piątek, 23 czerwca 2017

#184 Recenzja: 1001 delights, lody daktylowe z sosem daktylowym i cynamonem.

Oficjalnie witam wakacje! Dzisiaj idę ostatni raz w tym roku szkolnym do szkoły i mam dwu miesięczną przerwę. Powiem szczerze, że kompletnie tego nie czuję. Nie skaczę też jakoś z radości. Jasne, jestem bardzo zmęczona, a ten rok był wyjątkowo ciężki, nie tylko ze względu na naukę. Ale to wszystko mija zdecydowanie za szybko. Nie pociesza mnie też fakt, że potem ostatni rok w szkole, matura, studia, wkraczanie w dorosłość... chciałabym trochę dłużej pobyć małą dziewczynką, to wszystko mnie po prostu przeraża. Ale trzeba żyć chwilą obecną, bo najważniejsze jest to co jest tu i teraz. Dlatego chcę aby te wakacje były pełne wrażeń i wspomnień. Już od jutra będę je kolekcjonować, bo jadę w pierwszą podróż. Nie jest to ten "oficjalny, wakacyjny wyjazd", ale jeden z mniejszych. Będę w Zamościu, Krasnobrodzie, Lublinie i Kazimierzu Dolnym. Ale co będę tam robić, z kim się spotkam, opiszę w którymś poście po powrocie :) A tymczasem zapraszam na bardzo letnią i wakacyjną recenzję, bowiem przyjrzymy się lodom :)

Lody kupiłam tylko i wyłącznie ze względu na smak. Daktyle, cynamon? To są rzeczy na mojej liście ulubionego jedzenia. Opakowanie prezentuje się bardzo dobrze. Błękitno-białe z wzorkami, apetycznie wyglądającą gałką loda, daktylkami. Jest to linia produktów z tygodnia tureckiego i gdybym o tym nie wiedziała, to bez dwóch zdać przypisałabym te lody właśnie do tego kraju. Te wszystkie wzorki, kolory, czcionka zdecydowanie mówią o tym.


W środku zastałam 700ml lodów podzielonych jakby na dwie części. Są biało-beżowe z mikroskopijnymi jasno brązowymi kropeczkami (zapewne to cynamon) oraz sosem. Pachną dosyć słabo, musiałam długo się wwąchiwać żeby zidentyfikować coś konkretnego. Wyczułam słodki, delikatny aromat różanej marmolady. Bardzo ładny. A co ze smakiem? Również wyczułam w lodach różę, a konkretniej słodkie nadzienie różane, które jest obecne w pączkach. Podejrzewam, że to daktyle. Ucieszyłam się, bo wyraźnie czułam cynamon. Sos jedzony sam jest bardzo słodziutki, również różany. Całość razem smakuje bardzo delikatnie, subtelnie, dziewczęco.


Podsumowując, lody są bardzo smaczne. Nie użyłabym jednak słowa daktyle, a różana marmolada. Co nie zmienia faktu, że lody są warte polecenia i chętnie wróciłabym do ich smaku. W planach mam też spróbowanie pozostałych dwóch wariantów.

Ocena: 4+/6

Gdzie kupić: Lidl.

środa, 21 czerwca 2017

#183 Przepis: Sernik z ricotty z truskawkami.

Dzisiaj na blogu coś, czego nie było już od dłuższego czasu- przepis! Z racji, że za chwilę będą wakacje, to będę miała więcej czasu na pichcenie w kuchni i na pewno więcej ciekawych rzeczy będzie się tutaj pojawiało. 
Wakacyjny sezon na gotowanie i pieczenie otworzył sernik z ricotty z truskawkami. Przepis wzięłam z jednego z moich ulubionych blogów (http://healthy-cottage.blogspot.com/2017/06/pieczony-waniliowy-desernik-z-ricotty-z.html) ♥ Wprowadziłam kilka drobnych zmian ze względu na to, że do niektórych składników nie miałam akurat dostępu i wyszło coś, nieskromnie mówiąc, PRZEPYSZNEGO!



Składniki:

- 250g ricotty
- 2 jajka
- 40g cukru trzcinowego (albo dowolnego słodzidła)
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- 15g mąki pszennej
- olej rzepakowy
- aromat migdałowy
- truskawki
- biszkopty

1. Do miski wrzucić ricottę, jajka, cukier, kilka kropel aromatu migdałowego (ja dałam 5) i proszek do pieczenia. Zblendować wszystko na jednolitą masę. 
2. Do masy dodać mąkę i wymieszać. 
3. Foremkę posmarować olejem rzepakowym i pokryć pokruszonymi biszkoptami.
4. Przelać masę do foremki i pokryć górę pokrojonymi truskawkami
5. Nagrzać piekarnik do 200 stopni i piec przez 30 minut.


Ciasto wychodzi naprawdę dobre. Leciutkie i delikatne, ale pełne smaku.


niedziela, 18 czerwca 2017

#182 Recenzja: Wawel, czekolada mleczna z nadzieniem owocowo-mlecznym.

Ostatnio pojawiło się wiele nowych smaków czekolad Wawel. Nigdy nie byłam szczególną miłośniczką ich wyrobów, ale mimo to jestem ciekawa jak wypadną ich najnowsze produkty. Dzisiejszego gościa kupiła moja mama, a ja, uprzedzona wcześniejszymi spotkaniami z Wawelem, wzięłam zaledwie kawałek na spróbowanie.

Opakowanie jest bardzo radosne, wiosenne i pozytywne. Dominuje tutaj kolor beżowy oraz fioletowy, dodatkowo widzimy motyw motyli, królików, kwiatów, kostkę czekolady z wylewającym się nadzieniem oraz owoce- malinę, jeżynę i jagody. Całość prezentuje się dobrze, nie ma chaosu, wszystko ma swoje własne miejsce i nie pcha się w inne.


W środku zastałam tabliczkę podzieloną na pięć rzędów, po trzy kostki w każdym. Na każdej z nich jest napisana nazwa firmy. Jeśli chodzi o zapach.. nawet nie wiem od czego zacząć. To po prostu raj dla nosa. Jest mocno owocowy, słodziutki, przepiękny. Mogłabym wąchać i wąchać, ale kiedyś trzeba jednak przejść do degustacji.


Produkt zawiera w sobie trzy części- czekoladę, białe oraz owocowe nadzienie. Pierwsza z nich bardzo mnie zaskoczyła. Nie jest sucha tak jak to bywa w większości czekolad Wawel, ale mięciutka, słodziutka, pełna smaku, dodatkowo rozpuszcza się bagienkowo. Gdybym nie wiedziała z jaką firmą mam do czynienia, bez dwóch zdań powiedziałabym, że to Wedel. Biała warstwa to śmietankowy krem, smakuje po części jak jogurt, a po części jak biała czekolada. Natomiast owocowa część jest owocowa (co za zaskoczenie!), wyczułam w niej malinę oraz jakiś pierwiastek wiśni. Samej oczywiście nie da się jej jeść, bo można bardzo się zasłodzić, ale jedząc całą czekoladę idealnie komponuje się z pozostałymi warstwami.



Powiem szczerze, że jestem zaskoczona. Czekolada była naprawdę smaczna, dobrej jakości. Smakowała praktycznie tak jak ta od Wedel, a nie miała w sobie pierwiastka Wawelu. Jak dla mnie to jest plus, bo tak wspominałam, nie jestem wielką miłośniczką ich wyrobów. Dla mnie niektóre ich czekolady są po prostu suche, bez temperamentu. Bardzo chętnie wrócę do tego wariantu, a nawet skuszę się na pozostałe.

Ocena: 5+/6

Gdzie kupić: każdy supermarket, sieci sklepów Społem.

piątek, 16 czerwca 2017

#181 Recenzja: Wadowice Skawa, płatki waflowe o smaku jagodowym.

W dzieciństwie rodzice często kupowali ciastka Familijne. Uwielbiałam je i zawsze rozbierałam je najpierw na części pierwsze, a potem każdą oddzielnie zjadałam. Aktualnie bardzo dawno ich nie jadłam, więc kiedy tylko zobaczyłam w domu coś podobnego, to z chęcią zabrałam kilka sztuk i zabrałam się za degustację.

Opakowanie jest ładne, przyjemne, kolorowe i wesołe. Widzimy dwa wafelki, jagody (które swoją drogą wyglądają bardziej jak borówki amerykańskie), a całość utrzymana jest w fioletowo-białych barwach. Jedyne co mi się nie podoba to czerwone logo firmy z lewym górnym rogi oraz niebieskie figury za napisem "Płatki waflowe". Logo bym usunęła, a jeśli chodzi o te nie do końca kwadratowe kwadraty, to pomyślałabym nad jakimś innym kolorem.


W środku, jak mogłam się spodziewać, zastałam sporą ilość biało-beżowych, cienkich wafelków. Pachniały przepięknie- intensywnie owocowo, jagodowo, słodziutko i delikatnie. Aż kubki smakowe wręcz wołały o poczęstowanie ich tymi delikwentami.


Sam wafelek jest przyjemnie chrupiący, ale niestety jego jakość jest gorsza niż w przypadku Familijnych. Jest lekko zwietrzały i zatęchły. Nadzienie jest delikatnie zbite, mało słodkie, mało intensywne i lekko jagodowe, a nawet powiedziałabym, że jagodowo-jogurtowe. Jedząc obydwie warstwy na raz najpierw wyczuwamy wafelek, które zdecydowanie dominuje, a dopiero potem nadzienie. Nie jest to plus, bo obydwa składniki powinny idealnie się ze sobą komponować, a nie spychać jeden drugiego na dalszy plan.


Nie były to jedne z lepszych ciastek jakie jadłam, a nawet trochę się zawiodłam. Wafelek mógłby być o wiele lepszy, bardziej świeży i grubszy, a nadzienie powinno mieć zdecydowanie więcej smaku i powinno być go więcej. Tradycyjne i wszystkim znane Familijne zdecydowanie wygrywają.

Ocena: 3/6

Gdzie kupić: Carrefour.

środa, 14 czerwca 2017

#180 Recenzja: Pana Chocolate, raw czekolada z cynamonem.

Dzisiejszego gościa kupiłam dzięki Pandom, które dodały na swojego bloga recenzję. Akurat robiłam zakupy w jednym ze sklepów internetowych i natknęłam się na tę czekoladę, ale wybrałam inny smak. Jednak po takiej dobrej opinii zdecydowałam się na cynamonowy wariant.

Opakowanie prezentuje się świetnie. Jest tekturowe, małe i prostokątne, utrzymane w kolorze czarnym i fioletowym z białymi napisami. Widzimy smak, informację o tym, że produkt jest surowy, organiczny i ręcznie robiony, nazwę firmy oraz procent kakao. Nie mogę nie wspomnieć o tym malutkim ludziku, który jest przeuroczy. Gdyby te czekolady były dostępne z stacjonarnych sklepach, to na pewno zwracałyby uwagę.


Po zdjęciu tekturowego opakowania w środku było jeszcze jedno, tym razem papierowe i fioletowo białe w różne wzorki.


Całkowicie się zakochałam w tej czekoladzie; ona jest taka kochana i przeurocza, że aż szkoda było mi ją jeść. No bo spójrzcie tylko- sześć malutkich kosteczek, narysowane serduszka oraz napis "Love your inside", czy to nie jest piękne? Zapach nie powala, co nie oznacza, że jest brzydki; po prostu nie ma w nim nic charakterystycznego. Wyczułam gorzko-deserową czekoladę z delikatną nutą pomarańczy. Nie wiem skąd ona mogłaby się tam wziąć...


Czekolada jest tłusta, zostawia ślady na palcach. Pierwszy kęs... na pewno jest gorzka, co mnie trochę razi w język. Ale czuć ogromną różnicę między nią a tymi ze sklepu; jest prawdziwa i składa się tylko z naturalnych produktów dobrej jakości. W środku jest pianka, zbity i lekki puszek, który sprawia kubkom smakowym niezwykłą przyjemność. Całość rozpuszcza się bardzo szybko, rozprzestrzeniając się po całej buzi i pozostawiając po sobie bagienko. Obiecany cynamon czuć, ale jest to słaby aromat. Gdybym wcześniej nie znała smaku tej czekolady, to bez wątpienia stwierdziłabym, że jest piernikowa. Nie wiem skąd ten smak się tam wziął, ale że bardzo lubię piernik, to nie narzekam. Po zjedzeniu w ustach zostaje naturalny, mleczno-kakaowy posmak.


Czekolada wkupiła się w moje gusta i bardzo chętnie kupiłabym ją ponownie. Po dłuższym jedzeniu gorzkość nie jest aż tak przeszkadzająca, dodatkowo cały czas czuć naturalność i dobrą jakość, co bardzo umila degustację. Gdyby nie cena, to już pakowałabym kolejne warianty smakowe do koszyka.

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: http://www.urbanvegan.pl

niedziela, 11 czerwca 2017

#179 Recenzja: Yummy, czekolada mleczna z nadzieniem o smaku kawowo-migdałowym.

Czekolady z tej serii, pomimo, że leżały na dolnej półce, od razu rzuciły mi się w oczy. Kolorowe, ozdobne, śliskie. Po zerknięciu na smaki miałam problem z wyborem jednego, ale padło na coffee & almond pleasure, czyli kawową i migdałową przyjemność. Zaraz się przekonamy, czy to faktycznie będzie taka przyjemność.

Opakowanie bardzo wkupiło się w mój gust. Pomimo tego, że nie przepadam za tak mocnym różem, wolę jego delikatniejsze odcienie, to tutaj jest to coś, co mnie złapało. Widzimy też rysunek rodem z kolorowanek antystresowych, dwie apetycznie wyglądające kostki, fala czekolady oraz trzy ziarenka kawy. Napiszę to jeszcze raz, ale opakowanie jest śliskie. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam takie atrakcje; musiałam więc najpierw poobmacywać je dokładnie, poprzerzucać sobie w łapkach, podotykać :P Nie ma tutaj też żadnego chaosu, wszystko jest idealnie poukładane, ma swoje własne miejsce. Żadnych zbędnych tabelek z kaloriami, żadnych reklam, naklejek ani innych tego typu rzeczy. Aż się chce patrzeć, patrzeć i patrzeć... Kurczę, nigdy się tak nie rozpisałam na temat samego opakowania. Niech mnie ktoś pocieszy, że jednak nie jestem nienormalna i nie tylko ja potrafię się tak zachwycać takimi rzeczami :P


W środku zastałam dosyć lekką czekoladę, podzieloną na siedem rzędów, po pięć wąskich i prostokątnych kostek w każdym. Na każdej z nich narysowana jest koniczynka. Produkt pachnie bardzo ładnie, słodko i kawowo, mogłabym zdefiniować to jako cappuccino.


W konsystencji jest miękka (jak bąbolada), chłodna i dodatkowo rozpuszcza się powoli i bardzo bagienkowo; czyli istne szaleństwo i raj w ustach. Sama warstwa czekolady jest słodka, tradycyjnie mleczna i smaczna. W środku siedzi lepiący się krem, który skrywa obiecany, kawowy aromat. Nie kłamię, naprawdę wyraźnie czuć kawę! Jest dosyć gorzka, ale nie jak taka prawdziwa, czarna, a bardziej jak cappuccino. Kiedy obydwie warstwy się łączą mamy w buzi coś przepysznego- delikatne i słodkie cappuccino z mocno wyczuwalnym aromatem mlecznej, bagienkowej czekolady. Mniam!


Nie wyczułam ani grama migdałów, ale myślę, że zapach, konsystencja i smak dzisiejszego gościa jest w stanie to zrekompensować. Zdecydowanie wrócę do tego smaku nie raz i z chęcią przyjrzę się innym wariantom smakowym.

Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Carrefour.

piątek, 9 czerwca 2017

#178 Recenzja: Zmiany Zmiany, baton farmer burak + czosnek.

Na dzisiejszego delikwenta czaiłam się już długo i byłam naprawdę ciekawa i podekscytowana degustacją. W końcu baton o smaku buraka i czosnku... czy to w ogóle może być jadalne? Uwielbiam soki warzywne, zwłaszcza znienawidzone przez wielu osób soki pomidorowe, jednak warzywa w formie batona? 

Opakowanie jest prześliczne. Bordowo-beżowe z burakami w tle, do tego bardzo dobrze dobrane napisy i wszelkie informacje, nic nie jest ułożone chaotycznie, wszystko idealnie się ze sobą komponuje. Patrząc na nie ma się wrażenie, że jest to coś wyjątkowego, swojskiego, regionalnego, dodatkowo dobrej jakości.


 W środku znalazłam ciemno brązowy, a nawet wpadający w czerń, idealnie i równo zakończony prostokąt. W niektórych miejscach widoczne są jasne prześwity, które mogą sugerować być może o orzechach albo jakichś przyprawach. Zapach.. jest bardzo, bardzo dziwny. Wytrawny, trochę pomidorowy, ziołowy, czosnkowy, ale jednocześnie lekko słodki.


 W konsystencji jest twardy i prawdopodobnie długo trzeba go gryźć w ustach. Napisałam prawdopodobnie, bo kilka sekund po włożeniu kawałka do ust po prostu go wyplułam. Ja nie wiem co to ma być, ale na pewno jest okropne. Zmusiłam się potem do ponownej degustacji żeby jednak jakieś notatki do recenzji zrobić, ale przyszło mi to z ogromnym trudem. Czuć coś słodkiego (być może buraki), aromat czosnku... I naprawdę nic więcej nie wyłapałam, moje kubki smakowe nie były w stanie zdzierżyć więcej. Całość smakowała niby wytrawnie, ale też słodko, jednak razem nie dawało to nic a nic dobrego. Pomimo zjedzenia malutkiej ilości został mi w ustach bardzo nieprzyjemny smak i autentycznie zrobiło mi się niedobrze.


Jestem... zszokowana. Tym bardziej, że czytałam dwie pozytywne recenzje na temat tego batona. Nie dla mnie takie wymysły, ten produkt jest po prostu niejadalny. W chwili zamawiania myślałam też o innych warzywnych wariantach od tej firmy, ale na tę chwilę kategorycznie mówię nie.  Co więcej, moja mama zareagowała podobnie.

Ocena: 0/6 (pierwszy raz na blogu taka ocena!)

Gdzie kupić: http://urbanvegan.pl/

środa, 7 czerwca 2017

#177 Recenzja: Doppelt, deser z mleka kokosowego i perełek z tapioki z czekoladą i polewą wiśniową.

Niedawno dodawałam recenzję brzoskwiniowego deseru z tapioki, a dzisiaj pora na czekoladowo-wiśniowy! Czy wypadnie tak dobrze jak poprzednik? Pod koniec poprzedniej recenzji trochę Wam zaspojlerowałam, ale i tak zapraszam do czytania! 

Tutaj również mamy do czynienia z małym i uroczym słoiczkiem, który na pewno sobie zostawię. Różnica jest w tekturce, która jest brązowa, a na niej widzimy kokosa, wiśnie, laski kakao oraz informację o tym, że będziemy degustować wegański i bezglutenowy pudding z tapioki. Cały czas jestem zauroczona tymi opakowaniami, zdecydowanie zachęcają do kupienia.


Zawartość nie prezentuje się raczej zbyt pięknie i apetycznie- brązowa warstwa z licznymi, czarnymi kropkami, a na to bordowa. Ale nie zrażam się, niektóre rzeczy po prostu smakują, a nie wyglądają (tak było przy wersji brzoskwiniowej).


Po otwarciu słoiczka do mojego nosa dotarł trochę dziwny zapach. Początkowo myślałam, że ten deserek też jest zepsuty jak ten z chia, ale po wnikliwym wąchaniu stwierdziłam, że jednak jest w porządku. Pachnie czekoladowo z nutą kakaa typu Puchatek oraz z pierwiastkiem czegoś niezidentyfikowanego.


Konsystencja jest bardziej zbita niż u poprzednika, jednak jest bardzo podobna. Również mogę porównać ją do typowego deseru z żelatyną jak i do kremu w cieście, gdzie też dodawana jest żelatyna. Jest to tapioka, a więc w środku znajdujemy malutkie i mięciutkie kuleczki. W smaku produkt jest kwaskowy, mało słodki, delikatnie czekoladowo-kakaowym, mdły. Bardzo mało wyrazisty, po kilku łyżeczkach coraz mniej czułam smak. Warstwa bordowa jest słodsza, ale tak czy siak w małym stopniu. Kwaskowa i teoretycznie wiśniowa, ale w praktyce owoców nie czuć.


Zawiodłam się. Liczyłam na ciekawy, czekoladowy deser, a dostałam jakąś mdłą breję bez smaku. Wersji brzoskwiniowej planowałam dać mniej punktów, ale po spróbowaniu czekoladowej nagle zyskała w moich oczach. Na pewno nie kupię jej ponownie.

Ocena: 2/6

Gdzie kupić: Lidl.

niedziela, 4 czerwca 2017

#176 Gosia w podróży: Kraków.

26 maja byłam na jednodniowej wycieczce w Krakowie razem z klasą- wspominałam o niej w jednym z postów, a teraz pora na podsumowanie całego wyjazdu. Kocham Kraków, ostatnim razem byłam tam około rok temu (KLIK) więc bardzo się cieszyłam. Nie był to jednak jeden z najlepszych wyjazdów, chociaż nie był też jednym z najgorszych. Ale do rzeczy.

O godzinie 6:43 mieliśmy pociąg z Piotrkowa, więc wstałam o 4:45 żeby zdążyć się ze wszystkim wyrobić i jeszcze dojechać na dworzec. W Krakowie byliśmy przed 10, a o 10 spotkaliśmy się z przewodnikiem, który nas oprowadzał po wszystkich miejscach. Powiem szczerze, że nie przepadam za zwiedzaniem z przewodnikiem. Po prostu mnie to nudzi, wolę w swoim tempie wszystko pooglądać, poczytać. Chyba, że trafi się naprawdę przewodnik z powołaniem, ale jeszcze na takiego nie trafiłam.


Pierwszym punktem był Kazimierz- zwiedzanie Starej Synagogi oraz Cmentarza Żydowskiego. 
 
 
 

Następnie poszliśmy zwiedzić kościół na Skałce i Kryptę Zasłużonych Polaków.




Przed Kościołem na Skałce było źródło leczniczej wody. Mimo, że zdrowa, to śmierdziała i smakowała zgniłymi jajkami. Pisałam już o niej podczas pobytu w Krynicy Zdrój (KLIK), dlatego z powodu nieprzyjemnych doświadczeń związanych ze smakiem nie próbowałam jej :P


Kolejnym punktem był spacer bulwarami wiślanymi na Wawel, spacer po wzgórzu i zwiedzanie Kościoła Mariackiego.




Na Rynku mieliśmy godzinę czasu wolnego na obiad. Ja wybrałam wegańską knajpkę Krowarzywa, gdzie zamówiłam Tofexa z sosem pomidorowym i koperkowym, niebo <3


Koniec zwiedzania, jednak nie koniec wycieczki. Na wieczór mieliśmy zaplanowaną wizytę w Teatrze Starym im. Heleny Modrzejewskiej na spektaklu "Płatonow". Niestety sztuka mi się wcale nie podobała, nic z niej nie zrozumiałam.  Dodatkowo była odgrywana jakimś dziwnym sposobem- kobiety wcielały się w role mężczyzn, a mężczyźni w role kobiet, ale nie było ani żadnej charakteryzacji ani żadnych strojów, przez co wszystko cały czas się myliło, oraz aktorzy po prostu recytowali swoje kwestie, mówili bez emocji. Może niektórym takie coś by przypadło do gustu, ale mi zdecydowanie nie.

Po wizycie w teatrze udaliśmy się na dworzec, gdzie też mieliśmy trochę czasu wolnego. Na pobudzenie przed podróżą zamówiłam sobie kawę w Starbucksie (polecam latte na mleku kokosowym, jest przepyszna- delikatnie słodka, mniej gorzka niż z krowim czy sojowym).


O 22:50 mieliśmy pociąg, a w Piotrkowie byliśmy o 1:48. Wszyscy zmęczeni, zaspani, nawet ja usnęłam i koleżanka musiała mnie budzić jak już dojechaliśmy. 
Chyba jednak wolę jeździć na własną rękę na wyjazdy, bo sama mogę decydować o tym co robię, gdzie idę, na ile, kiedy odpoczywam. Tutaj zdecydowanie było za dużo zwiedzania jak na jeden dzień, bardzo dużo chodzenia, dużo informacji od przewodnika, w pewnym momencie miałam już naprawdę serdecznie dosyć i chciałam po prostu odpocząć. Ale mimo wszystko cieszę się, że pojechałam, bo kocham Kraków całym sercem i mogę tam wracać wiele, wiele razy.

piątek, 2 czerwca 2017

#175 Recenzja: Doppelt, deser z mleka kokosowego i perełek z tapioki z polewą brzoskwiniową.

Dzisiaj przedstawię Wam recenzję nowości, która ostatnio zawładnęła wszystkimi wegetariańskimi i wegańskimi grupami na facebooku. Przez kilka dni można było kupić w Lidlu deserki chia oraz puddingi z tapioki. W sumie kupiłam trzy różne sztuki, z czego w stanie byłam zjeść tylko dwa, bo jeden (z chia) niestety okazał się zepsuty. Jak wypadnie wariant brzoskwiniowy?

Słoiczek wygląda prześlicznie- malutki, uroczy, na pewno go umyję i sobie zostawię. Dzięki wyglądowi tekturki, która informuje nas z czym mamy do czynienia, ma się wrażenie, że jest to coś zagranicznego, innego, ciekawszego. Widzimy na niej kokosa, brzoskwinię, wanilię oraz napisy mówiące, że jest to bezglutenowy i wegański pudding z tapioki.


Przez słoiczek możemy zobaczyć środek- białą warstwę z widocznymi szarymi i czarnymi kropeczkami oraz pomarańczową wersję. Nie wygląda to może idealnie i nie wiadomo jak apetycznie, ale nie jest źle.


Produkt pachnie dokładnie tak jak dżem brzoskwiniowy- delikatnie, łagodnie, letnio, wakacyjnie.


Biała warstwa jest zbita, ale szybko i przyjemnie rozpuszcza się na języku. Jest mięciutka, mogłabym przyrównać ją do typowych deserów z żelatyną albo do kremu w cieście, w którym również jest żelatyna. Na szczęście tutaj nie ma żadnego składnika odzwierzęcego. W smaku jest lekko kwaskowa, mało słodka, delikatnie jogurtowo-maślana. Cały czas natrafia się też na malutkie, mięciutkie kuleczki, które zapewne są tapioką. Pomarańczowa warstwa w konsystencji jest takim dżemo-kisielem, natomiast w smaku jest brzoskwiniowa, mało słodka, delikatna, łagodna i subtelna. Całość razem dobrze się uzupełnia i bardzo ciekawie smakuje.


Nie miałam żadnego efektu "wow" jedząc ten produkt, ale mimo tego smakowało mi i chętnie kupiłabym ponownie. Zresztą po spróbowaniu innego smaku ten brzoskwiniowy zyskał dużo w moich oczach.. ale to już w innej recenzji.

Ocena: 4+/6

Gdzie kupić: Lidl.

środa, 31 maja 2017

#174 Ulubieńcy maja.

Już koniec maja?! Kiedy to zleciało.. Zaczynamy czerwiec, a więc coraz bliżej do wakacji! Ale zanim go zaczniemy, to oczywiście muszę podsumować ten miesiąc ulubieńcami. Zapraszam do czytania! :)

MUZYKA

♥ Tini Stoessel - Si Tu Te Vas
Nie jest to nowa piosenka, ale dopiero w tym miesiącu wyszedł do niej teledysk, w którym się zakochałam.



♥ Lodovica Comello - 50 Shades Of Colours


♥ Demi Lovato - No Promises
Pisałam o tej piosence w poprzednich ulubieńcach, ale dopiero w maju pojawił się do niej teledysk <3



♥ Adriano Celentano - Soli
Stara, włoska piosenka. Bardzo kojarzy mi się z wakacjami i wyjazdem do Włoch. Dopiero teraz udało mi się znaleźć jej wykonawcę i tytuł.


♥ Miley Cyrus - Malibu
Miley wróciła! I to w jakim stylu <3



♥ Kristian Kostov - Beautiful
Piosenka reprezentanta Bułgarii podczas tegorocznej Eurowizji, był jednym z moich dwóch faworytów. Zdecydowanie zasługiwał na wygraną, a występ Portugalii ani trochę mi się nie podobał :c



♥ Nathan Trent - Running On Air
To mój drugi faworyt z Eurowizji, reprezentant Austrii <3




KSIĄŻKI

♥ "13 powodów" Jay Asher

"Clay Jensen wraca do domu ze szkoły i przed drzwiami znajduje dziwną paczkę. W środku jest kilka taśm magnetofonowych nagranych przez Hannah, koleżankę z klasy, która dwa tygodnie wcześniej popełniła samobójstwo. Dziewczyna wyjaśnia, że istnieje trzynaście powodów, dla których zdecydowała się odebrać sobie życie. Clay jest jednym z nich i jeśli wysłucha nagrania, dowie się dlaczego. Chłopak przez całą noc kluczy po mieście, a za przewodnika służy mu głos Hannah. Staje się świadkiem jej bólu i osamotnienia, a przy okazji poznaje prawdę o sobie i otaczających go ludziach, której nigdy nie chciał stawić czoła. Z przeraźliwą jasnością dociera do niego, że nie da się cofnąć przeszłości, podobnie jak nie da się powstrzymać przyszłości…"

Świetna książka, bardzo wciągająca i mówiąca niestety bardzo wiele na temat tego, co teraz dzieje się wśród młodzieży w szkołach.

zdjęcie z Google Grafiki


♥ "Bezcenny" Lauren St John

"Piętnastoletnia Casey mieszka w ponurej dzielnicy Londynu i pracuje jako wolontariuszka w miejscowej szkółce jeździeckiej. Marzy o zwycięstwie w elitarnych zawodach jeździeckich Badminton Horse Trials. Gdy ratuje wygłodzonego i na wpół dzikiego konia, zaczyna wierzyć, że wszystko jest możliwe… Nie przewidziała jednak, jaki wpływ na jej plany mogą mieć kryminalna przeszłość jej ojca oraz niepokojąca obecność pewnego ciemnookiego chłopaka o ujmującym spojrzeniu..."

Bardzo ciepła, wciągająca i przyjemna książka. Po tej poprzedniej dobrze jest przeczytać coś lżejszego.

zdjęcie z Google Grafiki


♥ "Wyścig z wiatrem" Lauren St John

"Dla Casey Blue zakwalifikowanie się do prestiżowych zawodów jeździeckich jest spełnieniem dziecięcych marzeń. Niestety cudowny splot wydarzeń zmienia się w koszmar… Ojciec dziewczyny zostaje oskarżony o popełnienie zbrodni, a ona sama pada ofiarą podstępnego szantażu. Co gorsza, Casey znów ma problemy ze swoim koniem."

Druga część wspomnianej wyżej książki, również bardzo ciekawa, sympatyczna i wciągająca.

zdjęcie z Google Grafiki



JEDZENIE

♥ Jogurty greckie Tolonis- kokosowy i śliwkowy z czekoladą- niedawno pojawiły się w Biedronce, spróbowałam i się zakochałam <3 Szczegółów zdradzać nie będę, bo ukażą się recenzje wszystkich wariantów.

zdjęcie z Google Grafiki


♥ Lód arbuz- nagle z zimy zrobiło się lato, co za tym idzie trzeba się chłodzić. Nic tak nie pomaga jak lody- moim ulubieńcem był arbuz (którego recenzja prędzej czy później również się pojawi).

zdjęcie z Google Grafiki


♥ Tofex z Krowarzywa- czyli wegański burger z tofu, warzywami i sosem pomidorowym i koperkowym. Jadłam go podczas wycieczki do Krakowa <3



♥ Deser z tapioki z wsadem brzoskwiniowym- na pewno wiele osób widziało te deserki w Lidlu. Wersja brzoskwiniowa zasługuje na bycie ulubieńcach, ale dokładniejszy opis pojawi się w recenzji :)




KOSMETYKI


Od lewej:
♥ Pomadka do ust K lips Lovely.
Podróbki pomadek od Kylie Jenner, ale w życiu nie wydałabym tylu pieniędzy na oryginał, zwłaszcza, że z tej jestem zadowolona. Piękny kolor!
Gdzie kupić: Rossman 

♥ Mgiełka do ciała o zapachu truskawki i białej czekolady.
Przepiękny zapach!
Gdzie kupić: AVON



WYDARZENIA

♥ Osiemnastka koleżanki.



♥ Nocowanie

Wegańskie żelki, chipsy z bobu, wino, pizza i Eurowizja <3




MEMY