środa, 20 kwietnia 2016

#18 Zdjęcia.

Dzisiaj nie o jedzeniu, a nawet post nie bardzo do czytania. 
W weekend byłam u rodziny, w Kielcach. Razem z mamą wybrałam się na spacer po okolicy i zrobiłam parę zdjęć, bo widoki były naprawdę ładne. Post poświęcę właśnie na nie i myślę, że od czasu do czasu będę zbierać ostatnio robione przeze mnie zdjęcia i je Wam tutaj pokazywać :)











poniedziałek, 18 kwietnia 2016

#17 Recenzja: Corny, Milk Cocoa.

 Hej hej hej! 
W weekend byłam u rodziny w Kielcach. Oprócz miłych wspomnień przywiozłam ze sobą reklamówkę pełną jedzenia :D Są to pierwszy raz widziane przeze mnie słodycze. A więc mam co robić jeśli chodzi o następne recenzje :)

Najpierw padło na batona z firmy Corny o smaku mleczno-kakaowym. Nie jest to raczej żadna nowość, ale nigdy go nie próbowałam, a akurat wpadł mi w oko, więc czemu nie spróbować?
Opakowanie prezentuje się bardzo dobrze. Najpierw rzuca nam się w oczy nazwa firmy, potem zachęcająco wyglądający batonik, a następnie smak. Prosty wygląd, ale za to jaki efektowny. Czy tak samo będzie w środku?


 Batonik po wyjęciu też jest niczego sobie.Mamy do czynienia z dosyć lepiącą się (ale po odłożeniu na palcach nic nie zostaje!), brązową kostką, zrobioną z mini kuleczek. Na pierwszy rzut oka przypominają mi płatki śniadaniowe Nesquiki, które kiedyś jadałam w dzieciństwie.
Między dwiema warstwami przebija się biały wkład. I w końcu jest go całkiem sporo, nie tak jak w ostatnio recenzowanym gofrze, to na pewno plus!
 Zapach... sama nie wiem co przypomina. Na pewno trochę kakao, ale nie takie prawdziwe, naturalne. Coś na pewno do niego dodali. Sól? Coś gorzkiego? Tak, coś w ten deseń, to połączenie tych zapachów. Do nesquików na pewno w tej kwestii nie jest podobny, bo tamte płatki pachną bardzo słodko.




Okej, nawąchałam się, naoglądałam się, a więc pora na na najlepsze- czyli skonsumowanie.
Na początek rozdzieliłam od siebie dwie warstwy czekoladowych kulek i nadzienia. Wszystko z łatwością się od siebie oddzieliło, ponieważ całość jest miękka.
Zlizuję środek... nie ma mocnego smaku, bardzo delikatny. Słodki, ale nie przesłodzony, lekko gorzkawy, chwilami nawet lekko kwaskowy, mleczny. Klasa.
Teraz czas na brązową część. Jak już pisałam jest miękka, kuleczki przyjemnie chrupią, ale nie tak jak wspomniane wcześniej Nequiki. Płatki śniadaniowe są suche, a te w batonie są sklejone czymś klejącym. Za to w smaku są trochę podobne, ale to jednak nie to samo. W sumie to dobrze, bo po co dwa produkty miałyby mieć taki sam smak? Po za tym z tego co wiem, to istnieją batoniki na bazie tamtych płatków śniadaniowych.  
Tak samo jak i wnętrze, wierzch nie jest przesłodzony, czuć lekką gorycz i momentami kwaśność.Całość współgra ze sobą naprawdę dobrze.





Podsumowując, jestem pozytywnie zaskoczona. Spodziewałam się zasładzającego i gorszej jakości batona, a tymczasem dostałam naprawdę dobrego i smacznego. 
Corny, już nigdy nie ocenię Cię z góry tak źle. Za to na pewno wypróbuję Twoje inne produkty!

OCENA: 9/10

Czy kupię ponownie? - Tak.
Gdzie kupić: Praktycznie każdy supermarket, w moim przypadku był to E. Leclerc.

czwartek, 14 kwietnia 2016

#16 Recenzja: Caprisse, gofry z nadzieniem mlecznym.

Niedawno wstąpiłam do Żabki aby upolować jakieś nowe zdobycze. Udało się, kupiłam dwie sztuki nowych, po raz pierwszy widzianych przeze mnie słodyczy. Jeden wylądował w skrzynce z zapasami,  a drugi poszedł do recenzji. W sumie chyba dobrze, że szybko go spróbowałam, teraz już będę wiedziała na przyszłość, że... nie, nie spoileruję, dowiecie się pod koniec :D

Jako miłośniczka gofrów, ten baton nie uszedł mojej uwadze, musiałam go wziąć.
Opakowanie jest przyjazne dla oka. Dobrze dobrane, jasne barwy i do tego przyjemnie wyglądający gofr. Czy jednak w środku będzie tak samo ładnie jak na zewnątrz?


Otwieram opakowanie i wyjmuję zawartość. Mamy coś co faktycznie wygląda jak gofr. Z tym, że ta kostka jest bardzo miękka, wręcz rozrywa się w dłoniach. Na całość składają się dwie warstwy, sklejone ze sobą mlecznym nadzieniem, którego swoją drogą wcale nie widać. Żeby się do niego dostać musiałam odkleić od siebie warstwy gofra, co sprawiło, że całość rozwaliła się na małe kawałki, to niestety minus.
Jeśli chodzi o nadzienie, to było białe, w konsystencji trochę jak farba, o słabym zapachu. Raczej nie zachęca.
Zapach całości jest delikatny, maślany, lekko słodki - za to plus. Może to jednak nie będzie tragedia?


Gofr sam w sobie ma bardzo słaby smak, wręcz niewyczuwalny. Baaardzo daleko mu do takiego prawdziwego, cieplutkiego i chrupiącego gofra z budki. W sumie od ciastka za złoty coś ciężko tego oczekiwać, ale jednak nie za dobrze wypada... Tutaj zdecydowanie minus.
Nadzienie to taka słodka breja, smak.. nie powala, z nawet wręcz przeciwnie. Po prostu, coś mlecznego z wsypanym do środka cukrem. 





Podsumowując, całość nie wypada tragicznie, ale też nie wypada zbyt dobrze. Jadłam po prostu coś miękkiego z mleczno-cukrowym wsadem.

OCENA: 3/10

Czy kupię ponownie? - Nie.
Gdzie kupić: Żabka.

niedziela, 10 kwietnia 2016

#15 Recenzja: Bombusenergy, Raw Energy cocoa & cocoa beans.

 Ostatnio trochę zaniedbałam bloga, wiem, za co bardzo przepraszam. Mam sporo nowych produktów do zrecenzowania, więc z tym na szczęście problemu nie ma. Gorzej z tym, że nie udaje mi się tego zjeść, haha :D Ale obiecuję poprawę i więcej recenzji! I oczywiście jakieś posty niezwiązane z jedzeniem, bo to blog o wszystkim. 
Nie przedłużając już więcej, zapraszam do drugiej już na tym blogu recenzji.

Ostatnio panuje moda na wszystko co raw, czyli surowe. Ja na pewno nie mogłabym przejść na całkowitą dietę surową, nie wytrzymałabym bez ciepłych, gotowanych posiłków. Ale za to nikt mi nie zabroni spróbować surowych batonów, których ostatnio pojawiło się na pęczki.



Jednym z nich jest baton Raw Energy o smaku kakaowym z firmy Bambus.
Opakowanie wygląda bardzo zachęcająco. Idealnie dobrane kolory, dla ozdoby ziarno kakaowca. Wielkimi literami mamy napis "Raw Energy", a więc ciekawe czy po zjedzeniu będę naładowana tą surową energią...





Po wyjęciu batona z opakowania widzimy dosyć ciężką, brązową baryłkę. Możemy dostrzec na jej powierzchni malutkie, biało-różowe kuleczki. W dotyku jest śliska, leciutko tłusta za sprawą daktyli, czyli zdrowo tłusta :D Ogólnie prezentuje się bardzo dobrze, kolejny plus.

 Pierwsze  co robię to oczywiście wącham. Czuję coś gorzkiego... kakao? Specjalnie szybko pobiegłam do kuchni żeby powąchać zwykłe, gorzkie kakao, ale to nie to samo. Przebija się lekka słodkość daktyli, ale tylko odrobinkę, jeśli się dobrze wwąchamy. Zapach nie jest bardzo intensywny. Pozostaje sprawdzić smak.


Pierwszy gryz... coś twardego, trochę gumowatego, trochę jak plastelina. Czuję kakao, to na pewno. Na pewno też daktyle. Dominuje zdecydowanie goryczka, jednak chwilami wyczułam coś lekko kwaśnego. Między zębami chrupią mi malutkie kuleczki. Baton się gryzie, gryzie i gryzie... prawie bez końca. Po zjedzeniu  na języku czujemy goryczkę oraz odrobinę słodyczy z daktyli. Po zjedzeniu kilku kęsów wyczułam nawet lekki aromat czegoś jakby alkoholowego, tak jak w niektórych ciastach. Niestety minusem jest to, że po zjedzeniu zostają nam między zębami resztki batona.

Podsumowując, baton jest w porządku, dobry na przekąskę. Nie porwał moich kubków smakowych. Muszę odjąć trochę za goryczkę oraz za to, że zostawia po sobie w zębach coś, czego wcale nie chcę.

OCENA - 6 / 10
Czy kupię ponownie? - Tak.
Gdzie kupić: Tesco.

piątek, 1 kwietnia 2016

#14 Recenzja: Sante, cookies with raspberries.

A więc uwaga uwaga, od dzisiaj na blogu będę dodawała również recenzje produktów. Będą to zazwyczaj jakieś ciekawe, nowe, niepolskie rzeczy. Wszystko co tylko wpadnie mi w oko i co według mnie będzie warte recenzji i opisania.

Na pierwszy ogień idzie nowość od Sante- bezcukrowe ciasteczka z malinami. Moją uwagę przyciągnął napis "no added sugar", pewnie tak jak większość. Ale samo opakowanie też jest niczego sobie. Przemyślane, stonowane, uporządkowane, z klasą. Patrząc na nie mamy wrażenie, że to będzie coś dobrego, z lepszej półki.

Po wyjęciu zawartości widzimy dwa, jasno brązowe ciasteczka. Na środku wyryty jest młyn, a po bokach widzimy falowany szlaczek. Możemy też dostrzec malutkie kawałki malin. Wygląd wywarł na mnie pozytywne wrażenie, widać, że dopracowano go w szczegółach. Ale w końcu Sante to nie byle jaka firma... :)


Druga rzecz na którą zwracam uwagę zaraz po wyglądzie, to zapach. Tutaj czujemy lekki zapach otrąb, pszenicy, owsa, żyta... nie, trochę się rozpędziłam :D Ale na pewno wiecie o co chodzi, po prostu zbożowy. I w dodatku bardzo naturalny. Jeśli wwąchamy się uważniej, to poczujemy też lekko słodki zapach malin. Po prostu aż się prosi, żeby jak najszybciej zjeść!
A więc biorę pierwszy kęs... tak, to zdecydowanie coś zbożowego, coś naturalnego. Nie jest ani słodki, ani słony, ani kwaśny.. taki po prostu. Jedynie słodkości w pewnych momentach nadają kawałeczki malin. W konsystencji jest chrupiący, twardy jak większość ciastek.

Podsumowując... ciastko jest smaczne, na pewno kupię je jeszcze nie raz. Są świetne jako szybka przekąska, albo jako słodycz do kawy. Trochę odejmę od pełnej oceny, ponieważ moje kubki smakowe nie doznały błogiego szaleństwa, po prostu jadły te ciastka z przyjemnością.






OCENA- 7/10

Czy kupię ponownie? - Tak.
Gdzie kupić: E.Leclerc, Polo market, sieci sklepów Społem