niedziela, 26 marca 2017

#146 Recenzja: Doria, ciastka Bucaneve.

Z ciasteczkami Bucaneve mam bardzo dobre wspomnienia. Rok temu, czyli nie w ostatnie wakacje, a w jeszcze poprzednie, też byłam we Włoszech.W hotelu miałam zarezerwowane śniadania.Włoskie śniadanie to słodkie bułki, owoce, coś słodkiego, do tego kawa czy sok. Były tam też właśnie te ciasteczka, pakowane po jednej sztuce. W tym roku zobaczyłam całą paczkę, więc dlaczego by nie wrócić do tego smaku? Kubki smakowe trochę mi się zmieniły, więc byłam ciekawa jak odbiorę je po roku.

Opakowanie mi się podoba. Jest zaprojektowane w jasnych, biało-niebieskich barwach, z motywem kwiatów. Możemy też od razu zobaczyć z jakim ciastkiem spotkamy się w środku.


To co zastajemy w środku, jest dokładnie takie samo jak na opakowaniu. Dostajemy bardzo dużo beżowych, okrągłych ciasteczek z dziurką w środku i pryszczami kulkami na wierzchu. Wyglądają trochę jak kwiatki, więc już rozumiem ich motyw na opakowaniu. Zapach jest maślany, typowo ciastkowy.


W konsystencji są twardawe, ale kruche, bardzo łatwe do pogryzienia. Smakują dokładnie tak jak wszystkie maślane ciastka, z tą różnicą, że tutaj ten posmak jest odrobinkę delikatniejszy. Pryszcze kulki na wierzchu smakują tak samo, chociaż z drobnymi różnicami. Są cieńsze, bardziej kruche i posypane cukrem. Słodycz pozostawia po sobie resztki w zębach.


Podsumowując, jeśli ktoś lubi zwykłe, maślane ciasteczka, to te na pewno mu zasmakują. Z racji, że w Polsce też możemy znaleźć podobne, to nie kupiłabym ich ponownie.

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: włoski Carrefour.

piątek, 24 marca 2017

#145 Recenzja: Allegro, czekolada mleczna z nadzieniem o smaku masła orzechowego.

Czasami jestem jak mój kot. Jak tylko usłyszy dźwięk otwieranej puszki z jedzeniem, od razu nastawia uszy do góry i pędzi tam, skąd ten odgłos dochodzi. Tak samo robię ja gdy usłyszę "masło orzechowe". Nowy smak, słodycz z jego dodatkiem, przecena... zawsze o wszystkim wiem i muszę daną rzecz zdobyć. Dlatego kiedy przeczytałam, że w sklepie pojawiła się kolejna czekolada z masłem orzechowym (zapraszam na recenzje innej z takim nadzieniem) to musiałam ją dorwać. Jak wypadnie? Czy skradnie moje serce tak jak wspomniana przed chwilą poprzedniczka?

Opakowanie nie jest złe, ale też tyłka nie urywa. Całe żółte, z białymi i jasnobrązowymi napisami, dwiema kostkami czekolady i fistaszkami. W dotyku jest śliskie. Kojarzy mi się ze starodawnymi opakowaniami, tymi kiedy ja byłam malutka i jeszcze wcześniejszymi.


W środku zastałam brązową tabliczkę podzieloną na pięć rzędów, po trzy kostki w każdym. Na każdej z nich są narysowane linie. Jeśli chodzi o zapach, to jest bardzo ładny. Delikatny i skromny, fistaszkowy.


Pierwszą moją myślą po wzięciu pierwszego kęsa było "Czy ja jem ziemię?!". Autentycznie poczułam się jakbym ją jadła. Szybko jednak mój mózg w połączeniu z kubkami smakowymi doszli do tego, że są to fistaszki. Czekolada jest bardzo słodka i mocno mleczna; pyszna. Nadzienie  mocno zbite, idealnie kremowe, słodko słone, orzeszkowe. Obydwie warstwy idealnie się dopełniają.


Czekolada zdecydowanie warta polecenia! Słodziutka, intensywnie mleczna, z posmakiem słodko-słonym fistaszków. Swojej poprzedniczki może nie przebiła, ale i tak bardzo dobrze sobie poradziła i na pewno wrócę do niej nie raz.

Ocena: 5+/6

Gdzie kupić: Biedronka.

środa, 22 marca 2017

#144 Recenzja: Excellent Baron, cocoa travel mini pralines with peanut cream.

Dzisiejsza recenzja będzie o tyle ciekawsza, że pojawi się również u innej osóbki. U kogo? U Pani Chrup! Tak więc zapraszam również na jej instagrama (KLIK) na ciekawą lekturę. 

Do kupienia dzisiejszego gościa zachęciło mnie opakowanie. Jest bardzo oryginalne i wyróżniające się na tle innych. Widzimy kontury Indii, kolorowe wzorki oraz zalążek tego co znajdziemy w środku. Pomimo, że dzieje się tutaj dużo, to zachowany jest ład i porządek, a więc wielki plus. Dodatkowo smak orzechowego kremu... nie byłabym sobą, gdybym nie wrzuciła tych czekoladek do koszyka.


W środku zastałam całkiem sporo okrągłych, ozdobnych czekoladek. Wyglądały trochę jak ślimaki. Ale zapach na szczęście wskazywał na coś zupełnie innego- masło orzechowe! Przepiękny zapach masła orzechowego, takiego słonego, a do tego gdzieś w tle dochodzi do nas woń mlecznej czekolady. CUDO.


Biorę kęs i moją pierwszą myślą było... CZY JA JEM ZIEMIĘ?! Dopiero z czasem smak zaczął bardziej przypominać prawdziwe jedzenie. Było to nic innego jak masło orzechowe, a właściwie bardziej orzechy, z dodatkiem soli. Kolejne wrażenia to  słodkość oraz mleczna czekolada, która przy okazji rozpuszcza się bagienkowo. Mniam.
Jeśli chodzi o strukturę, to czekolady była dosyć cienka warstwa, ale odpowiednia, bo bardzo dobrze było ją czuć. Natomiast nadzienie, czyni krem orzechowy, był mało zbity i łatwo rozpuszczał się w ustach na mniejsze kawałki.


Całość jest naprawdę przepyszna- idealny środek, idealna czekolada w połączeniu dają coś bardzo cieszącego kubki smakowe. Zdecydowanie muszę kupić inne smaki tego produktu, a do omawianego dzisiaj wariantu na pewno kiedyś wrócę.

Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Netto.

niedziela, 19 marca 2017

#143 Recenzja: Gelatelli, Master of taste lody crunchy almond.

Na tym blogu pojawiła się dopiero jedna recenzja lodów (oj cienko, cienko). A więc żeby tamtym nie było przykro, że są same, to dzisiaj czas na kolejne!
Chyba każdy z jedzeniowego świata bloggera zna lody z Lidla, które pojawiają się w czasie tygodnia amerykańskiego. Jest bardzo wiele ciekawych smaków, każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja jadłam już kilka wariantów, ale jeszcze wiele przede mną. Dzisiaj przyjrzę się smakowi chrupiących migdałów.

Opakowanie jest żywe, radosne, pełne energii. Jednocześnie jest zaprojektowane dokładnie, ze wszystkimi szczegółami, nic się nie wychyla, nie odstaje, nie psuje efektu. Bardzo podoba mi się też uśmiechnięty orzeszek, jest uroczy :D Dodatkowo obrazek lodów jak dla mnie jest zachęcający.A więc pierwsze wrażenie jak najbardziej na plus.


Pisząc te recenzję jest marzec, natomiast kiedy robiłam notatki jedząc lody, był październik (przy okazji do osób, które zarzucają mi wrzucanie w siebie tony słodyczy- nie robię tego, wszystkie posty mam zaplanowane na długi czas do przodu, dużo rzeczy mam z kilku ostatnich miesięcy w notatkach, a słodyczy codziennie nie jem). Nie wiem dlaczego nie zanotowałam zapachu, ale po takim czasie nie będę w stanie sobie go przypomnieć. Na pewno był słodziutki i raczej przyjemny.


Nie powiedziałabym, że te lody są migdałowe; bardziej śmietankowe. Nie oznacza to, że niedobre, ale jednak liczyłam na coś innego. Może w takim razie te kawałki orzechów to będą migały? Niestety kolejny zawód, bo to są orzechy włoskie. To raczej nie jest błąd przy produkcji. Oprócz tego w środku zastałam bardzo słodki, ciągnący się karmel; był przepyszny. 


Hm, nie wiem jak ocenić te lody. Były smaczne, nawet bardzo, ale to kompletnie nie jest to, co obiecywał nam producent. Zamiast migdałowego smaku mamy śmietankowy, zamiast migdałów mamy orzechy włoskie. Z tego powodu jestem zmuszona obniżyć trochę ocenę.
Nie wiem czy kupiłabym ponownie ze względu na opakowanie. Wolę kupić sobie loda na patyku i zjeść na raz, niż taki kubeł trzymać przez jakiś czas w zamrażalce. Dla mnie jest bardziej na spróbowanie, opisanie i napisanie recenzji.

Ocena: 3/6

Gdzie kupić: Lidl.

piątek, 17 marca 2017

#142 Recenzja: Svalya, świeży twarogowy batonik w belgisjkiej czekoladzie z wanilią.

W środę mogliśmy poczytać o jagodowym batoniku twarogowym, a dzisiaj, zgodnie z obietnicą, przyjrzymy się waniliowemu. Po przyjemnych doznaniach z poprzednikiem, do dzisiejszego gościa jestem nastawiona bardzo pozytywnie. A może jednak nie powinnam...?

Opakowanie ma takie same wzorki jak kolega, tylko ze względu na inny smak, ma inne kolory. Tutaj dominuje żółć, co jest normalne biorąc pod uwagę to, że batonik jest waniliowy. Mimo wszystko tutaj jakoś mi się to mnie podoba, za dużo się dzieje, że nie ma na czym oka zawiesić. Dodatkowo brązowy napis zlewa się z żółtym tłem, co utrudnia czytanie.


W środku zastajemy małego batonika, pokrytego popękaną, jasno brązową czekoladą. Ze środka prześwituje białe nadzienie. W zapachu da się wyczuć deserową czekoladę z nutką czegoś, co mogłabym zdefiniować jako migdały. Nie wiem skąd one się tak mogły wziąć..


W konsystencji batonik jest bardziej miękki i bardziej delikatny od poprzednika. W smaku trochę kwaskowy, w sumie dokładnie jak waniliowy serek homogenizowany. Jedyną różnicą jest jedynie słodkość, bo takie serki z reguły mają w sobie ogrom cukru, a ten batonik ma go bardzo mało.


Również nie zawiodłam się co do jakości, która była na wysokim poziomie. Bardzo smaczny produkt, chociaż gdybym miała porównywać go z jagodową wersją, to wygrałaby tamta.

Ocena: 5/6

Gdzie kupić: Carrefour.

środa, 15 marca 2017

#141 Recenzja: Svalya, świeży twarogowy batonik w belgijskiej czekoladzie z jagodami.

Batonik twarogowy pojawił się u mnie tylko raz (KLIK) ale wypadł bardzo dobrze. Wtedy po raz pierwszy miałam do czynienia z takim słodyczem. Tamta przygoda zakończyła się pozytywnie, ale mimo to od tamtego czasu nie kupiłam ani jednego twarogowego batonika. Zmieniło się to dopiero kiedy w jednym ze sklepów na półce z przecenami dostrzegłam produkty od Svalya. Szybko wrzuciłam je do koszyka i tym sposobem dzisiaj przedstawię Wam jednego z nich, a w następnym poście kolejnego.

Opakowanie przyciąga uwagę. Jest brązowo-fioletowe, z przeróżnymi szlaczkami, wzorkami. Wygląda na coś luksusowego, z klasą, z innej półki. Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych.


W środku wszystko wygląda już trochę mniej elegancko. Batonik pokryty jest cienką wartą jasnobrązowej czekolady, która swoją drogą mocno popękała (w sumie ciężko jest aby baton twarogowy wyglądał nienagannie, jest zbyt delikatny). Ze środka prześwituje coś różowego/jasno fioletowego. Wąchając produkt wyczułam deserową czekoladę z nutką czegoś słodkiego i owocowego.


Batonik jest mięciutki, rozpadający się w ustach. Czekolada jest cieniutka, przez co praktycznie nie da się wyczuć jej smaku. Nadzienie to puszek; mega puszysty i delikatny. Smakuje dokładnie jak jogurt jagodowy, ale nie taki najtańszy i sztuczny, a prawdziwy.  Opakowanie nie jest zmyłką, bo to co zastajemy w środku naprawdę jest dobrej jakości. Ważną rzeczą w smaku jest też to, że batonik jest mało słodki.


Jestem zaskoczona tym jak dobry jakościowo produkt miałam okazję próbować. Spodziewałam się słodkiego zlepka twarogu, czekolady i cukru, a tymczasem dostałam idealnie dobrany pod względem składników produkt. Ta firma zdecydowanie powinna być bardziej znana. Na pewno kupię ponownie ich batoniki i spróbuję jeszcze innych smaków.

Ocena: 6/6

Gdzie kupić: Carrefour.

niedziela, 12 marca 2017

#140 Recenzja: Takie it veggie, wegetariańska pizza z zamiennikiem mięsa z pszenicy, sosem pomidorowym, mozarellą, papryką, kukurydzą.

Czy istnieje jakaś osoba, która nie lubi pizzy? Być może, ale takich osób zapewne jest niewielki procent. Ja oczywiście do nich nie należę, bo pizzę kocham całym swoim sercem. Najlepsza oczywiście taka świeżo robiona, prosto z pizzerii. Czasami jednak trzeba zadowolić się mrożoną; takie też bardzo mi smakują. Niedawno Kaufland wprowadził linię wegetariańskich produktów i wśród nich jest właśnie taka pizza. Jak wypadnie? 

Opakowanie jest kwadratowe, tekturowe. Dominuje głównie czerwony, a właściwie bordowy kolor. Jest też kawałek pizzy, pojedyncze sztuki warzyw i piękna literka "V", co oznacza danie wegetariańskie. Wszystkie słowa napisane są po niemiecku, co niestety trochę psuje wszystko (nie lubię niemieckiego, bardzo nie lubię). Nie ma raczej większego problemu ze znalezieniem mrożonej pizzy bez mięsa, ale w przypadku dzisiejszego gościa mamy dodany zamiennik mięsa zrobiony z pszenicy; właśnie dlatego podkreślony jest fakt, że jest to pizza wegetariańska.


Pizza jest sporawa, ale bardzo cienka. Przed upieczeniem wygląda całkiem okej, chociaż to "mięso" z pszenicy wygląda średnio apetycznie. Szkoda, że producenci pożałowali kukurydzy i papryki, bo zdecydowanie mogłoby być ich więcej. 


Po upieczeniu wygląda podobnie, z tą różnicą, że ser się rozpuścił. Pachnie bardzo ładnie, w sumie tak jak typowe pizze z mnóstwem warzyw. W konsystencji jest miękka, a po bokach chrupiąca. Długo się ją gryzie i przeżuwa. Ciasto jest przepyszne- idealnie mączne, maślane, idealnie ciastowe. Sos pomidorowy jest gęsty i trochę zawiesisty, a w smaku słony; bardzo dobry. Ser czuć dosyć słabo, największą rolę odgrywa w konsystencji. A jeśli chodzi o mięso bez mięsa, to też nie ma zbyt wiele smaku, ale za to jest chrupiące.


Pizza jest naprawdę przepyszna. Poszczególne składniki jedzone osobno może mają mało smaku, ale razem tworzą naprawdę udaną, idealnie dopełniającą się całość. Zdecydowanie polecam, na pewno skuszę się na nią nie raz, nie dwa i nie pięć razy, a więcej :D

Ocena: 5+/6

Gdzie kupić: Kaufland.

piątek, 10 marca 2017

#139 Moje obiady - część 2.

Pora na drugą część moich obiadów! Nie przedłużając, zapraszam do czytania i oglądania.

1. Makaron z cukinią i warzywami.
Cukinia prosto z ogródka <3
Przygotowanie takiego obiadu jest bardzo łatwe, wystarczy pokroić cukinię i inne warzywa jakie chcecie, podsmażyć na patelni i wymieszać z makaronem.



2. Bataty polane keczupem, marynowane tofu i kromka domowego chleba.


3. Wegański burger z grzybami boczniakami, sałatą, pomidorem, ogórkiem świeżym i korniszonem, burakiem grillowanym, rukolą, cebulą, ziołami, sosem czosnkowym + ziemniaczki.
Taki zestaw zamówiłam w restauracji "Zielona" w Manufakturze w Łodzi. Jeżeli kiedyś tam będziecie, koniecznie zajrzyjcie, naprawdę polecam!


4. Makaron z młodym jęczmieniem, a na wierzch jogurt sojowy naturalny wymieszany z dżemem truskawkowym i masło orzechowe.


5. Wegańskie buraczane kotleciki z sezamem, do tego sojowa parówka i keczup.



6. Wegańskie kotleciki ziemniaczane nadziane pieczarkami.


7. Wegańskie kotleciki z tofu i brokułów, sałatka jarzynowa 
i kiwi.
Taki obiad podała mi babcia, chociaż kotleciki robione przez mamę. (LINK DO PRZEPISU)


8. Pancakes z syropem klonowym + herbata z przyprawami.
Poprzednio pisałam o naleśnikarni Malince w moim mieście, a teraz napiszę o nowo otwartej- Cynamonie. Również bardzo polecam! 


9. Warzywa na patelnię ze szpinakiem od Hortex, marynowane tofu i keczup.


10. Kotleciki z kaszy gryczanej i brokułów z sosem pomidorowym.


środa, 8 marca 2017

#137 Recenzja: Primavika, masło orzechowe piernikowe.

 Dzisiaj dzień kobiet, a więc wszystkim osobom płci żeńskiej, czytającym ten post, życzę wszystkiego najlepszego! <3 Z tej okazji dodam recenzję czegoś bardzo ciekawego.

Na to masło orzechowe polowałam od kiedy tylko o nim usłyszałam. Niestety jak na złość nie było go ani w żadnym większym sklepie, ani w tych mniejszych ze zdrową żywnością. Ale moja rodzina bardzo dobrze mnie zna i jednym z prezentów na święta było właśnie to masło. Pamiętam recenzję Zuzi (KLIK), której  niezbyt ten wariant zasmakował, ale mimo to nie zniechęciłam się i z wielkim zadowoleniem i ekscytacją zasiadłam do degustacji.

Słoiczek prezentuje się bardzo dobrze. Mały (okażę się czy to plus czy minus), uroczy, świąteczny. Widzimy obrazek ciasteczek w kształcie gwiazdek, kawałek pomarańczy, goździki, cynamon. Aż nabrałam ochoty na cieplutką, zimową herbatkę...


Zapach jest fistaszkowy, ale z wyraźną nutą przyprawy piernikowej. Przeeeeeeepiękny. Zaskoczyła mnie konsystencja; jest o wiele gęstsza niż w zwykłym maśle orzechowym. Dodatkowo w czasie jedzenia czuć malutkie kuleczki, coś jak cukier. 
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy język to słodkość. Nie myślcie, że jest jak typowe słodycze, co to to nie. Po prostu jak na masło orzechowe, to jest naprawdę słodkie. Nie wyczułam za to ani grama orzechów, natomiast aromat piernika jest w dużym stopniu obecny.


Gdyby ktoś mi dał ten produkt do spróbowania, bez mówienia co to jest, to zapewne nazwałabym to kremem piernikowym. Bo do masła orzechowego według mnie to nie jest podobne. Co nie zmienia faktu, że naprawdę bardzo mi smakowało. Idealna, lekka słodkość, wymieszana z aromatem piernika, dołożona do tego delikatna konsystencja... niebo. Zdecydowanie przepadłam i jak tylko uda mi się gdzieś to masło dorwać, to je kupię.

Ocena: 6/6

Gdzie kupić: sklepy ze zdrową żywnością.

niedziela, 5 marca 2017

#137 Recenzja: Goplana, Grześki, czekolada nadziewana.

Wersja z Jeżykami nie wypadła źle, ale czegoś jej brakowało. A jak zaprezentuje się jej koleżanka, która zawiera w sobie wafelka Grześki? Mam nadzieję, że dobrze, a nawet i lepiej. Uwielbiam Grześki, kojarzą mi się z dzieciństwem, więc jestem bardzo ciekawa smaku.

Opakowaniu jest w tym samym stylu jak przy Goplanie z Jeżykami. Różnica jest oczywiście taka, że tutaj mamy rysunek Grześków i zastosowane inne odcienie. Myślę, że bardziej podoba mi się pierwszy delikwent, bo tutaj ten różowy i niebieski jakoś mi ze sobą nie współgrają, wygląda to trochę kiczowato. Ale mniejsza o to, w końcu najważniejsza jest zawartość.


W środku zastajemy dokładnie to samo. Brązowa tabliczka podzieloną na pięć rzędów, po dwie kostki w każdym. Na każdej z nich jest literka G, pochodząca od nazwy firmy. Produkt pachnie ładnie; deserowo i jednocześnie słodko.


W smaku czekolada jest dokładnie taka sama jak zapach- deserowa i słodka. Można jej zjeść sporo, bo nie zasładza i nie zagorycza (wymyśliłam nowe słowo :P) tak jak niektóre. Jeśli chodzi o obiecaną zawartość, to da się ją wyczuć. Cały czas chrupie nam wafelek, momentami czuć idealnie odwzorowany smak Grześka. Niestety obawiam się, że producenci dodali do nadzienia zbyt dużo kakao, co mocno tłumi wszystko. Gdyby tutaj wprowadzić drobną poprawkę, byłoby idealnie.


Nie jestem w stanie stwierdzić, który wariant bardziej mi smakował. I w poprzednim, jak i w tym, wprowadziłabym poprawki. Być może kupię jeszcze kiedyś Goplanę z Grześkami.

Ocena: 3+/6

Gdzie kupić: sklepy sieci Społem.

piątek, 3 marca 2017

#136 Recenzja: Goplana, Jeżyki, czekolada nadziewana.

W środę tradycyjnie pojawił się post, ale gdy po południu do niego zajrzałam to okazało się, że nie ma w nim zdjęć. Nie wiem jak to się stało, ale na telefonie ich nie miałam, więc usunęłam cały wpis. Na dzisiaj też była zaplanowana recenzja, w której nie było zdjęć.  Teraz będę pamiętać, żeby za każdym razem wszystko dokładnie sprawdzać :P

Ta czekolada pojawiła się w sklepach już jakiś czas temu. Jak tylko się o niej dowiedziałam, to od razu musiałam ją kupić, nie było innej opcji! Jeżyki to jedne z moich ulubionych ciastek, a jeszcze dodatkowo włożone do czekolady? Przecież to jakiś obłęd! Ale czy na pewno...?

Z Goplaną raczej nie miałam zbyt dużego kontaktu, więc nie mam żadnej opinii na temat ich produktów.Wiem, że wielu osobom kojarzy się ona z dzieciństwem, ale ja do nich nie należę.

Opakowanie jest całkiem ładne. Różowo-złote, z kawałkami czekolady, ciastkiem, rodzynkami, jakimiś chrupkami. Wszystko wygląda ładnie i estetycznie, nie mam się do czego przyczepić.


W środku zastałam tabliczkę podzieloną na pięć rzędów, po dwie kostki w każdym. Na każdej możemy zobaczyć szlaczek oraz literkę G, symbolizującą firmę. Produkt pachnie deserowo, ale też dosyć słodko, nawet wyczułam delikatną nutkę jeżyków.


W smaku czekolada jest deserowa, ale jednocześnie słodka. Rozpuszczając trochę podchodzi pod bagienko. Nie jest to jednak takie nieziemskie bagienko, a krem z odrobiną wody, ale mimo wszystko jest to przyjemne uczucie. Na początku byłam zaskoczona, bo faktycznie czuć jeżyki! Niestety już po dosłownie kilku sekundach ten smak został stłamszony przez czekoladę. Odkryłam jednak, że jedząc sam środek, bardziej czuję nutkę ciastek.
Z samych jeżyków najbardziej wyczuwalny jest tutaj karmel i ten typowy posmak (jeśli je kiedyś jedliście, to wiecie o co chodzi). Zdecydowanie brakuje mi tutaj chrupek. 


Fajnie, że producenci wpadli na taki pomysł. Muszę jednak przyznać, że można było to zrobić trochę lepiej. Czuć, że coś tam z tych jeżyków jest, jednak to zdecydowanie nie są po prostu ciastka włożone w czekoladę, a szkoda. Mimo wszystko myślę, że czasem jeszcze wrócę do tego produktu.

Ocena: 4-/6

Gdzie kupić: sklepy sieci Społem.

niedziela, 26 lutego 2017

#135 Ulubieńcy lutego.

Nie było mnie trochę na blogu, przyznaję się bez bicia. Posty się pojawiały, bo mam sporo zaplanowanych, jednak nie zaglądałam tutaj. Złożyło się na to wiele rzeczy- szkoła, nauka, jak i prywatne sprawy. Bardzo Was za to przepraszam, ale obiecuję, że już jestem. Bardzo brakowało mi tego mojego małego światka jakim jest blog. Ale kolejne posty napisane, ja jestem pełna motywacji i działam dalej! :)

Posty jak wiecie dodaję w każdą środę, piątek i niedzielę. Dzisiaj niedziela, wciąż luty, natomiast w najbliższą środę będzie już marzec. A więc oznacza to... ulubieńców miesiąca!

MUZYKA

♥ Nirvana - Smells Like Teen Spirit
Dosyć stara piosenka, na pewno wielu osobom znana, ale ostatnio ciągle jej słucham. Jest cudowna.



♥ Indila - Tourner Dans La Vide
Piękny język francuski, piękny głos, piękna melodia.. co więcej dodać <3



♥ Lodovica Comello - Il cielo non mi basta
Była piosenka po francusku, to teraz czas na włoski :D Lodovicę ubóstwiam od kilku lat, byłam na podpisywaniu płyt oraz na jej koncercie. Ten utwór zaśpiewała na eliminacjach do Eurowizji (zamiast spać, to po nocach oglądałam włoskie eliminacje :P) i mimo, że jednak nie wygrała, to dla mnie była najlepsza, a piosenkę pokochałam <3



♥ Lodovica Comello - Le mille bolle blu
Kolejna piosenka od Lodo, kolejna piosenka na eliminację do Eurowizji. Prosta, sympatyczna, wesoła.



♥ Tom Odell - Can't Pretend
Piękna.




JEDZENIE

W tym miesiącu miałam fazę na dwa batoniki. Jednym z nich jest Dobra kaloria jabłko & cynamon, a drugim Fig Bar malinowy Recenzje obydwóch na pewno pojawią się na blogu. Nie wiem kiedy, ale już wiecie czy będą one negatywne czy pozytywne :D

zdjęcie wzięte z Google Grafiki

zdjęcie wzięte z Google Grafiki



Jak zapewne każdy wie, w lutym był Tłusty Czwartek. Pączków nie jadłam żadnych (ciężko znaleźć jakieś wegetariańskie :c), natomiast tradycyjnie mama zrobiła faworki. A więc to właśnie one mają zaszczyt być na tej liście :)



Deska wege- w moim mieście otworzyła się nowa restauracja. Oczywiście musiałam ją zwiedzić i bardzo się ucieszyłam, że można tam znaleźć coś wegańskiego (patrząc na to jaką dziurą jest moje miasto, to naprawdę coś). Zamówiłam wege deskę, która składała się z dwóch rodzajów hummusu, pieczywa, marchewki, ogórka i sałatki z fenkułu, selera naciowego i mięty.



♥ Masło orzechowe- nie raz pisałam, że jest to moja miłość. Ale tyle ile ja go zjadłam w tym miesiącu, do dawno nie jadłam :P Powinnam chyba zrobić sobie coś w stylu odwyku, ale na razie mi się to nie udaje XD Pocieszam się, że to jest to chociaż zdrowe uzależnienie.
Moimi ulubionymi masłami w tym miesiącu było Lidlowskie z kawałkami orzechów oraz Sante Go On 100%.

zdjęcia wzięte z Google Grafiki


♥ Zimowe herbaty- zdecydowanie ulubieniec! Robiłam je w domu, piłam w kawiarni oraz w restauracjach. Z pomarańczą, cytryną, goździkami, jakimś syropem... pyszności!



INNE:

♥ Thiller psychologiczny "Komediant"- byłam na tym przedstawieniu razem z rodzicami w Łodzi. Nie była to typowa sztuka, na typowej teatralnej sali. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś takiego, byłam bardzo zaskoczona, ale naprawdę mi się podobało i zdecydowanie polecam.

zdjęcie wzięte z Google Grafiki


♥ Kula do kąpieli- od zawsze chciałam wypróbować taką kulę i w końcu mi się to udało. Nie zawiodłam się- samo rozpuszczanie dawało frajdę, a potem woda była w bardzo ładnym, żółtym kolorze. Kupiłam ją w Lidlu i na pewno kupię jeszcze inne.

zdjęcie wzięte z Google Grafiki


♥ Buty psy- jak tylko weszłam do Deichmana i zobaczyłam te cudeńka, to nie było opcji żebym ich nie kupiła. Zakochałam się i ta miłość trwa do teraz <3

piątek, 24 lutego 2017

#134 Recenzja: Heidi, gorzka czekolada z nadzieniem o smaku mrożonej kawy.

Jedna osoba na instagramie dodała wpis, w którym napisała, że poprosiła swojego tatę o kupienie dla niej jakiejś czekolady- dostała cztery, bo nie mógł się zdecydować. Ja też wypróbowałam ten trik na swoim tacie i w ten oto sposób czekolada od Heidi z nadzieniem o smaku mrożonej kawy wylądowała w mojej szafce. Bardzo się ucieszyłam, bo czekolady z tej firmy korcą mnie od dłuższego czasu, no i halo, nadzienie o smaku kawy mrożonej!

Opakowanie jest prześliczne. Widzimy gałkę lodów, ziarna kawy, kostki lodu oraz kostki czekolady- bardzo zachęca!  Mimo wszystko muszę przyczepić się do dwóch rzeczy- dlaczego ta oto rzecz jest uznana za gorzką, skoro ma zaledwie 50% kakao? I druga sprawa, z tyłu opakowania możemy wyczytać "Gorzka czekolada z nadzieniem mrożona kawa"... Ja rozumiem, że nie każdy jest orłem z języka polskiego, ale jednak drukując coś na czymś takim jak czekolada, chyba powinno się bardziej zwracać uwagę na takie szczegóły. Ja oczywiście w tytule wpisu musiałam to zmienić na poprawną wersję.


Po wyjęciu zawartości mamy do czynienia z chudziutką sztabką, podzieloną na pięć rzędów, po dwie kostki w każdym. Podobają mi się wzorki na nich- nazwa firmy oraz serduszko, rysowane jak szachownica. Widzimy też drobny, biały nalot, ale to zapewne dlatego, że ważność produktu wygasza siódmego września (w dniu pisania recenzji był piętnasty sierpnia). Zapach jest typowy dla ciemnej czekolady- nic specjalnego ani nowego, ale na pewno coś przyjemnego.


Czekolada jest dosyć tłustawa, rozpuszcza się powoli, tworząc zalążek bagienka. Na początku moim pierwszym skojarzeniem było capuccino. Chociaż kawa mrożona składa się z lodów, kawy, jakiegoś syropu, ogólnie jest raczej słodka, więc to faktycznie może być jej smak. Jednak z czasem to znika i czujemy po prostu ciemną czekoladę. Momentami chrupią nam między zębami maleńkie drobinki czegoś nieokreślonego, nie jestem w stanie powiedzieć czego.


Podsumowując, czekolada nie była zła, była nawet całkiem smaczna. Tak na spróbowanie jest w porządku, ale myślę, że nie kupiłabym jej już drugi raz. Za to na pewno skuszę się na inne warianty smakowe, jeden już czeka u mnie w szafce.

Ocena: 3/6

Gdzie kupić: Carrefour.
Czy kupię ponownie?- Nie.