niedziela, 4 września 2016

#61 Recenzja porównawcza: Sante, Jazzy Bites strawberry bar & Jazzy Bites cherry bar.

Kolejny zdrowy batonik pojawił się w sklepie, kolejne pieniądze na niego poszły. Ale jak można się nie skusić na coś takiego? Tym bardziej, że w porównaniu z innymi zdrowymi przekąskami, ta była niedroga.

Będzie to recenzja porównawcza, gdyż na raz przyjrzymy się dwóm smakom- truskawkowemu i wiśniowemu.

Zacznijmy od truskawki, bo to ona pierwsza wpadła mi do rąk.
Opakowanie zdecydowanie przyciąga uwagę. Jest pstrokate, nowoczesne, odpustowe. Zaprojektowane głównie w dwóch, rzucających się w oczach kolorach- zielonym i czerwonym. Tak średnio trafił w moje gusta, jeśli mam być szczera.


 Byłam trochę zawiedziona gdy zobaczyłam jak wygląda baton. Chudy, mizerny, jakby nie jadł z miesiąc. Zlepiony z drobniutkich, poszczególnych składników, wymieszanych ze sobą. Zapach jest słodziutki, owocowy, truskawkowy. Przyjemny, mocno zachęca do skosztowania tego produktu. Wyczułam też daktyle, przez co obawiam się, że to będzie typowy raw baton, gdzie główne skrzypce grają właśnie te owoce, a ja za tym nie przepadam.


Po pierwszym kęsie od razu zwróciłam uwagę na inną, nietypową konsystencję. Kiedy trzymamy produkt w rękach, jest on twardy i bity, natomiast kiedy gryziemy, rozpada się na coraz mniejsze i mniejsze kawałki, na taki proszek. Odetchnęłam z ulgą, bo nie czuję tutaj głównie daktyli. Powiedziałabym bardziej, że rodzynki. Zaraz za nimi pojawia się bardzo przyjemny aromat truskawki. Całość jest słodka, ale w bardzo miły, zdrowy i owocowy sposób. Dodatkowo bardzo wciąga, po zjedzeniu miałam ochotę na jeszcze więcej... na szczęście miałam jeszcze kumpla, Jazzy Bites wiśniowego!

Ocena: 10/10

Opakowanie takie samo, jedynie z różnicą taką, że zamiast truskawki mamy wiśnie. Nie będę powtarzała drugi raz co o nim sądzę, a zdania nie zmieniłam.


Z wyglądu jest z niego taki sam chuderlak jak jego poprzednik, ale nie spodziewałam się czegoś innego.
Po otworzeniu opakowania od razu czujemy mocno owocowy smak chociaż nie pachnie to jak prawdziwe owoce, a bardziej po prostu jak sok wiśniowy.  Po wnikliwym wąchaniu tego oto słodycza zaczęłam czuć nutę lukrecji... ale czy to możliwe? Chyba już zbyt długo nadwyrężam swój nos, w końcu kto normalny tyle czasu wącha produkt, zamiast po prostu go zjeść?


Jazzy Bites wiśniowy jest bardzo słodziutki, chociaż jego słodycz bardzo do mnie przemawia. Tutaj o wiele bardziej wyczuwalne są rodzynki, skłoniłabym się nawet do tego, żeby batonowi dać nazwę rodzynek, o wiele lepiej pasuje.Wiśnia (a raczej sok wiśniowy) jest wyczuwalny, chociaż wraz z jedzeniem wszystko staje się trochę nijakie.


Ocena: 6/10

Podsumowując, Jazzy Bites truskawkowy wypadł o wiele lepiej. Jego kolega tragiczny nie jest... ale jeśli będę w sklepie i będę miała do czynienia z obydwoma, to na pewno wybiorę pierwszy wariant.

Gdzie kupić: E. Leclerc


KOLEJNA RECENZJA POJAWI SIĘ W ŚRODĘ :)

6 komentarzy:

  1. Mam wersję jabłkową która czeka na test ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jadłam jabłkową i truskawkową wersję, wiśniowej nie widziałam. Truskawka zdecydowanie przypadła mi do gustu, a jabłko smakowało sztucznie - jak taka żelka jabłkowa :/

    Nominowałam Cię do LBA - jeśli masz ochotę odpowiedzieć na moje pytania, to będzie mi bardzo miło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam przy kasie, nie pamiętam jednak którą wersję. Nie wzięłam i póki co nie wezmę. Za małe wow.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obie wersje jadłyśmy i obie równie bardzo nam smakowały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiele negatywnych opinii o nich słyszałam. Ja się jednak wstrzymam, bo nigdzie ich nie widziałam,a przez internet mi szkoda.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz = ogromny uśmiech na mojej twarzy :)