronky nie ma w środku orzecha, a na zewnątrz nie spotkamy się z wiórkami kokosowymi.


Podsumowując, Ferrero odwalił kawał naprawdę porządnej roboty. W sumie to firma z klasą, jedna z lepszych, więc nie ma się co dziwić. Jeśli chcielibyście spróbować tego Tronky cocco, to kupcie Rafaello, oskubcie je z wiórek, wywalcie ze środka orzecha i ta da... macie coś na wzór batonika prosto z Włoch!

Ocena: 10/10

Czy kupię ponownie?- Jeśli będę miała do tego okazję, to tak.
Gdzie kupić: większość włoskich marketów.

niedziela, 23 października 2016

#82 Recenzja: Novelle, Tortellini szpinak + czosnek.

Recenzje słodyczy czy słonych przekąsek są normalne, najczęściej pojawiające się na blogach. Post o soku czy maśle orzechowym już nie, ale mimo wszystko nie było to nie wiadomo jak zaskakujące. Za to takiego produktu jak dzisiejszy jeszcze u mnie nie było- tortellini ze szpinakiem i czosnkiem. Nie jest to produkt gotowy, trzeba go ugotować, dodatkowo nie nadaje się na przekąskę, a na obiad. Ale w sumie... dlaczego nie?

Jestem makaroniarą, więc sam widok tych malutkich zawijasów przyciągnął moją uwagę. Potem zachęcił mnie smak- szpinak + czosnek, niebo. Następnie zerknęłam na skład, który był perfekcyjny, więc nie ma bata, produkt ląduje u mnie w koszyku.


Przed ugotowaniem (obawiam się, że jestem jedyną osobą która wącha takie coś...) pachną wytrawnie, ale bez jakiegoś konkretnego, jednego smaku. Nawet trochę dziwnie, powiedziałabym, że mącznie-czosnkowo-serowo. Po ugotowaniu zapach był podobny, chociaż bardziej przypominał po prostu makaron, z jakimś wytrawnym nadzieniem.


Makaron smakuje jak... makaron. Wow, cóż za odkrycie. Farsz był słabo wyczuwalny, ponieważ nie było go zbyt dużo. Znajdował się tylko w połowie tortellini, ponieważ tylko z jednej strony było wolne miejsce, z drugiej było zaklejone ciastem. Jednak jedząc tylko połowę, w której nadzienie było, dało się je wyczuć, było to zdecydowanie połączenie szpinaku z czosnkiem. Całość polałam sosem pomidorowym z Pudliszek, a za drugim razem koncentratem pomidorowym (nie wiem czy powinno się go jeść samemu, ale cśś) i było bardzo smaczne.


Danie jest smaczne. Myślę, że osobom lubiące makaron, oraz szpinak i czosnek, powinno zasmakować.

Ocena: 8/10

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Lewiatan.
Skład:  Składniki ciasta: mąka z pszenicy durum 100%, woda, karoteny.
Składniki farszu: szpinak 65%, czosnek 5%, olej, błonnik pszenny, sól, pieprz, przyprawy.

piątek, 21 października 2016

#81 Recenzja: Michel et Augustin, super cookies coeur fondant.

Zagranicznego jedzonka czas dalszy! Jeszcze trochę będziecie musieli się z nim pomęczyć :D

Te ciastka kupiłam tylko ze względu na opakowanie. Bardzo mi się spodobało, jest takie inne, jakby domowe. Z napisów można wywnioskować, że jest francuskie, a Francja kojarzy mi się z produktami dobrej jakości, bardzo dopracowanymi.


W środku zastałam brązowe, tekturowe pudełeczko, w którym siedziały dwa ciastka. Małe, brązowo-beżowe, z kawałkami czekolady. Wyglądają tak jak wszystkie typowo amerykańskie, które dostępne są też u nas. Prawdę mówiąc po tak zachęcającym opakowaniu, środek ciut mnie zaskoczył, niezbyt pozytywnie. Nie chciałabym, żeby to było zwykłe ciastko. 


Zapach bardzo mnie zaciekawił. Czuć lekkość i maślaność, niby typowo, ale jednak zupełnie inaczej. Dodatkowo pachniały tak, jakby były pieczone w piecu.


Są twardawe, ale kruchutkie, po ugryzieniu bardzo łatwo rozpadają się na mniejsze kawałki. W smaku wyczułam słodkość, ale bardzo przyjemną, wręcz idealną. Ciastka są kwintesencją delikatnej maślaności, lekkości, klasy. Doskonale komponują się z nadzieniem, które jest jak puszysta, kakaowa pianka.


Pomimo obaw po otworzeniu opakowania, degustacja zakończyła się bardzo pozytywnie. Ciastka są inne od tradycyjnych amerykanek, mają swój oryginalny smak, swój charakter. Odejmę jeden punkt za to, że w nadzieniu nie wyczułam obiecanego orzecha.

Ocena: 9/10

Czy kupię ponownie?- Jeśli będę miała okazję, to tak.
Gdzie kupić: włoski Carrefour.

środa, 19 października 2016

#80 Recenzja: J.D.Gross, czekolada gorzka z kawałkami karmelu.

Nigdy nie byłam miłośniczką gorzkiej czekolady, w końcu czekolada powinna uzupełnić braki cukru w moim organizmie, a nie wykrzywiać mi twarz z goryczy. Ostatnio zaczęłam się jednak do nich przekonywać, zwłaszcza, że wiele z nich ma bardzo ciekawe dodatki smakowe. Tak też jest z dzisiejszym delikwentem. Zobaczyłam ją na przecenie w Lidlu i dlatego przykuła moją uwagę, a po zobaczeniu, że jest z kawałkami karmelu, które uwielbiam, pomyślałam sobie, że dlaczego nie? Może to będzie coś naprawdę wartego uwagi?

Opakowanie jest bardzo ładne, dostojne, z klasą. Mam wrażenie jakby produkt była z wyższej półki, sprowadzany gdzieś zza granicy, od firmy niezwykle dobrej jakości. Mamy informację, że czekolada jest zrobiona z ziaren kakao odmiany arriba (nie wiem co to oznacza, ale brzmi bardzo dostojnie), jest prawdopodobnie aż z Ekwadoru, ma 70% kakao (więc nie powinno być źle). Kostki czekolady prezentują się wyjątkowo realistycznie, natomiast kawałki karmelu przypominają trochę cukier brązowy, sól, czy kawałki jakiegoś kamienia... chociaż w sumie nie wiem jak wygląda karmel, więc może to i on. Ale to nie jest aż tak istotne, liczy się to co jest w środku.


Bardzo miło zaskoczyło mnie to, co zastałam po otworzeniu. Opakowanie jest kopertówka, naprawdę świetny pomysł. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim, ale odbieram to bardzo pozytywnie. Kolejny plus, klasa sama w sobie.


Czekolada jest ciemnobrązowa, podzielona na pięć rządków, po dwie kostki w każdym. Jest dosyć cienka i lekka, twardawa. Na każdej kostce widnieje napis firmy oraz dwa konie z coś na wzór lustra czy obrazu pomiędzy nimi. Wszystko jak widać jest dopracowane i dopięte na ostatni guzik, kolejne brawa.
Jeśli chodzi o zapach, to zdecydowanie czuć gorzką czekoladę, oraz nutkę pomarańczy. Pytanie tylko jak to możliwe, skoro jej tutaj nie ma?



Pierwszy gryz... czyżby to była czekolada mleczna? Dokładnie takie miałam odczucie. Jednak szybko się to zmieniło, produkt zaczął się rozpuszczać pozostawiając po sobie coś wodnistego. Teraz z kolei myślałam, że będzie to coś czekoladopodobnego. Ale nie nie nie, nagle dotarła do mnie gorycz, ale nie nieznośna, a naprawdę przyjemna. W czasie całej smakowej podróży chrupały mi między zębami kawałki karmelu, które momentami dodawały słodkości. Z każdym kolejnym kęsem intensywność i smak narastały.


Podsumowując, takiego czegoś się nie spodziewałam. Moje kubki smakowe doświadczyły przeróżnych doznań, zdecydowanie nie było nudno ani monotonnie, a ciekawie i smacznie. Producentom udało się stworzyć coś oryginalnego i własnego, przekonali mnie do siebie i na pewno sięgnę po inne warianty smakowe.

Ocena: 9/10

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: Lidl.

niedziela, 16 października 2016

#79 Recenzja: Wedel, Kamelove czekolada biała karmelowa.

Wedel to firma, która od zawsze i na zawsze jest u mnie na pierwszym miejscu. Ich czekolady jadałam w dzieciństwie, dzięki czemu mam z nią bardzo miłe wspomnienia i mam do niej ogromny sentyment. Nawet pomimo tego, że zawiodłam się na jednym z ich najnowszych batonów (KLIK) oraz nawet pomimo tego, że ubóstwiam Lindt i Milkę- Wedel zawsze na pierwszym miejscu. Cała moja rodzina ma podobnie (przy czym nie wiem czy to takie dobre, bo wtedy mniej zostaje dla mnie :P) A Wy macie taką firmę, która od razu powoduje banana na Waszej twarzy i przywołuje Wam miłe wspomnienia?

Nowość od Wedla (trochę starsza nowość, ale cśśś) biała karmelowa czekolada. Biały rodzaj to mój ulubiony, karmel również lubię- brzmi naprawdę zachęcająco. 
Opakowanie jest ładne, poukładane, z klasą. Jest wykonane ze śliskiego i błyszczącego materiału. Cały czas jestem przyzwyczajona do tego starego wyglądu i ciężko jest mi się przestawić na nowy. Ale trzeba przecież iść do przodu, nie wolno stać w miejscu- a w tym wypadku nowe opakowanie jest nowocześniejsze, bardziej przystosowane do obecnych czasów.


Tabliczka składa się z sześciu rzędów, po trzy zaokrąglone kostki w każdym. Całość jest beżowa, trochę tłustawa. Po otworzeniu do mojego nosa od razu dotarł niesamowity zapach. Rajusiu, co to było! Prawdziwa biała czekolada, karmel, maślanowość, słodkość, całą feria przecudnych zapachów! Samo wąchanie bardzo mocno wciąga, z trudem jest przestać.


Podekscytowana zapachem, biorę się za degustację. Po raz kolejny na całym cielę czuję dreszcze, napełniam się błogością, przenoszę się wysoko w chmury, odpływam od wszystkiego co mnie otacza... dokładnie tak czułam się jedząc Karmelove. To jest po prostu ideał. Prawdziwa biała czekolada, słodka, z delikatną nutą karmelu (wyczułam posmak krówkowy), głęboka, intensywna. Po zjedzeniu zostawia nam w ustach cudowny posmak. W czasie gryzienia trzaska nam między zębami, jest więc dosyć twarda. Jednak rozpuszcza się powoli, kremowo i bagienkowo <3


Podsumowując, mogę zmienić swój status na Facebooku na "w związku", bowiem całkowicie przepadłam i po uszy zakochałam się w tej czekoladzie. Nie wiem jak producenci ją zrobili, ale odwalili kawał dobrej roboty, oby tak dalej. Oczywiście na raz poszła cała tabliczka, nawet się nie podzieliłam z nikim :P

Ocena: 10/10

Czy kupię ponownie?- Tak.
Gdzie kupić: każdy supermarket.

piątek, 14 października 2016

#78 Recenzja: SL Technology, EURO blokic.

 Na samym początku chciałam bardzo przeprosić za małą aktywność na Waszych blogach. Niestety czas mi nie pozwala na to. Praktycznie codziennie wracam do domu o 16, potem nauka, zajęcia dodatkowe... nie mam nawet czasu na sen, przez co ciągle chodzę jak zombie. Ale obiecuję, że zawsze będę wszystko ładnie nadrabiać w weekend, albo w jakichś dzień tygodnia kiedy znajdę trochę czasu. Dlatego nie miejcie mi tego za złe <3

To bardzo fajne uczucie, kiedy jesteś w Chorwacji ostatni dzień, jesteś tam po raz ostatni w sklepie spożywczym i wciąż masz do wykorzystania kuny. W Polsce nie da się ich sprzedać i rozmienić na złotówki, więc trzeba wydać. Dodatkowo Twoja mama jest na tyle kochana, że proponuje Ci kupienie za to słodyczy do recenzji. Tym sposobem mam w swoim zapasie trochę chorwackich produktów, których normalnie bym raczej nie kupiła, bo nie wyróżniają się niczym wyjątkowym.

Dzisiaj przyjrzymy się batonikowi. Opakowanie jest słodkie, urocze. Wszystko ma swoje właściwe miejsce (oprócz tej daty ważności, zepchnęłabym ją na drugą stronę). Dodatkowo krówka przyjemnie do nas się uśmiecha, zaprasza do degustacji.


Po wyjęciu zawartości widzimy cienkiego, dwukolorowego batonika. Taka kanapka, z góry i z dołu biała warstwa, robiąca za chleb, a w środku brązowa, robiąca za nutellę czy jakiś czekoladowy krem. EURO blokic jest dosyć tłusty w dotyku. Całość pachnie delikatną, mleczną czekoladą- bardzo przyjemnie.
przepraszam za słabe zdjęcie, ale musiałam zrobić je starym telefonem, plus był wieczór i oświetlałam lampką
Pierwszy gryz... zaraz, zaraz... znam ten smak... toż to kinder jajko! Smak jest po prostu identyczny, tylko zamiast postaci jajka, mamy batonika, więc możemy dłużej cieszyć się smakiem. Uwielbiam wszystkie produkty od Kinder, więc EURO blokic bardzo mi podchodzi. W konsystencji jest troszkę inny, powiedziałabym, że nawet dziwny. Rozpuszcza się powoli, zostawiając po sobie mega gęsty krem, ale nie taki begienkowy. Oczywiście rozłożyłam słodycz na czynniki pierwsze- biała warstwa smakuje jak biała czekolada, a ciemna jak mleczna. Nic zaskakującego.
Gdyby takie batoniki były u nas w Polsce, a ja miałabym wybierać między nimi a kinder jajkiem, to chyba wybrałabym właśnie je. Bo smak jest identyczny, a EURO blokic jest większy, więc więcej pysznej czekolady dla mnie.

Ocena: 9/10

Czy kupię ponownie?- Jeśli będę w Chorwacji, to tak. Ale w Polsce mam odpowiednik w Kinderkach <3
Gdzie kupić: chorwacki sklep spożywczy, lub odpowiednik polski jest dostępny w każdym markecie.

środa, 12 października 2016

#77 Recenzja: Häagen-Dazs, strawberry cheesecake.

O lodach tej firmy dowiedziałam się z instagrama (pozdrawiam Tosterka, nie wiem czy mnie czytasz, chociaż pewnie nie). Bardzo mnie zaintrygowały, ale nie mogłam ich nigdzie u siebie znaleźć. W końcu się pojawiły, ale mocno powaliły mnie ceną. 25zł za pudełko lodów? Fakt, skład jak na lody mają naprawdę w porządku, jednak to sporo. Mimo wszystko kupiłam je, spróbowałam, wtedy jeszcze nie miałam bloga i nie pisałam nigdzie ich recenzji. Niedawno natknęłam się na nie w drugim sklepie, za mniejszą cenę, a mianowicie 19,99zł. To wciąż sporo, jednak nie kupuję ich przecież na co dzień, a według moich wyliczeń, to raz na rok. Padło na smak truskawkowego sernika. Czy lód faktycznie jest wart swojej ceny?

Opakowanie strasznie mi się podoba. Jest takie inne, zagraniczne. Wygląda na coś naprawdę wartego uwagi, coś lepszego, z klasą, z wyższej półki. Na pewno przyciąga wzrok klientów.


Po otwarciu naszym oczom ukazuje się mocno zbity lód, w kolorze beżowym, z delikatnie prześwitującymi ciemniejszymi obszarami. Na środku są brązowe kawałki czegoś, czego poprzez samo patrzenie nie jestem w stanie zidentyfikować. Może to jakieś ciasteczka? Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny, śmietankowo-jogurtowy. Wyczuwalna jest też nutka twarogowa, coś jak w batonach twarogowych.


W środku znajdują się trzy różne substancje. Pierwsza z nich, czyli lód, smakuje bardzo delikatnie, śmietankowo. Jedząc go ma się wrażenie, jakby jadło się coś naturalnego, domowego. Druga to wspomniane wcześniej niezidentyfikowane, ciemne obiekty, które okazały się ciasteczkami. Są bardzo mocno namoknięte od loda, ale je się je z przyjemnością. Smakują słodko, lekko słonawo, ciastkowo. Trzecią substancją jest czerwony sos. Ma bardzo intensywny, truskawkowy i słodziutki smak. Czyli typowa polewa, której lepiej nie jeść samej, bo można momentalnie przekroczyć granicę słodyczy. Jednak po połączeniu jej z czymś innym, bez problemu jest zjadliwa.


Podsumowując, lód smakował naprawdę bardzo dobrze. Z łatwością można zjeść na raz cały kubełek, naprawdę bardzo wciąga. Dałabym dziesiątkę, jednak muszę trochę odjąć za to, że nie smakował jak truskawkowy sernik. Bardziej jak lód śmietankowy z ciasteczkami i polewą truskawkową. Ale mimo wszystko warto zainwestować w produkty tej firmy, bo są naprawdę dobrej jakości.

Ocena: 8/10

Czy kupię ponownie- Tak.
Gdzie kupić: Tesco, E. Leclerc.

niedziela, 9 października 2016

#76 Recenzja: BombusEnergy, Raw Protein cocoa beans.

Skoro zaczęłam recenzowanie paczki od Bombus Energy od serii Raw Protein (banan, masło orzechowe) to zdecydowałam, że pociągnę już wszystkie dostępne rodzaje. Dlatego dzisiaj przyszła pora na wersję kakaową. Przyznam szczerze, że obawiałam się tego co zastanę. Raw Energy w tym wariancie smakowym miał w sobie wyczuwalną goryczkę, więc jeśli tutaj dodatkowo dojdzie białko... a ja nie jestem zwolenniczką gorzkich, mało słodkich przekąsek. Ale zobaczymy, może jednak moje obawy są zbędne :)

Opakowanie jakie było, takie jest- schludne, uporządkowane, inne, ciekawe, jesienne, zachęcające.


W środku zastałam bardzo ciemnego, o wiele bardziej niż węglowodanowy odpowiednik, batonika. Jest gładki, z drobnymi i mało licznymi kropeczkami. Pachnie... surowo. To najlepsze określenie. Na pewno wyczuwalne jest kakao, takie prawdziwe. Dodatkowo gdzieś tam wałęsa się delikatna, słodka nutka daktyli.


W konsystencji jest na pewno twardszy niż Raw Energy kakaowy, jednak nie w jakimś dużym stopniu. Jest plastelinowy, dosyć długo się go gryzie. Co chwilę wyczuwamy malutkie, twarde kuleczki. Nie mam pojęcia co to może być, jednak wcale to nie przeszkadza. Tak samo jak w poprzednich proteinowych wariantach, w środku wyczuwam proszek. Zapewne jest to białko.
Jeśli chodzi o smak, to jest prawdziwie kakaowy. Dzięki słodyczy daktyli nie jest to nieznośna gorycz, a delikatnie czekoladowe kakao. Nie jest niezjadliwy, nie jest obrzydliwie gorzki, jest naprawdę smaczny. Producenci bardzo dobrze wyważyli wszystkie składniki.



Raw protein cocoa beans nie smakował mi tak jak wersja bananowa czy ta z masłem orzechowym, ale i tak bardzo dobrze sobie poradził. Gdy będę miała okazję, to na pewno kupię go ponownie.

Ocena: 8/10

Gdzie kupić: sklepy ze zdrową żywnością, ja dostałam od firmy BombusEnergy (link do fb, link do strony internetowej, jest tam informacja gdzie można kupić batony online)
 Skład: daktyle, ziarno kakaowe, kakao

piątek, 7 października 2016

#75 Recenzja: Mars, Snickers White.

Wiele razy myślałam sobie jak cudownie byłoby spróbować snickersa w białej czekoladzie- mój ulubiony baton od tej firmy, polany moim ulubionym rodzajem czekolady... niebo. Lion, kit kat, twix w takim wariancie to zdecydowanie moje ulubione, więc tylko sobie wyobrażałam jakie imprezy działyby się u moich kubków smakowych gdybym dostała właśnie takiego snickersa. Nie wiedziałam czy gdziekolwiek takie w ogóle istnieją. A nagle, ni stąd ni zowąd, biedronka wprowadza do swojej oferty te cudeńka. Czy możecie sobie wyobrazić moją radość? Codziennie odwiedzałam ten sklep z nadzieją na znalezienie batona, jednak kilka razy kończyło się to rozczarowaniem. W moim mieście większość rzeczy pojawia się w opóźnieniem, dlatego w końcu po karkołomnych poszukiwaniach i oczekiwaniach dorwałam swoją zdobycz! Dawno nie byłam tak podekscytowana i zdenerwowana degustacją. Spodziewałam się naprawdę czegoś nieziemskiego. Czy słusznie?


Mamy do czynienia z 80-gramowym batonem, podzielonym na dwa kawałki. To całkiem sporo, ale jeśli mam być szczera, to zastanawiałam się czy to czasem nie będzie dla mnie zbyt mało. Oczekiwałam bowiem smaku tak cudownego, że nie zdążę dokładnie go przeżuć i przelać swoich odczuć do notatek, a już zniknie. Opakowanie mi się podoba. Jest proste, nie pstrokate, ale jednocześnie nowoczesne i efektowne. Dodatkowo ten przepiękny napis "Limited Edition". Czy wspominałam już, że działa na mnie jak lep na muchy? (albo światło na ćmy, bo w moim domu muchy są uparte i za nic nie lecą do lepów).


 W środku zastajemy batoniki polane białą czekoladą z typowymi falami na wierzchu. Zapach... hm, jaki zapach? Niestety jest bardzo słabo wyczuwalny. Po wnikliwym obwąchaniu delikwenta do mojego nosa doszło coś biało-czekoladowego, ale naprawdę musiałam się o to postarać.


W środku zastałam duże kawałki orzechów i ciągnący się karmel (dodać do tego polewę z białej czekolady... to było zdecydowanie najdłuższe robienie zdjęć, bo tak mnie ciągnęło do spróbowania!) Pierwszy gryz... na pewno rzuciło się w język (?) to, że trzeba naprawdę długo przeżuwać batona żeby go zjeść, dodatkowo serwuje nam poklejoną paszczę (a ja chyba mam dziury w zębach, bo jedzenie tego pana bolało).  Smak... jest taki jak zapach, czyli prawie tak jakby go nie było. Na pewno słodycz jest bardzo słodka, wręcz wykrzywia nam twarz. Czekolada jest słabo wyczuwalna, wyczułam w niej delikatną nutkę capuccino. Czuć orzechy, które dosyć często potrafią nam mocno chrupnąć między zębami. One zdecydowanie były najlepsze w tym batonie.

Podsumowując... zawiodłam się i to bardzo. Liczyłam na coś coś naprawdę porywającego, a dostałam niedopracowany i słaby baton. Mogło być naprawdę pysznie, ale producenci się nie postarali. Nie kupię go więcej na pewno, zostanę przy tradycyjnym smaku.

Ocena: 5/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: Biedronka, Lewiatan.

środa, 5 października 2016

#74 Recenzja: Ritter Sport, knusper tortilla chips.

Nie wiem dlaczego jestem tak pozytywnie nastawiona do firmy Ritter Sport. Jadłam bardzo mało ich produktów, słyszałam wiele negatywnych opinii, a mimo to wciąż mam w głowie, że jest to firma z lepszej półki, z naprawdę dobrymi czekoladami. Muszę nabyć trochę doświadczenia, więc z tego powodu w moich zapasach czeka kilka Ritterek. Dzisiaj przyjrzymy się jednej z nich, która ciekawiła mnie najbardziej i z którą wiązałam spore nadzieje.

Czekolada z kawałkami nachosów... czy to nie brzmi pięknie? Uwielbiam połączenia słodko-słone. Dlatego nie było opcji żebym nie przygarnęła tej Ritterki. Opakowanie jest skromne, nie panuje na nim chaos. Ma kolor pomarańczowy, ale nie wściekły, a przyjazny dla oka. Widzimy też dwie kostki czekolady oraz nachosy.


Po wyjęciu ukazuje się nam brązowa tabliczka, podzielona na cztery rzędy, po cztery kostki w każdym. Z tyłu widzimy całkiem sporo (chociaż mogłoby być więcej) obiecanych chrupaczy. Zapach, ku mojemu zdziwieniu, jest taki sam jak przy ciemnej czekoladzie. W dotyku jest tłustawa.


Po pierwszym gryzie czekolada była mleczna, ale delikatna, nie zasładzająca. Nachosy są wyczuwalne, ale tylko i wyłącznie w konsystencji, bardzo chrupią przy każdym kęsie. Niestety kompletnie nie czuć ich smaku. Może z raz czy z dwa w czasie jedzenia poczułam leciutką nutę soli, ale od razu została stłamszona przez czekoladę. Ta z kolei z miarę jedzenia stawała się coraz słodsza i słodsza- naprawdę wyczynem byłoby zjedzenie całej sztabki na raz.


Podsumowując, bardzo się zawiodłam. Liczyłam na bardzo dobre połączenie mlecznej i słodkiej czekolady ze słonymi nachosami. A tymczasem dostałam przesłodzoną sztabkę z czymś chrupiącym, czego kompletnie nie było czuć. 

Ocena: 3/10

Czy kupię ponownie?- Nie.
Gdzie kupić: ja kupiłam w markecie w Słowenii, na pewno są w Niemczech, a czy w Polsce, to nie mam pojęcia.

niedziela, 2 października 2016

#73 Milka, Peanut caramel czekolada mleczna z mleka alpejskiego z orzeszkami ziemnymi w nadzieniu karmelowym i nadzieniem z orzeszków ziemnych i ryżowymi chrupkami.

Uwaga uwaga, dzisiaj dodaję 50-tą recenzję! Może nie jest to niewiadomo jak dużo, ale to już jakieś osiągnięcie. Na pewno na tym nie poprzestanę i będę dodawała jeszcze więcej i więcej- zdradzę, że napisanych i zaplanowanych mam już ponad 50 :P Naprawdę to pokochałam. Myślę, że z każdą nową recenzją uczę się pisać coraz bardziej, lepiej sklejam zdania, mam większe pojęcia o słodyczach. Chociaż jeszcze wiele mogę poprawić na lepsze :)
Gdyby ktoś chciał przeczytać jak wyglądała moja pierwsze recenzja na tym blogu, to zapraszam- KLIK.
Z okazji dzisiejszego małego święta nie będę robiła nic szczególnego (recenzja czegoś ciekawszego niż zwykłe słodycze będzie przy setnym poście) chociaż dzisiejszy produkt jest zupełną nowością oraz czymś, co na pewno w wielu ludziach wzbudziło ogromne zaciekawienie i chęć degustacji.

Podejrzewam, że Żabka zarobiła bardzo dużo na wprowadzeniu tych czekolad  do sprzedaży. Na instagramie co chwilę widziałam jej zdjęcia, pochlebne opinie, zachwyconych ludzi. Sama oczywiście też musiałam ją kupić, no bo... milka, karmel, orzechy... przecież tego nie można ominąć. Czy dołączyłam do miłośników, czy może jednak do tej drugiej, nawet nie wiem czy istniejącej grupy, którym jednak ten wariant nie przypadł do gustu?

Szata graficzna typowa dla wyrobów Milki. Barwy głównie fioletowe, w dalszej kolejności białe. Nazwa firmy, charakterystyczna krowa, smak oraz mały zalążek tego co czeka na nas w środku. A tutaj akurat ten ostatni punkt jest bardzo zachęcający. No bo spójrzcie na tę kostkę- milkowa czekolada, jakiś krem z kawałkami orzechów (?), karmel, orzeszki... to musi być niebo, nie ma innej opcji!


W środku zastajemy potężną, 300 gramową (a wcale nie!) 276 gramową czekoladę, podzieloną na osiem rzędów, po trzy kostki w każdym. Ale co to za kostki! Na każdej jest łupinka od orzeszków ziemnych. Więc tak jakby czekolada jest taką łupinką, otoczką, w tym wypadku jadalną, a w środku zastaniemy orzecha. Świetnie przemyślane! Zapach jest obłędny. Orzechowy, czekoladowy, karmelowy, słodki- cała feria mega zachęcających zapachów. Mój nos szalał, a kubki smakowe szybko wprawiły się w ruch.


 Z wielkim podekscytowaniem biorę pierwszy gryz. Na pewno czuć czekoladę, która jest mleczna, słodka, lekko plastikowa, typowo milkowa. Pod jadalną łupinką faktycznie znajduje się orzeszek- prawdziwy, sam, bez żadnych dodatków. Karmel jest ciągnący się, słodki, z lekką, słonawą nutą. Nadzienie jest mało zbite, łatwo rozkłada się na mniejsze kawałki. Nie porównałabym go do masła orzechowego, ale to jakiegoś kremu orzechowego już tak. Jest delikatne, subtelne, ze słoną nutą. W czasie jedzenia wałęsają nam się w buzi chrupki, które są dodatkową atrakcją.


 Wiecie już jak smakuje każdy składnik z osobna. To teraz wyobraźcie sobie połączenie ich wszystkich na raz. Orzechowe nadzienie wymiesza się z chrupiącym orzeszkiem ziemnym, całość zaleje słodko-słony karmel, dojdą chrupiące chrupki, a następnie wszystko opatuli bagienkowa, mleczna czekolada od Milki. Niebo, prawda? Bo właśnie taki jest najnowszy wyrób od fioletowej krowy. Po prostu coś idealnego, nieziemsko dobrego.


 Nie spodziewałam się innego odbioru czekolady, już od początku przeczuwałam, że będzie to coś pysznego. Tylko uwaga- znika w mgnieniu oka. Nawet się nie obejrzałam, a już połowy nie było. Na pewno zajrzę po nią jeszcze nie raz, nie dwa... nie pięć.

Ocena: 11/10 <3

Gdzie kupić: Żabka.